Archiwa tagu: Stąd do wieczności

Stąd do wieczności 46/2015

paris-attacks-aftermath

 

A więc Wojna. Z wielkiej litery, bo też sprawa wielkiej wagi. Słowo, o którym chcielibyśmy zapomnieć, najchętniej wymazać ze słownika, znów niczym widmo krąży nad Europą. Po 70 latach Europa wraca do punktu wyjścia. Oto w kilka miesięcy projekt Unii Europejskiej legł w gruzach, okazał się idee fixe dawnych, nomen omen, ekstremistów pokolenia ’68. Jej twórcom nigdy nie przyszedł głowy scenariusz, który rozgrywa się na naszych oczach. Granice Europy okazały się jednocześnie granicami wyobraźni.
Unia przypomina dziś łupinkę na rozszalałym oceanie radykalizmów. Lata przymykania oczu na relane problemy w połączeniu z polityką światowego żandarma w wykonaniu amerykańskich jatrzębi, ich skarajnie nieudolna wojna z terrorem ostatnich 14 lat odbija się właśnie echem na wyspie Lampedusa, Lesbos, na budapesztańskich dworcach, a ostatnio na ulicach, w redakcjach i klubach Paryża. Najnowsza fala uchodźców nie ma tu już większego znaczenia. Na terenie Unii żyje dziś kilka milionów radykalnych muzułmanów, którzy nie ustaną w walce, dopóki zielona flaga Islamu nie załopoce nad światem. W każdym większym mieście zachodniej Europy znajdziemy dzielnice, gdzie przestało obowiązywać prawo brytyjskie, francuskie czy niemieckie. Jego miejsce zajęło prawo szariatu, degradujące kobietę do roli niewolnika, dopuszczające za przewinienia nieznane europejskim kodeksom karę śmierci, w tym ukamienowanie.
Należy jednak rozdzielić dwie racje. Te same siły, które stoją za zamachami sprzed kilku dni stanowią również zagrożenie dla rodzin z Syrii, Iraku i krajów ościennych. Ich mieszkańcy każdego dnia doświadczają nieporównywalnie większego terroru niż państwa europejskie, żyją pod ciągłym zagrożeniem ze strony swoich współbraci. Oni nie chcą wojny. Oni przed wojną uciekają. Uciekają przed piekłem, tak jak przed piekłem na Zachód uciekali Polacy. Państwa zachodnie przez całe dekady bez problemu rozróżniały uciekających przed komunizmem od komunistycznych aparatczyków, choć i jedni, i drudzy byli Polakami. Dziś sami musimy rozróżnić oprawców od ofiar. Z tymi pierwszymi musimy bezwzględnie walczyć, tym drugim winni jesteśmy pomoc.
Szkoda że tak krótką pamięć ma minister Szymański który ogłasza, że wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu Polska nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców, czy inny minister Waszczykowski, który na pytanie, czy Polska powinna pomóc uciekającym przez wojną obywatelom Syrii odpowiada: „Powinni pozostać tam, gdzie są, choć warunki nie są na poziomie Hiltona czy Sheratona. Nie jesteśmy odpowiedzialni za zapewnienie im luksusowego życia”. Ale skoro ich szef powtarzając retorykę hitlerowską stwierdził niedawno, że uchodźcy przynoszą pasożyty i choroby…
Czemu podobne słowa nie dobiegają z Czech, Słowacji czy nawet Węgier, choć w przeciwieństwie do nas to właśnie te państwa odrzuciły unijną dyrektywę w sprawie kwot imigrantów?
Rację ma Andrew Stroehlein, dyrektor ds. mediów Humans Right Watch, który zwraca się na twitterze : „Niech ktoś powie Polakom, że uchodźcy uciekają do Europy właśnie przed tym rodzajem przemocy, jaki wiedzieliśmy w Paryżu”. W podobnym tonie wypowiadają się inni działacze i żurnaliści z całego świata. W zaledwie dwa tygodnie Polska stała się w Europie i na świecie wrogiem publicznym numer jeden, choć katastrofalne wypowiedzi polskich oficjeli niczego nie pozwoliły nam „ugrać”. Walczymy z niewidzialnym smokiem, z zagrożeniem które w Polsce jest niemożliwe do powtórzenia. Wystarczy że przyjmiemy twardą liczbę osób – kilkanaście, ba, nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wystarczy że przy pomocy służb polskich i europejskich zatrzymamy i odeślemy z powrotem wszystkich tych, którzy mogą stanowić choćby potencjalne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Wystarczy, że rozdzielmy ich tak, że w każdej gminie będzie ich nie więcej niż kilkanaścioro. Rozpoczną obowiązkową naukę języka, dzieci będą uczyć się w polskich szkołach. Scenariusz z Paryża, Londynu, Bostonu czy Madrytu będzie zwyczajnie nie do powtórzenia, Syryjczycy czy Irakijczycy mieszkający w Polsce będą tak doskonale widoczni, że o jakimkolwiek działalności terrorystycznej nie może być mowy. Spłacimy dług zaciągnięty przez lata komunizmu zamiast na własne życzenie tworzyć z Polski zaścianek Europy. W praktyce zapewne trudno byłoby liczyć na więcej niż tysiąc uchodźców chętnych do osiedlenia się u nas. Z jednego prozaicznego powodu – u nas po prostu nie ma zasiłków. I długo nie będzie. Celem ich wędrówki są Monachium i Londyn. Dlatego Polska w kwestii islamskiej inwazji jeszcze przez wiele lat może czuć się bezpieczna. Ale nie znaczy to że nie mamy się czego obawiać.
Mułłowie spod znaku Świętego Rydzyka wprowadzają nad Wisłą swój szariat, a patrząc na ich wyznawców śmieszno się robi i straszno zarazem. Oto Najprawdziwsi z Prawdziwych Polscy Patrioci zapraszają do Sejmu przedstawicieli faszystowskiej partii Forza Nouva założonej przez wnuczkę Mussoliniego, a na symbol Marszu Niepodległości wybierają replikę faszystowskiej grafiki z lat 30. Żeby dopełnić całości, najpierw maszerują z transparentem „Wolimy kotleta od Mahometa”, po czym śmiało wbijają do arabskich barów na kebaba halal. Kiedy ci sami organizatorzy Marszu umieszczają na swoim profilu informację o pobiciu w Poznaniu Syryjczyka (wyznania jezusowego), pod spodem cała masa komentarzy wyrażających z tego powodu ogromną radość. Już w czasie marszu do reporterki Polsatu doskakuje dwóch wyrostków wykrzykujących „Cześć i chwała bohaterom!”, żeby płynnie przejść do „Jebać, jebać TVN!”. Tacy oto młodzieńcy stanowią dziś główny nurt polskiej polityki. Dokładnie jego zbrojne ramię. Ale i ich starsi koledzy i koleżanki nie dają za wygraną. Jeden z biskupów zwraca się oficjalnie do parlamentarzystów, żeby prawo stanowione nie stało w sprzeczności z prawem Bożym, Kaja Godek z mównicy sejmowej domaga się bezwzględnego zakazu aborcji. Kiedy przyjrzeć się bliżej, widać pękające szwy w kostiumach służących tej maskaradzie, Imam nie różnie się wiele od Biskupa, religia jest tylko przykrywką, sprytnym trickiem mającym przykryć rzeczywiste intencje. Władza i pieniądze, co kto woli. Prawo i Sprawiedliwość unieważnia świeżo wybranych członków Trybunału Konstytucyjnego, a następnie likwiduje sejmową komisję ds. służb specjalnych, ostatnią instytucję zdolną prowadzić jakikolwiek nadzór nad poczynaniami Kamińskiego, Ziobry czy Macierewicza. Ten ostatni na swojej konferencji zapowiada unieważnienie raportu Millera, nowa premier Beata Szydło mówi, że priorytetowym zadaniem nowego rządu będzie wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Wisienką na torcie możemy nazwać nowo wybranego prezydenta, który najpierw jako urzędnik kancelarii Lecha Kaczyńskiego wbrew zaleceniom prokuratury załatwiał uniewinnienie Adama S. skazanego za wyłudzenia z PFRON, wkrótce wspólnika Marcina Dubienieckiego, zięcia Kaczyńskiego. Ciąży też nad nim zarzut zatrudniania fikcyjnych współpracowników w swoim biurze w Parlamencie Europejskim, a także wyłudzania pieniędzy z kancelarii Sejmu na rzekome podróże poselskie.
Ci, którzy chcą nas bronić przez islamem niczym się nie różnią od islamskich ekstremistów. Nie wysadzają w powietrze pociągów ani do nikogo (jeszcze) nie strzelają, ale w zamian za uwolnienie nas od islamu zamierzają wprowadzić dziesiątki innych opresji, ściśle związanych z nauczaniem innych religijnych przywódców. Każda religia niesie ze sobą opresję, choć różnie wyrażaną.

Być może jedyną odpowiedzią na atak, jaką zobaczymy w najbliższej przyszłości jest deklaracja alterglobalistycznej organizacji Anonymus. Zapowiadają tropienie wszelkiej aktywności Państwa Islamskiego w internecie, w szczególności strony prowadzące rekrutację nowych członków. Być może okażą się skuteczniejsze niż władze Francji, które kilkukrotnie zatrzymywały zamachowców, nigdy nie stawiając im zarzutów. Informacje na temat samobójcy z Bataclan przesyłały im służby tureckie. Bez odzewu.

 

Na koniec jeszcze jedna refleksja. W dobie samotności w sieci, rozdrobnienia świata na atomy wszystko nagle okazuje się mieć ze soba więcej wspólnego niż przypuszczaliśmy. Oto pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego dwa elementy okażą się częścią wspólnej opowieści, znajdzie się dla niech wspólny mianownik,znajdziemy między nimi związek nie tylko pozorny. Niczym fraktal, świat okazuje się jednym wielkim organizmem, jednym wielkim powtórzeniem, a poszczególne obrazy różnią się co najwyżej skalą. Toruń znajduje się nagle bliżej Mekki, niż moglibyśmy przypuszczać, Olsztyn się zbliża się do Paryża.
Ledwie zaprzysiężeni zostali nowi posłowie wybrani pod czułym okiem Świętego Rydzyka (co ciekawe, w obawie przed pogańskim piątkiem 13. uroczystość odbyła się dzień wcześniej), i wysłannicy toruńskiego radiokomitetu rozpoczęli głoszenie słowa świętego, a już chwilę później przybysze z Półwyspu Arabskiego zakrzyknęli Allahu Akbar! wystrzeliwując w kierunku fanów Eagles of Death Metal zabójcze pociski. Skojarzenie z Polską może być jeszcze co najmniej jedno, nazwa powstała w momencie kiedy niejaki Lou przedstawiał Joshowi Homme klasyki death metalu. Kiedy z głośników poleciał olsztyński Vader, Homme miał użyć sformułowania anioły death metalu, co okazało się przyczynkiem dla nazwania nowej formacji. Świat nigdy nie był tak mały jak dziś. Polacy i Francuzi okazali się wobec tragedii równie bezbronni. Dziennikarz Pulsu Biznesu, Marcin Dobrowolski przebywający w czasie zamachów w Paryżu zwrócił się z prośbą do ambasady polskiej o udzielenie czasowego schronienie do czasu wyjaśnienia sytuacji. Przez telefon informował, że znajduje się kilka minut drogi od ambasady i chciałby przeczekać najbliższe godziny na jej terenie. Dowiedział się jednak, że ambasada jest zamknięta i żaden Polak nie zostanie wpuszczony do środka.

Dostaliśmy już chyba wystarczająco dużo znaków ostrzegawczych. Kolejnych może nie być.

 

karl

Stąd do wieczności 21/2015

#21

 

Wygrała Polska. W krytycznym momencie Polacy przypomnieli sobie o tradycyjnych wartościach i na czele kraju znów stanie człowiek, który zadziwił Europę. Kiedy w Irlandii, jedynym obok Polski liczącym się kraju katolickim w Europie zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, wyborcy Andrzeja Dudy wiedzieli co robić. Więzienie za in-vitro, jointa, aborcję i obrazę krzyża! Nie damy sie unijnej propagandzie! Prawda nas wyzwoli!

Ale też powiedzmy sobie szczerze, jaki mieliśmy wybór? Lepszy jest samochód bez silnika czy bez kół? Już w pierwszej turze wiało nudą, druga przypominała Pakt Ribbentrop – Mołotow. Bronek okazał się najbardziej aktywny tuż po wyborach, dwa tygodnie temu dokonał coming-outu i przyznał, że w skrytości ducha zawsze chciał być Pawłem Kukizem, teraz pokazał wszystkim: takiego wała! i wycofał projekt w sprawie emerytury po 40 latach pracy. Nie głosowaliśta na mnie, to wypierdalać! Tak oto kończy się krótkie, dwutygodniowe udawanie troski o los obywateli.

 

Polska pozostaje w okopach. Naiwniacy, którzy wczoraj sądzili, że dokonują wyborów, dziś sądzą, że dzięki Andrzejowi budząc się codziennie rano w portfelach będą znajdować nową stówę. Jedynymi prawdziwymi beneficjentami będą pisowscy baronowie. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że najważniejsze stanowiska ( ok. 40%) w Kancelarii Prezydenckiej wyznaczać będzie Jarosław Kaczyński, 20% swoich żołnierzy wpycha Brudziński, podobnie jak Sasin. Samemu Dudzie pozwolono wybrać 20% nic nie znaczących mrówek. Przez następne 5 lat za plecami Dudy stać będą min. Szydło, Mastalerek, Kaczyńska, Kurski czy Gliński.

Maleją wpływy dotychczasowych medialnych propagandzistów – Kraśki, Lisa, Michnika czy Paradowskiej, za to Pospieszalski, Gmyz, Karnowscy czy Terlikowski na swoich twitterowych kontach zawyli z rozkoszy i zabrzmiało to jak odgłos stada wilków. Będzie lepiej. Szkoda, że znów dla nielicznych.

 

Wybory wyborami, ale świat nie stoi w miejscu, ludzie odpowiedzialni trwają w pogotowiu. Na przykład minister Szczurek, odpowiedzilany za finanse. Już po niespodziewanym wystąpieniu byłego prezydenta dwa tygodnie temu Szczurek stwierdził, że prezydent może sobie mówić co chce, ale rozpatrywanie wątpliwości na korzyć podatnika nie przejdzie. Nie z nami takie numery. Tydzień temu przypominaliśmy jego poglądy na podatki i sprawy społeczne, teraz uchylił rąbek nowej Ordynacji Podatkowej. Dwa podstawowe założenia to „zmiana społecznego przekonania, że <<organy podatkowe są złe>>” i „większa efektywność realizacji zobowiązań podatkowych”. Przekładając to na język polski: więcej kosimy i propaganda, propaganda! „Pycha kroczy przed upadkiem” to powiedzenie które po wyborach zdaje się niezwykle aktualne. Szczurek zdaje się być niewzruszony, ale śruba którą nieustannie nam przykręca, może odbić w drugą stronę.

 

Co jeszcze w kraju? Wszystko po staremu, ruja, porubstwo i transfer z państwowego do kieszeni urzędników idzie na pełnych obrotach. Zastanówmy się, co oznaczałaby zmiana jednego niedoszłego koalicjanta z POPIS na drugiego? Drenaż szedłby dokładnie tak samo, zmieniłyby się tylko nazwiska. Wygłodniała zwierzyna za plecami Kaczyńskiego już przebiera kopytkami i raciczkami w oczekiwaniu na przyszłe synekury. A więc, co jeszcze w kraju?

 

Jedna z bardziej atrakcyjnych synekur, prezes TVP jest do wzięcia, nic więc dziwnego, że wokół pałacu Gargamela przy Woronicza już kręci się całe stado hien. Wszystkie z bogatym doświadczeniem w zakresie usług na rzecz PO, SLD a nawet PZPR. Kiedy po pierwszej turze odpadło kilka nazwisk, w Wyborczej podniósł się wrzask: naszych biją! Otóż rzeczywiście z listy spadło kilka nazwisk pełniących z ramienia władzy służbę na odcinku kultury.

TVP skupia w sobie wszystkie patologie ostatnich 25 lat. Podobnie jak Polska, przypomina samotną kobietą bezbronną wobec armii wygłodniałych samców, nieustannie gwałcona i bita. To w rzeczywistości pralnia brudnych pieniędzy i kasa zapomogowa w jednym. Kolesie zatrudniają kolesi, wystawiając im prawdziwe faktury za fikcyjne zlecenia. Masz chwilowe problemy z kasą? Zapraszamy do TVP, frajerzy płacący abonament cię zasponsorują! Z drugiej strony to dwa najchętniej oglądane programy w tym kraju. I dostarczają rozrywki jarmarcznej, na poziomie obrażającym inteligencję przeciętnego oglądacza. Drenuje mózgi, czyniąc z nich bezmyślne zombie – konsumentów. Dziś słynna misja na inne cele: żeby wepchać swoich kolesi i trochę ich wypromować.

 

Kolesiostwo jest naszym oficjalnym ustrojem, i szybko się to nie zmieni, kolejne pokolenia okazują się być zarażone wirusem. Oto władza uderzyła do głowy dwóm szychom z Politechniki Lubelskiej. Tak spodobało im się zasiadanie w Radzie Wydziału, że utajnili miejsce, datę i w ogóle sam fakt wyborów do Rady, tak by nikt nie przeszkodził im w ponownym wyborze. W gronie kilku znajomych zorganizowali tajne wybory i sami siebie wybrali na kolejną kadencję. Jakieś pytania o przyszłość tego kraju?

 

Świat

 

Od czasów Rewolucji Francuskiej ojczyzna Verne’a i Zidane’a podejmuje rozumne decyzje, pewnie dlatego że rozumna władza ma na celu dobro rozumnych obywateli. Tym razem wprowadziła zakaz niszczenia niesprzedanej żywności przez markety i przekazywanie jej organizacjom charytatywnym. Oczywiście nie możemy oczekiwać że przepis będzie dotyczyć też polskich oddziałów Carrefoura czy Auchan, my, trzeci świat musimy swoje odcierpieć. Vive la France, chciałby się zakrzyknąć.

 

24 maja w wypadku samochodowym zginął John Nash. To nazwisko, które niewiele mówi, ale Nash był jednym z najważniejszych matematyków XX wieku, co zaowocowało Nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii, a tydzień temu odebrał w Norwegii Nagrodę Abela, jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w matematyce. Informacja nie pojawiła by się jednak na tych łamach, podobnie jak w mediach na całym świecie gdyby nie film z 2001 roku, „Piękny umysł”. Dzięki niemu Nash zyskał wieczną sławę, a wielu widzów doceniło udział nielubianej matematyki w swoim życiu. Wracając do misji, na tym właśnie polega rola kultury i kina, takich filmów jak „Kinsey”, „Gra Tajemnic” czy „Teoria Wszystkiego”. Warto wiedzieć, dzięki komu nasz świat wygląda tak a nie inaczej.

 

karl

Stąd do wieczności 20/2015

#20

 

Polityka

Tych którzy wybierają się na drugą turę wyborów czeka Paragraf 22: uciekając od grabieży PO, wpadamy w objęcia PiS. Stawiając tamę szaleństwu PiS-u, jesteśmy skazani na PO. Pułapka niemożności. Upadłym polskim mediom zdaje się to jednak nie przeszkadzać, z poważnymi minami organizują debatę, podczas której udają, że zadają kandydatom pytania, a ci udają, że na nie odpowiadają. Przykry widok dwóch smutnych panów bez charyzmy, błyskotliwości i wizji wyciągało sobie nawzajem nieznaczące brudy, na prawdziwe tematy zabrakło już czasu. Jak skomentowały to inne zdegenerowane media? Języczkiem uwagi okazał się portal mamprawowiedzieć.pl, tak opisany przez jeden ze sztabów wyborczych, Gazetę Wyborczą: MamPrawoWiedziec.pl to strona prowadzona przez ekspertów Stowarzyszenia 61 – niezależnej, apartyjnej organizacji pozarządowej, która stawia sobie za cel dostarczanie obywatelom informacji o osobach pełniących wybieralne funkcje publiczne. Tymczasem…

 

W władzach stowarzyszenia zasiadają córki Bronisława Komorowskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego i ministra sportu, Andrzeja Biernata. Sponsorami stowarzyszenia są min. Bank Światowy,  Fundacja Batorego, w skład której wchodzą Aleksander Smolar, Marcin Król, Bogdan Borusewicz, Jan Krzysztof  Bielecki, Andrzej Olechowski czy Helena Łuczywo reprezentująca Agorę. Poza tym sponsorami były też instytucje państwowe, w tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pan Prezydent własnymi ustami postanowił zdekonspirować nepotyzm we własnej rodzinie i to tuż po tym jak w słynnej reklamie jego dzieci opowiadały „pewnie nas nie znacie, nie jesteśmy celebrytami” (opublikowanej przez Onet). Nie, nie jesteście, jest o wiele gorzej.

 

Muzyka

 

Na firmamencie coraz mniej gwiazd, sztuczne satelity nie zastąpią ich blasku, coraz ciemniejsza noc. Blues Boy i jego Lucille świecili przez wiele dekad tak silnym światłem, że nie sposób ich było nie zauważyć.

Jego biografia zaczyna się tam, gdzie narodził się sam, blues, na jednej z plantacji bawełny w stanie Mississippi. Kiedy po raz pierwszy usłyszał w kościele pastora grającego na elektrycznej gitarze, stwierdził, że czuje się jak w niebie. Następnym, który odmienił jego życie był wujek, bluesman Bukka White który przygarnąl w w swoim domu w Memphis, Tennessee. Tam przez jakiś czas był prezenterem w radiu, nie przestawał jendak myśleć o graniu bluesa. Na jego drodze stanął Sam Phillips, przyszły odkrywca Elvisa Presleya, który dostrzegł w nim talent i pod koniec lat 40. wyprodukował pierwszy album. Przez kolejne dekady był popularny w kręgach muzyki bluesowej i rhythm and bluesowej, na przełomie lat 60. i 70. występował z muzykami brytyjskimi, min. Claptonem i Rolling Stones, którzy przedstawiali go jako jednego ze swoich mistrzów. Zapytany w wywiadzie kiedy zrozumiał, że jest gwiazdą, wspominał moment, kiedy oglądając telewizję usłyszał jak John Lennon mówi, że chciałby grać, jak BB King. „Prawie spadłem z krzesła, to był największy zespół na świecie, a ten koleś mówi takie rzeczy?”

Największa popularność przyszła jednak w 1987 roku, kiedy razem z U2 nagrał „When Love Comes To Town”. Półtorej dekady później płyta nagrana razem Erikiem Claptonem pod koniec życia ugruntowała jego pozycję. Pytany o Claptona odpowiadał: To numer jeden. I gra bluesa lepiej, niż większość z nas. Ten umieścił w internecie emocjonalne wystąpienie, w którym żegna Kinga i określa go jako swojego przyjaciela. Żegnali go wszyscy, którzy przez ostatnie pól wieku słuchali go i szli jego śladem. Nie był wybitnym gitarzystą, ale zdaje się, że to osoba, która przemawiała przez dźwięki jego gitary sprawiała, że podziwiały go miliony. Jedyny i niepowtarzalny Riley „Blues Boy” King odszedł w wieku 89 lat.

 

Cytat tygodnia

 

System podatkowy jest bardzo ułomną metodą rozwiązywania problemów z dochodami. Od tego jest system pomocy społecznej.

 

Mateusz Szczurek, minister finansów

 

karl

Stąd do wieczności 19/2015

åwieci sie filharmonia

Ale to był weekend! Przez dwa dni można było spokojnie włączyć telewizor i nie wyskakiwały ujadające oblicza Kempy, Czarneckiego, Bronka ani Janusza. Telewizja na chwilę stała się ciekawa, mądra i w ogóle jakaś taka radośniejsza. Piękny sen przerwany został w niedzielę wieczorem, kiedy na scenę wkroczył Kraśko.

 

Krasko 9

 

Tuż po 21 rozpoczęła się transmisja sprzed siedziby TVP, która zastępowała plac Świętego Piotra. Papież telewizji, Piotr Kraśko w towarzystwie księżniczki Beaty i delfina Michała dojrzał biały dym wydobywający się z PKW, po czym miastu i światu ogłosił: ja, Piotr Kraśko I mam wyniki. Proszę państwa, sensacja! Alleluja! Giacomo Battiato zatrudnił nie tego Piotra do roli Karola, który został papieżem. Nikt tak jak Kraśko nie czuł, tego co czuł ON, nie wiedział tego co ON, nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że byli niczym bracia bliźniacy, Bolek i Lolek, Lech, Czech i Jarosław. Kiedy Największy z Polaków umierał, według słynnej anegdoty oglądał program Piotra Kraśki. Złośliwi dodają, ze mogło to być bezpośrednią przyczyną śmierci, ale wiadomo, każdy geniusz musi liczyć się z nienawiścią plebsu (którym tak na marginesie Kraśko brzydzi się bardziej niż zakupami w Lidlu).

 

Krasko 8

 

Błąd naprawiono w tym roku, w filmie „Apartament” Kraśko zza kadru ze słynnym wzruszeniem, w którym się specjalizuje, opowiada o Papieżu. Gdyby Kraśko urodził się w renesansie, Michał Anioł nie marnowałby czasu na rzeźbienie Dawida, Mona Lisa miałaby twarz wiecie-kogo, a Szekspir odwiedzałby go co tydzień, żeby skonsultować szczegóły swojego dzieła życia, jedynej powieści „Kraśko -  Żywota Świętego”.

 

Kraśko 2

 

Jego portrety wiszą w gabinetach Teda Turnera i Ruperta Murdocha, którzy od lat bezskutecznie zabiegają o jego zatrudnienie. On podjął się trudu przekazywania nam codziennych sukcesów, jakie spływają na nas podczas rządów Platformy i Peezelu. Niedługo ma się odbyć referendum o uznanie miasteczka Wilanów jako terytorium niezależnego, którego jednogłośnie cesarzem ogłoszony będzie Kraśko. Obok powstanie krulestwo Korwin Mikkego.

 

Kraśko 1

 

„I have a dream!” zakrzyknął cztery miesiące temu Kraśko i nie bacząc na budżet rozpoczął projekt życia. Centrum dowodzenia lotów kosmicznych NASA ma przejść gruntowne zmiany, tak by upodobnić się do tego zaprojektowanego osobiście przez Kraśkę przez gmachem Telewizji Polskiej, perłą światowej architektury. Powstał największy na świecie ekran, tak by cały świat mógł podziwiać szlachetną twarz Kraśki. Nic to, że goście siedzieli w płaszczach i kurtkach, wiatr zwiewał wszystko ze stołów a rozmowy zagłuszał szum nagrzewnic –wizjonerstwo Kraśki nie pozostało niezauważone. To dopiero pierwszy krok, mamy 300 mld w budżecie, jest z czego czerpać. Jeśli Cezar mógł dla zabawy palić Rzym, Stalin zaprojektować jednym pociągnięciem ołówka kolej transsyberyjską kosztem kilkuset tysięcy więźniów Gułagu, to czymże są igrzyska Kraśki, niewinna wręcz przy tamtych igraszka?

 

Krasko 7

 

Funny fact – mamą Piotrka była przez jakiś czas sama Nina Terentiew, w ogóle w przez TVP przewinęło się 54 człónków jego rodziny, więc kariera była raczej oczywista. Ale też oddajmy cesarzowi co cesarskie – taki sukces nie bierze się z niczego. On wykuwał się w trakcie ciężkiej harówy, podczas cotygodniowych relacji z Watykanu, kiedy za każdym razem musiał znaleźć inne wiekopomne słowa, by opisać wielkość Naszego Papieża Polaka, Papieża Tysiąclecia, Człowieka Który Sam Obalił Komunizm, Człowieka, Który Jadł Kremówki Chodząc Po Tej Ziemi. Za sto lat nikt nie będzie pamiętał o Koperniku, Curie Skłodowskiej czy Paderewskim. Na centralnym placu każdego miasta Układu Słonecznego będą pomniki Kraśki na białym koniu górujące nad krajobrazem. Tylko pamiętaj Piotrek – na im wyższym cokole cie postawią, tym boleśniejszy będzie upadek.

A co do samych wyborów – musieli być przegrani, byli też wygrani. Najciekawiej było oczywiście w Lubinie, Kukiz wygłaszał płomienne przemowy, które chwalił sam Kraśko, w stylu który nie tylko dla polskiej polityki musi wydawać się ożywczy. Za jego plecami grały „Złe Psy” Andrzeja Nowaka, i choćby za to zyskał moje uznanie. Więcej o tym, co oznacza to dla nas wkrótce.

 

marta

 

Tymczasem realipolitik codziennie wre niżej, znaczeni niżej, w takim powiecie zwoleńskim i gminie Przyłęk też toczy się życie. A tu dzieją się rzeczy nie mniej ciekawe. Darek Klimczak potrafi się ustawić. Zapisał sie do peezelu, więc o przyszłość martwić się nie musiał. Starsi koledzy szybko namaścili go na wicemarszałka, miał pilnować interesu. Problem był z dziesięć lat młodszą kochanką, Martą Giermasińską. Nie będzie się przecież pokazywał na mieście z byle sekretarką z ciepłowni! Po miesiącu w nowej pracy dzięki poświęceniu i ciężkiej pracy (po godzinach, często w szkodliwych warunkach) Marta została wiceprezesem Energetyki Cieplnej w Skierniewicach. I tak dwoje wice- powoli wiło sobie gniazdko, niestety sprawa się rypła i sam prezes Piechociński musiał interweniować w sprawie prowincjonalnej spółki.  A jeszcze dzień wcześniej mówił: „Konkurencyjność i innowacyjność gospodarki zależy w dużej mierze od kwalifikacji kadr, ich wiedzy i doświadczenia. Potrzebujemy dobrze wykształconych kadr”. Kurtka ze skaju i torebusia w kwiatki ze słynnego zdjęcia zdradza spore pokłady kompetencji, żeby nie powiedzieć społecznikowskiego zacięcia. Panie Januszu, proszę się nie zrażać, elektrociepłowni ci u nas dostatek.

Darków Klimczaków jest jednak więcej i mają bardziej medialne nazwiska. Dziesięć lat temu Urząd Marszałkowski w Gdańsku sprzedał państwową spółkę Neptun Film za 23,5 mln złotych. Rok później była ona jednak warta już 80 mln. Za transakcję odpowiedzialni byli działacze Platformy – marszałek Jan Kozłowski, Marek Biernacki i Bogdan Borusewicz. Transakcję przeprowadziła, pobierając odpowiednio sowitą prowizję, kancelaria prawna należąca do syna Kozłowskiego. Ostatni akt dramatu rozegrał się w zeszłym tygodniu, kiedy nowy właściciel postanowił zlikwidować trzy kameralne kina będące wizytówką Gdańska i oddać lokale amerykańskiej sieci hoteli Hilton, choć działacze Platformy przez cały czas zapewniali, że zapewnią  „realizowanie nałożonych ustawowo zadań w zakresie upowszechniania kultury”. Jak widać, do czasu.

Z dedykacją dla Najjaśniejszej Władzy z okazji 26 lat szczęśliwego pożycia- piosenka:

 

 

Nie tylko komisje wyborcze pracowały cała parą, również komisje egzaminacyjne. Młodzież durna i chmurna przystąpiła do matur i od razu zderzyła się z murem. Choć z roku na rok zadania są coraz łatwiejsze, to zderzenia są coraz mocniejsze – klasyczna funkcja liniowa. Komisje walczą o to, żeby ktoś w ogóle mógł zdać, ale dzięki smartfonom z dostępem do internetu głupota w postaci modnych tweetów wylała się szerokim strumieniem:

Żegnajcie studia. Matura, zniszczyłaś mi życie! (pisownia oryginalna)

Według nowożytnej logiki, której swoją drogą brak w programie nauczania jest aż nadto widoczny, winien jest nie ten, który się nie nauczył ale ten który układał zadania.

Ale nie jest tak źle. W zasadzie ku lepszemu idzie. Powoli, bez rozgłosu, kolos na glinianych nogach zwany Polskim Folwarkiem chyli się ku upadkowi. Jeszcze chwilę, sto, dwieście lat i będzie po wszystkim.

Sporo dobrego dzieje się ostatnio w kwestii przestrzeni publicznej, czyli potwornej brzydoty kującej w oczy na każdym kroku. Nowa ustawa krajobrazowa nie została jeszcze uchwalona, a już kolejne miasta zapowiadają usuwanie reklam. Urząd Miasta w Gdańsku zapowiedział wprowadzenie opłat od wszystkich nośników, nawet na terenach prywatnych. Domyślnie reklamy mają w ogóle zniknąć z przestrzeni publicznej, wyjątkiem pozostaną tzw. citylighty na przystankach. W Warszawie konserwator zabytków wymusił zmianę projektu sklepu Biedronki otwieranego w budynku Dworca Centralnego. Zamiast tradycyjnych krzykliwych kolorów stonowane, czarno-białe logo:

 

bied

 

Krakowscy Pogromcy Bazgrołów zajmują się zamalowywaniem spontanicznej twórczości artystów, którym natura poskąpiła talentu. Oddolny ruch społeczny organizuje pikniki sąsiedzkie, podczas których wspólnie odnawiają elewacje swoich kamienic i bloków. Postulują też za zmianą prawa w zakresie ścigania i karania sprawców miejskiego wandalizmu. Można?

 

åwieci sie filharmonia

 

Wszystkich w zeszłym tygodniu przebił jednak Szczecin. Tamtejsza Filharmonia zdobyła nagrodę Miesa van der Rohe dla najlepszego europejskiego projektu w kategorii architektury współczesnej. Śnieżnobiały budynek z miejsca stał się jednym z symboli miasta. Czekamy na kolejne kroki.

 

karl

Stąd do wieczności 17/2015

#17

 

Kraj

 

Przez cały tydzień toczyła się burza wokół śmigłowców Airbusa, słów szefa FBI w sprawie Holocaustu i zupełnie absurdalny serial pt. Nocne Wilki, wszystko to nagle straciło znaczenie wobec informacji o odejściu starszego, wciąż jednak żwawego pana.

 

Słowa oddające Jego wielkość pozwólmy wypowiadać tym, którzy na to zasługują, niech mi więc będzie dane wypowiedzieć jedynie taką oto oczywistość, że zmarły przed trzema dniami Władysław Bartoszewski był dla Polski postacią nieocenioną. Jeśli zmarły niedawno Tadeusz Konwicki był wielki swoją przemianą, tak Bartoszewski trwałością, wiernością sobie, jeszcze bardziej Prawdzie. Dlatego ani represje ze strony nazistowskich Niemiec ani sowieckiej Rosji nie były w stanie go złamać. Nigdy nie sądziłem, że będę współpracował z Niemcami, mówił w jednym z wywiadów. Kolejne majestatyczne drzewo ścięte przez czas, nasz krajobraz coraz bardziej przypomina pustynię. Odchodzą kolejni, którzy nie tyle mówili o Polsce, co byli Polską. Którzy na własnej skórze odczuwali polskie dramaty, ale też potrafili stawić im czoła w sposób najwłaściwszy. Pożegnanie dwukrotnego ministra spraw zagranicznych zbiega się to z premierą filmu o Janie Karskim, także zbliżającą się rocznicą uchwalenia  Konstytucji 3 Maja przez posłów Sejmu Czteroletniego. Wszystko to niezwykli Polacy, wiedzeni patriotycznym powołaniem stanowili, i wciąż stanowią o wielkości tego kraju. Kolejne niebosiężne drzewa upadają, czy mamy je kim zastąpić? Czy teraz już tylko chwasty? Następcą Bartoszewskiego na stanowisku ministra sprawa zagranicznych został Schetyna, miejsce Tadeusza Mazowieckiego zajęła Kopacz, a w głowie dudni pytanie: co się stało z tym krajem, tak dobrze się zapowiadał?  Karski nowego wieku, imieniem Karol, wsławił się pijackim rajdem na Cyprze podczas wycieczki za pieniądze podatników i próbą ukarania przed sądem Grzegorza Pietruczuka, który w 2008 roku wykazując oznaki zdrowego rozsądku nie zgodził się lądować prezydenckim samolotem w objętym działaniami wojennymi Tbilisi. Dariuszowi Jońskiemu Powstanie Warszawskie przeniosło się w czasie do roku 1988, a stan wojenny według rzecznika jednej z największych partii wybuchł rok później. Teraz zapytany dlaczego głosował za kuriozalnym przepisem łagodzącym kary dla pijanych kierowców z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie miał pojęcia nad jaką ustawą głosował.

Miejsce Mazowieckiego, Nowaka-Jeziorańskiego, Kuronia czy Stelmachowskiego zajęli Kempa, Pawłowicz, Hofman i agent Tomek. Zamiast Tomaszewskiego i Ambroziaka straszą nas Borek i Kołtoń, następcami Przybory i Wasowskiego zostali rolnicy szukający żony i ekipa z Warszawy. Polska rozwija się tak, że aż trudno opisać to słowami.

 

Świat

 

Trzęsienie ziemi, którego epicentrum znalazło się 80 km na wschód od miasta Pokhara w środkowym Nepalu pochłonęło ponad trzy i pół tysiąca ofiar. Odczuwalne było nawet w Indiach, Pakistanie i Chinach, wywołało również lawinę z Mount Everestu, która pochłonęła życie 18 osób. Zaledwie tydzień temu w stolicy Nepalu, Katmandu odbywała się konferencja poświęcona ewentualnej reakcji właśnie na tego rodzaju kataklizm. Nie spodziewaliśmy się, że stanie się to tak szybko, komentowali tragedię. Do Nepalu przybywają kolejne ekipy lekarzy i ratowników z różnych stron świata, wśród nich również specjalna ekipa Straży Pożarnej z Polski. Niesamowitym wyczuciem wykazał się natomiast jeden z polskich portali, który z relacji z tej tragedii uczynił pokaz slajdów, tak by móc więcej zarobić na kolejnych kliknięciach. Jakie to uczucie zarabiać na śmierci, na tragedii całego narodu, panie Adamie?

 

Kultura

 

Polska to kraj niezwykle kulturalny, o czym wiedzą wszyscy oprócz szefa FBI. To polskie plemię wydało Reymonta, Miłosza, Szymborską, a nawet, co może niektórych dziwić, Chopina. A że kultura się sama nie pisze, sama się nie maluje, nie reżyseruje i nie wychodzi na scenę żeby śpiewać, dlatego specjalnie dla ludzi, którzy sztukę składają nam w ofierze, często samemu składając niemałą ofiarę z własnego bezpieczeństwa i własnych emerytur, wymyślono nagrody. A jak nagrody to i Gale. Tylko w zeszłym tygodniu obejrzałem dwie, z czego jedną z przyjemnością.

 

W czwartek organizatorzy Fryderyków po raz kolejny kazali nam się zastanawiać, o co im chodzi. Kogo chcieli rzucić na kolana i jaką prawdę o polskiej muzyce chcieli nam objawić. Wyszedł jak zwykle romans kompromitacji z zażenowaniem, czego nie ukrywali nawet kolejni przemawiający ze sceny, za to doskonale odnajdowali się w nim prowadzący, którzy zdaje się trafili tam dla zwykłego żartu. Skierowałbym do organizatorów pytanie jaki diabeł podkusił ich do stawiania w jednym wyścigu Natalii Przybysz i Behemotha czy ogłoszenia światu nominacji w kosmicznej kategorii alternatywa/indie/elektronika, ale boję się odpowiedzi. Podobno w tej sprawie ma być powołana specjalna sejmowa komisja. Parę wytwórni muzycznych postanowiło w świetle kamer zrobić sobie reklamę, jak jednak widać było po widowni nikt poważny nie wziął tego na serio. Przybyli siłą przyciągnięci zwycięzcy, też zresztą nie wszyscy. Po dwudziestu latach wszyscy już mniej więcej wiedzą na co stać tą imprezę, więcej nabrać się nie dadzą. Muzyka w tym kraju ma fatalne publicity, od lat pozostaje nieobecna w mediach. A szkoda, współczesna polska muzyka z całą pewnością zasługuje na bycie usłyszaną przez większą widownię niż do tej pory. Fryderyki mogłyby odegrać w tym kluczową rolę, ale jak do tej pory traci resztki szacunku, popularności dobrej polskiej muzyce ie przynosząc. I tylko po co mieszać do tego biednego Chopina? Na szczęście jest  TVP Kultura.

 

Dziesięć lat temu zadebiutowała TVP Kultura i to jeden z nielicznych promyków nadziei, że ten kraj ma przed sobą jeszcze jakąś przyszłość. Oferuje oddech od codziennej polskości specjalnie dla ludzi wrażliwych, inteligentnych i niepozbawionych poczucia smaku. Z tej okazji w sobotę odbyła się druga gala, podczas której wręczano Gwarancje Kultury a także rozmawiano o tejże kultury stanie. W części muzycznej oglądaliśmy te same twarze, które dwa dni wcześniej gościły na fryderykowej gali, co z jednej strony świadczy o niejakim lenistwie muzycznego dziennikarstwa, ale co jest doskonałą wiadomością dla Good Life. Ale to na marginesie. Przyjemność z oglądania ludzi pięknych, dobrych i mądrych przerwała brutalnie obecność prezesa Brauna, który mylił TVP Kultura z całym molochem TVP, zaś za największy jej sukces uznał obecność w niej pewnego księdza, a na końcu zapytany o zwiększenie budżetu z gracją komunistycznego aparatczyka, stojąc tyłem do prowadzących odburknął: proszę nie wymuszać! Kuriozalna była też nieustanna obecność w kadrze Edyty Herbuś w czasie poświęconym teatrowi, bądź co bądź osoby, która jest kultury absolutną antytezą. Uroczystość zakończyły występy muzyczne solo, w duetach a nawet większych grupach. Galę należy uznac więc za udaną. Sto lat, Kulturo!

 

Sport

 

Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie zaskakująco łatwo awansowali do kolejnej rundy play-off.  Wygrali cztery mecze z rzędu z przeciwnikiem, z którym w trakcie sezonu zasadniczego notorycznie przegrywali. Awans przypieczętowali mocnym akcentem, pokonując Toronto Raptors 125:94. Druga część sezonu, kiedy to spadli z drugiego na piąte miejsce na wschodzie nie napawała optymizmem, ale w play-offs, który tak naprawdę weryfikuje potencjał zespołu, są jak nowo narodzeni. Randy Wittman w końcu podejmuje właściwe decyzje, weterani, zwłaszcza Paul Pierce rzucają w decydujących momentach, skutecznie grają rezerwowi, maszyna z Waszyngtonu pracuje na pełnych obrotach. W starciu z Atlanta Hawks, którzy choć wygrali konferencję są zespołem równie niedoświadczonym jak Raptors, Wizards nie stoją na przegranej pozycji. W 2009 roku Gortat jako gracz ławkowy dotarł do finału ligi, przegrywając z LA Lakers. Dziś jest jednym z liderów drużyny i to między innymi dzięki jego doświadczeniu zespół stać na wiele. Emocjonujące mecze przeciw Cavaliers są na wyciągnięcie ręki.

 

karl

Stąd do wieczności 13/2015

wesoły

 

Bohater tygodnia

 

W kategorii rola pierwszoplanowa Oscar goes to… Wesoły Kierowca. Robert Chilmończyk od lat jest wizytówką warszawskiego MPK. Oprócz powożenia autobusem zabawia pasażerów swoimi aktualnymi refleksjami. I jeździłby tak dalej, ku uciesze wielu i zgryzocie nielicznych, gdyby nie cholerny internet. Nagranie z przejazdu linią trafiło na jeden z internetowych vlogów, zrobiło furorę i tym sposobem o wszystkim dowiedzieli się przełożeni Wesołego Kierowcy. Niezwłocznie wezwali go na dywanik i zamiarowali przykładnie ukarać, na szczęście w porę się zreflektowali. Ktoś tam uświadomił sobie, że istnieje coś takiego jak opinia publiczna, PR, a może nawet zdrowy rozsądek.

 

Ale przyznajmy jeszcze nagrodę pocieszenia. The winner is… Kamil Całek.

Niedawno mieliśmy całą serię bankowych coming-outów. Teraz głośno wypowiedział się Kamil Całek, który zrezygnował z pracy w Policji. Nie był w stanie zaakceptować idiotyzmów, którymi rządzi się na co dzień praca policji. Cała lista poważnych zarzutów wobec przełożonych na wszystkich szczeblach w nagraniu poniżej:

 

 

Absurdy Made in Poland

Sprzeczne sygnały wysyła nam państwo polskie. Z jednej strony nieustannie powtarza, jaką to jesteśmy potęgą gospodarczą, jednocześnie w celu załatania rosnących w szybkim tempie dziur w budżecie sięga do kieszeni obywateli w każdy możliwy sposób. Tym razem padło na właścicieli barów mlecznych, okazuje się że za dodanie do potraw pieprzu, majeranku i imbiru zamiast samej tylko soli należy się budżetowi ponad milion złotych kary. Określane jest to jako zwrot dotacji, z punktu właściciela takiego baru nie ma to wszak żadnej różnicy. Jeśli przez kilka lat taka dotacja była zgodna z przepisami, te się nie zmieniły, a mimo to bar ma zapłacić karę oznaczającą de facto jego likwidację to znaczy jedynie, że mądre głowy w ministerstwie nie mają nic innego do roboty, jak szukać kolejnego frajera do ogolenia. Minister Szczurek godnie zastępuje swojego poprzednika.

 

Mój starszy o kilka lat kolega zwykł mawiać: ja wracam stamtąd, dokąd wy dopiero idziecie. Podobnie mogły by powiedzieć bardziej rozwinięte cywilizacje patrząc na Polskę  jej pęd do leczenia kompleksów galeriami handlowymi. W zeszłym roku oddano do użytku 11 nowiutkich, ślicznych galerii, teraz mamy ich dokładnie 440. Ale nie na długo, w tym roku powstanie kolejnych kilkanaście. Tymczasem na całym świecie upadają jeden za drugim, strasząc przez dziesiątki lat, były właściciel  ma swój dawny biznes w poważaniu. Obiekty które degradują tkankę miejską, zubożają kulturę i pogłębiają i tak już ogromną u nas cechę: próżność, są niezwykle ciepło witane przez włodarzy miast. Przynoszą im spore wpływy do lokalnego budżetu, a to, że odbywa się to kosztem pracowników i podatków centralnych – mają to szeroko w poważaniu. Znacie jakiegoś urzędnika, który rozważałby swoją pracę w kategoriach interesu państwa? Podobno jest jeden gdzieś nad morzem…

 

Sport

 

W niedzielę odbył się mecz, spotkały się dwie zielone wyspy, z czego jedna prawdziwa. Anglojęzyczni brutale stanęli naprzeciwko technicznie, przede wszystkim jednak taktycznie niemal doskonałym Słowianom. Mecz zakończył się remisem. A mówiąc serio, wciąż zastanawiają mnie oczekiwania dobrej gry. Na jakiej podstawie?  Einstein mawiał: szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów. Ale czy można być dalekim od szaleństwa, mieszkając w Polsce? Od Mistrzostw Świata w 82. roku gramy na przemian przeciętnie i źle, nawet jeśli objawi się nam co jakiś czas geniusz zachwycający talentem świat, nie wystarcza to do powstanie dobrej drużyny. Nie pomagają też zacofani, przeciętnie utalentowani trenerzy. Spójrzmy na stan dzisiejszy. Już przed meczem było wiadomo, że nie możemy liczyć na wiele. Jeśli bramkarz i para napastników nie spędza nam snu z powiek, tak na osiem pozostałych pozycji mamy w tej chwili dwa porządne nazwiska. Glik w obronie i Krychowiak w pomocy robią co mogą, ale we dwóch nie załatają wszystkich dziur. A tych jest sporo, braki w wyszkoleniu bledną przy absolutnym analfabetyzmie taktycznym. Koszulki z nazwiskami Rybusa, Jodłowca, Olkowskiego czy Szukały wyszły na murawę, i to w zasadzie cały ich wkład w mecz. Grając z Irlandią podanie do lepiej ustawionego kolegi było zadaniem ponad siły. W jaki sposób mieli oni zamiar strzelać gole, skoro wciąż oddawali piłkę przeciwnikowi? To nie tylko casus ostatniego meczu, w kadrze Nawałki strzelcy goli są zawsze wileką niespodzanką. Milik wyciągnięty z rezerw Ajaxu, Mila – niedawny rezerwowy w Śląsku, Chiński Mączyński czy teraz Peszko strzelający swojego drugiego gola w reprezentacji (poprzedni padł podczas Pucharu Króla Tajlandii). Nie ma w tym wszystkim żadnego planu, szczęśliwe zwycięstwo z Niemcami przysłania niestety prawdę o reprezentacji. Niczym nie różni się ona od tych prowadzonych przez Smudę, Fornalika, Janasa czy późnego Beenhakera. Polacy nie mają talentu do piłki, statystycznie trafi się kilku wybijających się, ale to za mało do zbudowania reprezentacji. Szwedzi mają Zlatana a Walijczycy Bale’a i Ramseya, ale nic im to nie daje. Potrzebny jest silny, rzeczowy związek, charyzmatyczny trener, nie zaszkodziłoby mieć też dobrych zawodników.

 

Mecz miał jednak polskich zwycięzców. Dokładnie jednego zwycięzcę, i tylko przez chwilę. Kazimierz Greń, przyboczny prezesa Bońka miał na zbyciu kilkanaście biletów i postanowił zabawić się w konika. Niestety irlandzka policja nie okazała się wyrozumiała dla jego pomysłu i pan Kazik trafił do aresztu, gdzie usłyszał zarzut nielegalnego handlu biletami. Po zwolnieniu przedstawił on od razu całą listę usprawiedliwień, jak przyłapany na gorącym uczynku uczeń. Stałem na prywatnej ziemi, mówi, bilety były dla moich przyjaciół z Podkarpacia, a do tego trzymałem je w kieszeni. Tak to Polak nawet remisując, potrafi wygrać. Albo przegrać, biorąc pod uwagę każdy inny aspekt poza finansowym.

 

karl

Stąd do wieczności 09/2015

09

 

Informacje dostarczane przez media w zeszłym tygodniu nie przynosiły raczej otuchy. Ciosy nadchodziły z każdej strony, najgłośniejszy padł kilka kroków od Kremla. I był jasnym sygnałem. To świadectwo wielkiej desperacji Putina, który zdaje się mówić wszystkim wokół, że nie warto z nim zadzierać. Jeśli posuwa się do takich kroków, oznacza to, że jest już mocno przyparty do muru. Jego otoczenie, grupa oligarchów oddająca spory procent swoich przychodów prezydentowi, traci z tygodnia na tydzień coraz więcej, co ważniejsze traci być może cierpliwość. Ich zupełnie nie intertesuje wielka, imperialna Rosja. Ich interesują miliony dolarów na koncie, jeden kontrakt z Mercedesem  nie załatwia sprawy. Tymczasem Putin w imię umacniania swojej pozycji wewnątrz kraju wywołuje kolejne konflikty, by budować markę silnego cara.Tracą na tym wszyscy, ta gra nie będzie miała zwycięzców. Miliardowe kontrakty tracą europejskie spółki, polscy rolnicy, pasażerowie Malaysia Airlines, tysiące Ukraińców i Rosjan walczących w Donbasie straciło życie. Ale tracą też sami Rosjanie, którzy muszą mierzyć się z rosnącym kryzysem ekonomicznym, tracą oligarchowie i traci sam Putin. Koniec końców to nie opinia ulicy zdecyduje o jego być albo nie być, ale jego otoczenie, które w pewnym momencie postanowi minimalizować straty.

Tymczasem lista ofiar Putina rośnie. W trakcie pracy w Donbasie zastrzelony został fotoreporter Serhij Nikołajew, Putin nie zdecydował się na uwolnienie ukraińskiej pilotki Nadii Sawczenko, która od trzech miesięcy prowadzi głodówkę, i prawdopodobnie nie zostało jej wiele czasu. Od 1995 do 2009 roku w Rosji zginęło 32 dziennikarzy, z czego za rządów Putina 19, w tym słynna Anna Politkowska. Faktów kompromitujących Kreml nie zdążył przekazać też Aleksander Litwinienko, otruty w Londynie. Podobnie jak teraz, jego zabójstwo było określane przez Kreml jako międzynarodowa prowokacja.

Czym różni się Rosja od Stanów? Tym, że prasa, czwarta władza była tam niezwykle silna. Władza w Rosji upadała kilka razy, bo była wszechwładna i zbytnio pogardzała swoimi obywatelami. Ci w końcu sprzeciwiali sie władzy. W Stanach prasa nie pozwalała władzy poczuć się zbyt pewnie, śledząc i bezwzględnie wytykając każde potknięcie i nadużycie władzy. To paradoksalnie zapewniało im siłę. Działanie zgodne z prawem to budowanie domu na solidnym fundamencie.

Uważamy Rosjan za mieszkańców wschodu, oni jednak nie korzystają ze wschodniej mądrości. Wciąż nie mogą zrozumieć, że najważniejszą zasadą we wszechświecie jest zasada równowagi. W polityce to równowaga między tym, co chciałby się zrobić, a tym co zrobić można. Tymczasem każdy rosyjski polityk marzy, żeby zostać carem, zapominając jaki los spotkał cara.

 

 

W piątek Polskę obiegła wieść o śmierci Bohdana Tomaszewskiego. Strata dla polskiego dziennikarstwa nie tylko sportowego może być wyrażona dwunastoma Igrzyskami Olimpijskimi, które komentował, kilkunastoma napisanymi książkami, przede wszystkim jednak peanami, które mógł usłyszeć od swoich uczniów, innych mistrzów dziennikarskiego pióra.

Urodzony w 1921 roku, od najmłodszych lat zafascynowany tenisem, był wicemistrzem Polski juniorów, trenował ze słynną już wówczas Jadwigą Jędrzejowską. Jak na pokolenie Kolumbów przystało, walczył w Powstaniu Warszawskim. Zaraz po wojnie zaczęła się jego kilkudziesięcioletnia przygoda z dziennikarstwem, choć zaczynał od pracy w sopockim Grand Hotelu. Powodem, dla którego piszę dziś o Bohdanie Tomaszewskim, jest jego język. Posługiwał się nim w sposób zdumiewający, potrafił z każdego pojedynku uczynić antyczną tragedię, a atleci w jego ustach zmieniali się w mitycznych herosów. Oddawał wszystko co widzi tak plastycznym i barwnym językiem, że czasem lepiej było słuchać jego relacji niż oglądać mecz na żywo. Dorównać mu mógł jedynie Zdzisław Ambroziak, którego pożegnaliśmy na długo przed Panem Bohdanem. Dziś komentarz stosczył się do rynsztoku, tak samo jak do rynsztoku stoczył się sport. Jest wyżej, szybciej i dalej, tylko że ma to coraz mniej wspólnego z samym sportem.

 

Człowiek przedwojennej kindersztuby, przede wszystkim jednak nienagannego języka. Wielka kultura nie przeszkadzała mu wygłaszać osobistych, często kontrowersyjnych sądów. Zawsze jednak one były uzasadnione nie tylko doświadczeniem, ale też namysłem. Mogliśmy być pewni, że wszystko co mówił, dokładnie wcześniej przemyślał i był w stanie rzetelnie udowodnić.

Sport

Umarły też nadzieje kibiców Legii. Pytanie tylko, skąd brały się te głosy o zawojowaniu Europy? Polska piłka jest od kilkudziesięciu lat dziełem co najwyżej piłkopodobnym, ani drobne sukcesy w 2014 roku, ani medal olimpijski, ani dobra gra w kilku eliminacjach tego nie zmieni. Jesteśmy narodem futbolowych analfabetów z nielicznymi wyjątkami, które jednak nie rzutują na całokształt, czytaj: nie podnoszą poziomu klubów ani reprezentacji, raczej są przez nie dołowani. W dwumeczu z Ajaxem było to widoczne jak na dłoni. Od kilku lat hegemon na polskim boisku, z budżetem czterokrotnie wyższym od drugiego Lecha przegrywa jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Lider drużyny usiadł na trybunach, a jego koledzy potwierdzili wszystkie zarzuty stawiane polskim piłkarzom od lat. Trenowani przez słabych trenerów, którym żaden klub nie jest skłonny płacić porządnych pieniędzy, w konfrontacji z produktami szkolenia z Hiszpanii, Francji czy Holandii pokazują aż nadto różnice w przygotowaniu kondycyjnym, elementarnych zagraniach – przyjęciu i podaniu, brakuje myśli taktycznej, pokutuje też brak zaangażowania, który jest codziennością podczas grania w „Ekstraklasie”. Kiedy nagle raz w roku, do tego tuż po zimowej przerwie przychodzi zagrać na 110%, trudno zwalczyć nawyki z ligowej kopaniny, nogi się plączą a piłka nie chce słuchać. Po raz kolejny staliśmy się pośmiewiskiem Europy, strzeleckie próby Żiru i Kucharczyka pomińmy milczeniem,  podobnie jak genialne ustawienie się w obronie Juniora i Rzeźniczaka. Osobną sprawą są wydarzenia pozaboiskowe. Trzeci raz w ostatnich kilku latach gra przy pustych trybunach nie wzięła sie z niczego. Tzw. kibice przynoszą klubowi milionowe straty, Polsce straty wizerunkowe, wciąż jednak przez prezesa uznawani i wychwalani. Przypomnijmy, że znani z kwiecistego języka imbecyle podczas meczu z Den Haag krzyczeli „Milik Co? Ty Kurwo!”, a już w Warszawie rozwinęli komentarz do: „Chuj ci na imię, hej Milik, chuj ci na imię!”

Sam prezes po meczu ogłosił, że wszystko trzeba zacząć od początku. Co możemy powiedzieć zatem o pięciu latach jego pracy? Choć Legia po raz kolejny udowodniła, że każde pieniądze wydana na ten klub, podobnie zresztą jak na każdy inny są niemal zwyczajnie wyrzucane w błoto, Leśnodorski w swojej pysze postanowił złożyć wniosek do miasta o budowę boisk treningowych z budżetu obywatelskiego, choć wcześniej miasto zbudowało im już stadion. Następnym razem poproszą żeby im kupić Messiego i Ronaldo.

 

karl 

Stąd do wieczności 08/2015

08

 

Bohater tygodnia

 

Młynarz zambrowski, Jerzy Wysocki. Stare biznesowe powiedzenie mówi „kto stoi w miejscu, ten się cofa”. Albo, jak mawiał Winston Churchill, „poprawa wymaga zmian, perfekcja wymaga zmian nieskończonych”. Zambrowski przedsiębiorca w przeciwieństwie do większości polskich pracodawców i pracowników zrozumiał konieczność zmian. Zakończył 110-letnią rodzinną tradycję, zamknął młyn na cztery spusty, i rozpoczął produkcję talerzy ze sprasowanych otrąb. Swój produkt doskonalił przez 5 lat, własnoręcznie skonstruował maszyny do produkcji. Nie powinien mieć problemu z jego dystrybucją, produkty ekologiczne cieszą się na zachodzie sporą popularnością, przy odpowiedniej reklamie to może być hit eksportowy. Być może powinien zorganizować serię wykładów przy okazji zielonego miasteczka.

 

Krzysztof i Solange Oszewscy. Właściciele Solarisa to przykład, że noże nie dzięki, ale pomimo działaniom polskich rządów można stać się nie tylko krajowym, ale wręcz europejskim potentatem. Ich autobusy jeżdżą już we wszystkich większym miastach Niemiec i Czech, w zeszłym roku podpisane zostały kontrakty w Turcji, Chorwacji, Izraelu i Rumunii. Mediolan zakupił 85 sztuk specjalnie na wystawę EXPO. Coraz popularniejsze stają się autobusy elektryczne i z napędem wodorowym produkowane przez Solaris, co nie może dziwić, miasta takie jak Hamburg do 2020 roku rezygnują zupełnie z napędu spalinowego.

Największą sensacją może być jednak decyzja ogłoszona w zeszłym tygodniu. Od kwietnia rezygnują z funkcji prezesa, którą obejmie Andreas Strecker. To zmiana o tyle rewolucyjna, że w Polsce zagraniczni prezesi sprawowali swoje funkcje w firmach zagranicznych. Tymczasem Strecker był jeszcze do niedawna prezesem największego konkurenta, autobusowego Mercedesa w Stanach. Od czasu Młodych Wilków Polska przebyła długą drogę. Kiedyś szef wysyłał ludzi do Niemiec po Mercedesy, dziś ludzie Mercedesa mają polskich szefów.

 

Jan Karski. Ukazał się właśnie przetłumaczony na polski komiks Marco Rizzo i Lelio Bonaccorso „Jan Karski. Człowiek, który odkrył Holokaust”. Rok temu album miał uroczystą premierę w Instytucie Polskim w Rzymie, w międzyczasie ukazał się także po francusku. Jan Romuald Kozielewski, bo takie było jego prawdziwe nazwisko był naocznym świadkiem Holocaustu w hitlerowskim obozie zagłady w Auschwitz, który przekazał swoją relację światowi zachodniemu. Za swoją postawę był wielokrotnie nagradzany odznaczeniami największych państw świata. Jego postać to wyrzut sumienia państwa polskiego, dobitnie przypomina, jak pozwoliliśmy zepchnąć pozycję Polski na arenie międzynarodowej do roli egzotycznego państewka.

Antybohater tygodnia

 

Dominique Strauss-Kahn. Adwokaci pięciorga skarżących poinformowali w poniedziałek, że wycofują powództwa cywilne przeciwko byłemu szefowi Międzynarodowego Funduszu w procesie karnym o stręczycielstwo, który toczy się przed sądem w Lille na północy Francji. zarzuca się, że był głównym beneficjentem i inicjatorem „libertyńskich wieczorów”. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia i kara 1,5 mln euro.

Wielka Brytania. A w zasadzie jej rząd, choć można by go uznać zarówno za bohatera, jak i antybohatera. Ustami komisji parlamentarnej przyznał się do „katastrofalnych błędów” w polityce wobec Rosji i działał „jak szalony”. Wielka Brytania miała szczególne zobowiązania wobec Ukrainy, gdyż była jednym z czterech sygnatariuszy memorandum budapeszteńskiego z 1994 roku, w którym zagwarantowano integralność terytorialną tego kraju. Jednak brytyjski MSZ zmniejszył liczbę ekspertów od spraw Rosji, analiza sytuacji w tym kraju przestała być też priorytetem. W konsekwencji zupełnie nie zdawał sobie sprawy z wrogości Rosji wobec pogłębiania relacji z Ukrainą. „Brak solidnych zdolności analitycznych w Wielkiej Brytanii i całej Unii Europejskiej doprowadził do katastrofalnie błędnej interpretacji nastrojów w okresie poprzedzającym kryzys” – oświadczył szef komisji ds. Unii Europejskiej Izby Lordów, Christopher Tugendhat. Niby popełnili błąd, ale przyznali się do błędów. Paru naszych tuzów mogłby się uczyć.

 

Geir Kvalsvik. Szef Kvalsvik Produksjon dyskryminował Polaków zatrudnionych w swojej firmie z powodu rzekomo złej sytuacji finansowej. Nie wypłacał im pensji od listopada. Tymczasem Norwegowie otrzymywali swoje wynagrodzenia bez ograniczeń.  Polacy nie otrzymali rónież premii świątecznej, 10 tys koron. Norwegowie jak najbardziej. Czy pisałem już coś o pozycji Polski?

 

Cyganie z Puław. Miasto przeznaczyło 2 mln złotych na „program aktywności lokalnej” skierowany do Cyganów. Jednak w ciągu siedmiu lat żaden Cygan nie podjął pracy, ani nie przestał korzystać z opieki socjalnej. Bracia Figo Fagot by to załatwili inaczej.

 

Jakub Pitera. Prokuratura umorzyła postępowanie wobec muzyków grających w lokalu na warszawskiej starówce. Zgłoszenie było autorstwa Jakuba Pitery, syna swojej matki. Jak stwierdził: „Ta muzyka uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie w moim mieszkaniu w biały dzień i wieczorem. Jeżeli muszę zamykać okna w upał, żeby móc w spokoju obejrzeć telewizję lub poczytać książkę albo posłuchać swojej muzyki, to dla mnie jest to zakłócenie miru domowego”. Policjanci z początku uśmiechali się pod nosem, ale kiedy zobaczyli nazwisko zgłaszajacego nie mieli wyjścia i zgłosili wiekowych muzyków grających przedwojenne szlagiery do sądu. Tu wyjątkowo trafił się ktoś mądry i muzyków uniewinniono. W sumie nie ma co winić biednego Kuby. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, skora mama prowadzi śledztwo w sprawie dorsza za 8 zł, to Kuba przynajmniej na kapelę podkabluje.

 

Na koniec Robert Biedroń, przyszły prezydent Polski. Od momentu objęcia fotela prezydenta Słupska czyści tą stajnię Augiasza, kilkumilionowe zadłużenie nie wzięło się znikąd, dziesiątki pijawek drenowały kasę miasta nie oferując w zamian nic. Jednak wszystko przebija ostatnie znalezisko. W zabytkowej szafie w Urzędzie Miasta znaleziono telewizor z wykupionym pakietem kanałów porno. Biedroń kazał zerweać umowę niczym pajęczynę w dawno nie używanym skłądziku. A mieszkańcy mają kolejny dowód, czemu dokonali właściwego wyboru.

 

Kultura

 

A więc jednak. Zwycięski marsz uhonorowany wcześniej 26 pośrednimi nagrodami zakończył się w Dolby Theatre przemową, która nie mogła się zakończyć. Nie wiem, jak się tu dostałem, zrobiłem czarno-biały film o potrzebie spokoju, wycofania się ze świata i kontemplacji. I oto jestem, w tym zgiełku, w centrum światowej uwagi. To fantastyczne, życie jest pełne niespodzianek – mówił Paweł Pawlikowski. To dla polskiego kina moment historyczny, pierwszy raz polski film dostał nagrodę w tej kategorii. A w kraju już tysiące pijawek próbują podpiąć się do tego sukcesu. Pierwsza była Kopacz, która już stała się bohaterką memów:

 

IDA

 

Rano podlansował się Prezydent, na czerwonym dywanie brylowała Odorowicz i jej zdumiewająca fryzura, minister Omilianowska już zapowiedziała tournee po telewizjach śniadaniowych a wszystkie blondynki o telewizyjnej inteligencji na wyprzódki, niemal łąmiąc sobie nogi starają się udowodnić że to właśnie one najgłośniej i z największym uśmiechem na ustach poinformują o wygranej. Jak zwykle rekordy głupoty bije TVN. Kinia Rusin prosto ze zwijanego czerwonego dywanu bełkotała coś niezrozumiale, a wczoraj wieczorem coś, co przypominało nieco mężczyznę zaprezentowało cały repertuar fochów na widok mężczyzn spacerujących po czerwonym dywanie nie odzianych dokładnie tak, jak by to coś tego oczekiwało. Za to na widok szeregu szkieletów ścisło zawiniętych w zwoje materiału wznosił rąsie i składał usteczka. Nie wiem czy ta scena była bardziej groteskowa czy przerażająca. A wracając jeszcze do samych Oskarów zwycięzca okazał się niezły „Birdman”, który jednak nie dorastał do pięt „Whiplash” (dla jednej z blondynek o telewizyjnej inteligencji znany też pod tytułem „Wiszlasz”), nagroda dla J.K. Siommonsa to zbyt mało. Zasłynęła też Particia Arquette wystąpieniem o nierównych zarobkach kobiet i mężczyzn. Powiedziała to aktorka, która kasowała 2,5 miliona rocznie za przeciętny serial „Medium”. Na jej zarzuty można odpowiedzieć na przykład tym nagraniem:

 

 

Ale to już problemy pierwszego świata.

 

karl

Stąd do wieczności 06/2015

#06

 

Z życia policji

 

W Poznaniu remont parkingu policyjnego wykonano za.. darmo. Remont wykonał Zarząd Dróg Miejskich, koszty wrzucił w inne remonty. Zaoszczędzone w ten sposób 800 tys. złotych podzielili między siebie dyrektor ZDM i komendant wojewódzki, Krzysztof Jarosz. Gdy sprawa wyszła na jaw, nagle ten ostatni postanowił przejść na emeryturę.

W Kielcach zatrzymano policjanta, który przekazywał dane tajne na temat stanu zdrowia i szczegółów dotyczących wypadków firmie ubezpieczeniowej.

W Żarach policjant zgubił w szatni hali sportowej obrączkę. Kilka tygodni później do mieszkań rodzin pięciu sprzątaczek tam pracujących o 6 rano zapukała policja i wywróciła wszystko do góry nogami. Obrączka się nie znalazła, więc wszyscy zostali aresztowani. Dodajmy, że nakazy wszystkich tych rewizji wydał prokurator.

Po tym, jak członkowie służb mundurowych na zwolnieniach lekarskich zamiast 100 zaczęli otrzymywać tylko 80 % kwoty normalnego wynagrodzenia, liczba zwolnień spadła o ponad 20%, a wśród oficerów BOR nawet 40%. Albo cud, albo do tej pory ktoś robił państwo w wała.

Kiedy dowiedział się o tym wszystkim komendant główny, Marek Działoszyński, z miejsca złożył rezygnację. Honor to wśród mundurowych rzecz najważniejsza.

 

Z życia koalicji

 

Bronisław Komorowski ogłosił, że jednak wystartuje w wyborach, czym postanowiono pochwalić się na fejsbuku. Fachowe ręce Platformy pomyliły jednak Bronisławów i tak w szranki stanął kolejny kandydat, tym razem wirtualny. Fejsbuk nie jest dla wszystkich.

 

Bronislaw-Komorowski-kandydatem-na-prezydenta--A-n

 

Błyskotliwe wystąpienie zaliczył też Vincent Rostowski, który od wielu lat deklarował, że jest wielkim fanem Queen. Podczas radiowego wywiadu poleciało „We are the Champions”, Rostowski jednak stwierdził, że nie ma pojęcia, czyj to utwór. Gdyby tak zweryfikować inne deklaracje Vincenta…

A ostateczny cios wyszedł ze strony najważniejszej instytucji w Polsce. Nie rozumiem postaw wielu posłów, co do których wydawało mi się, że moglibyśmy na nich liczyć. Okazało się, że zawiedliśmy się – skomentował ratyfikację konwencji antyprzemocowej rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch. Ja bym na miejscu Ewki uważał, ci panowie mają wtyki nie tylko w Watykanie, ale podobno jeszcze wyżej. Tak przynajmniej twierdzą plotki.

 

Z życia Kataru

 

To co dziś wygląda jedynie na zwykły katar, za kilka lat może się okazać nieuleczalnym wirusem. Zaledwie kilkanaście dni temu mogliśmy się przekonać, jak Katar rozumie zawody sportowe. Po boisku mogą biegać wszyscy, pod warunkiem że na końcu wygrywa Katar. Zyliardy petrodolarów sprawiły, że Katarczycy świat postrzegają jako ogromną galerię handlową, w której mogą sobie kupować zabawki, które akurat wpadły im w oko. Niedawno kupili sobie wicemistrzostwo świata w ręczną, teraz mają ochotę na symbole piłki nożnej.

Prezes zarządu Qatar Airways Akbar Al Baker obiecał inwestycje w FC Barcelonę. Jest jednak drobny warunek: chodzi o dodanie do dotychczasowej nazwy stadionu „Camp Nou” nazwy sponsora. Nazwę stadionu zmienia też Real Madryt. Obiekt ma nazywać się Abu Zabi Bernabeu. Dodatkowo zniknąć ma krzyż górujący nad klubowym logo. Odezwał się też rzecznik Kataru i uniżony sługa królestwa. Joseph Blatter zapewnił, że podobny scenariusz na pewno nie powtórzy się w 2022 roku podczas MŚ, gdyż FIFA nie zamierza rezygnować z zasady zabraniającej zawodnikom gry w innej reprezentacji, jeśli wystąpili już w dorosłej drużynie narodowej. Innymi słowy nie bójcie się Kataru oni są zupełnie niegroźni.

Katar zaś zdaje się mówić „ograniczenia i limity nie interesują mnie”. Obraz Paula Gaugina „Nafea Faa Ipoipo” (w języku tahitańskim „Kiedy mnie poślubisz?”) został sprzedany za 300 milionów dolarów. Nabywcą jest rodzina królewska z wiecie-jakiego-kraju. Tym samym Katarczycy pobili swój własny rekord, kiedy to cztery lata temu „Grający w karty” Paula Cezanne’a okazał się w ich oczach być wart 259 milionów. Na razie udało im się kupić dusze kilkudziesięciu sportowców i działaczy. Półtora miliona niewolników z Azji mają prawie za darmo, fundują im tylko wyżywienie. A co powiesz ty, kiedy Katar zapuka do bram Europy?

 

Z życia pańszczyźnianego chłopa

 

Przewagą głosów 232 do 200 polski Sejm otwarcie przyznał, że nie reprezentuje już interesów Polaków. Że Polaków ma gdzieś, że Polakami gardzi. Sejm głosami koalicji odrzucił wniosek o podwyższenie kwoty wolnej od podatku nawet tego nie komentując. Nie, bo nie. Nie wiem czy mają tego świadomość, ale wbijają sobie gwóźdź do trumny. Tak daleko idąca pogarda dla obywateli, tak krzycząco nierówne traktowanie różnych grup społecznych nie może zostać niezauważone. A dlaczego to tak ważna sprawa?

Dawno już powstały narzędzia do opisywania takiej sytuacji. Jednym z nich jest pojęcie biednych pracujących (working poor). To osoby, których pensje nie przekraczają 2/3 średniej krajowej. 3 miliony 900 tysięcy osób pracujących w Polsce to biedni pracujący, którzy otrzymują miesięcznie mniej niż 2,3 tys. złotych brutto czyli 1,7 tys. złotych netto. Według badań Eurostatu biedni pracujący to 24,2 procent pracujących Polaków. Granicę biedy danego człowieka można też wyznaczyć poprzez dochód wynoszący nie więcej niż 60% mediany w danym kraju. W Polsce mediana płac wg GUS wynosi 3100 zł brutto (2200 zł netto), zatem granicę biedy wyznacza dochód miesięczny 1850 zł brutto (1355 zł netto). Osoby osiągające dochód miesięczny mniejszy od ok. 1355 zł miesięcznie to biedacy z definicji.

Tymczasem kwota wolna od podatku to… 3091 złotych, czyli 250 złotych miesięcznie! Innymi słowy, ktoś, kto zarabia 250 złotych, musi zapłacić podatek, który następnie jest przekazywany związkowcowi ze Śląska, na przykład Piotrowi Szeredzie z Jastrzębia Zdroju, który z budżetu państwa otrzymuje ponad 10 tysięcy każdego miesiąca. Jest reprezentantem związków przeciwstawiających się  jakimkolwiek zmianom w systemie finansowania kopalni, ze szczególnym uwzględnieniem finansowania komórek związkowych. Premier Kopacz ze związkowcami się zgadza i nie zamierza nie w tej sytuacji niczego zmieniać. Za to wymyślane są coraz to nowe sposoby, jak pomóc najmniej zarabiającym. Najpierw wycofano tanie połączenia kolejowe, żeby zrobić miejsce dla słynnego Pendolino. Dziś nie ma ono nawet 50% obłożenia. Teraz rząd zapowiada podwyżkę cen za korzystanie z autostrad z 10 do 20 gr za kilometr. Państwowa spółka Orlen obniża ceny paliw już po kilku miesiącach od momentu obniżki cen ropy, ale  z powrotem podwyższa ceny dopiero na drugi dzień po jej zwyżkach na światowych giełdach. Ważne, żeby obywatele przypadkiem nie zapłacili zbyt mało za paliwo, mogłoby to mieć katastrofalne skutki dla ich świadomości.

A jak wygląda kwota wolna od podatku na świecie?

Kolumbia 45 172 zł
Namibia 14 250 zł
Tajlandia 14 040 zł
Botswana 12 384 zł
Zambia 12 878 zł
Maroko 11 127 zł
Tanzania 7 408 zł
Polska 3 091 zł

Bardziej pasuje „Zielona Wyspa” czy może „Efekt Tuska”?

 

Coraz bardziej to przypomina państwo feudalne, większość chłopów pańszczyźnianych musi pracować na uprzywilejowaną mniejszość. Obywatelom spoza zamkniętego świata zachodnich korporacji i zwyrodniałych związków zawodowych nie przysługują w zasadzie żadne prawa, ochrona ze strony policji, prokuratury czy sądu jest już co najwyżej pustym hasłem z pokrywających się kurzem nieużywanych kodeksów. Już prawie 26 lat Polska stacza się po równi pochyłej. Mamy już chyba wystarczająco dużo pędu, żeby móc go wykorzystać w dobrej sprawie. 200 lat temu z okrzykiem Liberté! Égalité! Fraternité! Francuzi ustanowili nowy ustrój państwa, który dla nas jest wciąż niedościgłym wzorem. Stanowi jednak wyraźny kierunek zmian

 

karl

Stąd do wieczności 04/2015

#45

 

POLSKA: DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ.

AKT I

Najgorszy rząd ever.

Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo, mówi stare przysłowie. Ale dajmy już spokój Piotrowskiej, poprosimy światła na lidera. Ewa Kopacz przez 100 dni popełniła więcej błędów niż Donald Tusk przez siedem lat – mówi Janusz Palikot, i choć brzmi to jak kłótnia Ala i Peggy, trudno nie przyznać mu racji. Retoryczny bełkot, mowa ciała zahukanej pensjonarki, otaczanie się psiapsiółkami i zgrywanie fotomodelki w Vive można by jakoś przełknąć, gdyby za rogiem widać było choćby cień reform. Na razie jest jeden wielki chaos i nerwowe rozglądanie się dookoła. Lekarze zastrajkują, Ewa ustępuje, górnicy krzykną, Margaret Thatcher szybko podpisuje wszystkie papiery.

Karuzela rządowych stanowisk trwa w najlepsze. Można się nawet zastanawiać, kiedy Pani Premier znajduje czas na najważniejsze obowiązki w nawale powoływania, zwalniania i przyjmowania.

Ze stanowiskiem pożegnali się dotychczasowa rzeczniczka Premier Iwona Sulik, specjalista od wizerunku Adam Piechowicz (why, oh why?) i Jolanta Gruszka, szefowa gabinetu politycznego Kopacz.

W grudniu bez żadnego uzasadnienia Ministerstwo Edukacji pozbyło się ekspertów od e-podręcznika. W tym tygodniu zostali powołani ich następcy, byli dziennikarze kolorowych pism dla kobiet, jak „Przyjaciółka” czy „Gala” (jak widać kolorowa prasa odgrywa sporą rolę w życiu Pani Premier). Krzysztof Wojewodzic, poprzedni koordynator projektu: zmiana może być podyktowana politycznym obsadzaniem stanowisk. W następnej perspektywie unijnej będzie do wydania ponad 4 mld zł na „Cyfrową szkołę”, czyli sprzęt i nawet 300 mln zł na zasoby cyfrowe. Myślę, że w MEN jest chęć, by ten temat objąć kontrolą.

Andrzej Seremet, prokurator generalny, złożył wniosek o odwołanie Anny Habało, byłej szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Minister Sprawiedliwości Cezary Grabarczyk zawiesił w czynnościach asesora komorniczego Michała Kubika z kancelarii przy Sądzie Rejonowym dla Łodzi – Śródmieście, obwinionego o bezprawne zajęcie ciągnika rolniczego. No, w końcu rząd robi poprządek z całym tym bałaganem! zakrzykną wszystkie lemingi. Tyle że takich Habałów i Kubików jest cała armia, ścigają niewinnych i umarzają postępowania przeciw swoim każdego dnia, w każdym polskim sądzie. To niestety tylko dymna zasłona na potrzeby mediów. Kozły ofiarne odstrzelone, reszta mafii może spać spokojnie. Lepsze numery już czekają na wykonanie.

Bez rozgłosu, podczas nocnych posiedzeń Sejmu dokonuje się kolejny etap wyzwalania Polski. Po 89. roku wyzwolono gospodarkę i ta nie musi już dziś nic robić, bo nie istnieje. Teraz wyzwalna jest polska ziemia i lasy. Według nowych przepisów rolnicy, którzy sprzedają teraz ziemię jeszcze przez kilka lat będą dostawać wysokie dopłaty. Chodzi o to, że rolnicy niezbyt chętnie pozbywają się ziemi, a już od 2016 roku wygasa zakaz zakupu ziemi przez obcokrajowców. Lasy wkrótce też przestaną być państwowe. I tak oto zostaniemy niedługo wyzwoleni ze wszystkiego co mamy.

Czym może jeszcze pochwalić się rząd?

Minister Schetyna wzorem poprzednika wygaduje bzdury na lewo i prawo. Tym razem o Ukraińcach wyzwalających Oświęcim. Tak to się kończy, kiedy na fotelu Ministra Spraw Zagranicznych zasiada prezes klubu sportowego. W domyśle: Tęcza. Tych, co krzyczą łubu dubu z pewnością nie brakuje. Polskie firmy transportowe zdominowały europejski rynek. Zauważyli to Niemcy, usiedli, pomyśleli i wymyślili. Przewoźnicy będą płacić 35 złotych na godzinę, albo zapłacą karę, o jakiej się Straży Miejskiej nie śniło. Kilka miesięcy temu głośno było o przypadkach prześladowania polskich firm we Francji. Minister Schetyna milczy niczym Sfinks. Nie będzie się przecież każdą byle bzurą zajmował.

Firma Qumak miała przygotować portal e-DolnySlask do połowy grudnia. W tym tygodniu rozwiązała umowę z podwykonawcą i chce przenieść termin do połowy lutego. Całą sprawą zainteresowały się już NIK i CBA. Jeśli dodamy że w grę wchodzi 66 mln złotych, będziemy mieli pewność, że sprawa jest krystalicznie czysta. Z wyliczeń prezydenta Lubina wynika, ze za tą sumę można by wybudować 1300 placów zabaw i 33 nowe żłobki, kupić 20 tramwajów albo 90 autobusów miejskich. Była jednak łatwa kasa do wzięcia…

Kontrola w ZUS utajniona na wniosek Premier Kopacz. Ujawnione reporty z kontroli wskazują na karygodne zaniechania a nawet przypadki łamania prawa. Kluczowy fragment raportu o informatyzacji ZUS został utajniony ponieważ „stanowi informację niejawną o klauzuli zastrzeżone”. Innymi słowy nie będziemy rozpowiadać o przekrętach.

Gwałcą. Mają pieniądze, władzę, pozycję. Są ponad sprawiedliwością. Dość! – baner z takim hasłem pojawił się w Łomży. Słowom towarzyszą umieszczone na plakacie zaciśnięte pięści. To sprzeciw wobec wyroków uniewinniających „elitę” pobliskiego Zambrowa – policjantów, biznesmenów, lekarzy od zarzutów seksualnego wykorzystywania nastoletnich wychowanek tamtejszego domu dziecka. Gdy sąd uniewinniał przedstawicieli zambrowskiej elity, w Łodzi stanęła przed sądem kobieta, która z użyciem noża broniła się przed gwałcicielem. Nieumyślnie spowodowała jego śmierć. W tym przypadku sąd również broni prawa mężczyzn do dominacji. Kobiecie grozi do 10 lat więzienia. Za gwałt mężczyzna dostałby najprawdopodobniej tylko 3 lata, z dużą szansą na zawieszenie kary.

Podsumowanie. Uroczyste odtworzenie taśmy z przemówieniem ministra Sienkiewicza, który mówi o kondycji polskiego państwa. Burza braw. Kwiaty.

AKT II

 

Kultura

 

Już w przyszłym tygodniu ukaże się nowa płyta Boba Dylana z utworami Franka Sinatry. Z tej okazji  znany ze swojego zaangażowania politycznego pieśniarz udzielił wywiadu, w którym wylał odrobinę miodu zarówno na lewicowe, jak i  prawicowe serca. Rząd nie tworzy miejsc pracy, nie musi tego robić. Powinni to robić ludzie, cała masa miliarderów powinna się tym zająć. Na świecie jest coraz więcej mieszkańców gett. Ci wszyscy ważni miliarderzy mogliby zapewnić im miejsca pracy. Co oni zamierzają zrobić z całą tą forsą? Oto kolejny dowód, czemu Dylan wielkim człowiekiem jest.

Polacy czytają więcej. 42 proc. ankietowanych Polaków oświadczyło, że przeczytało przynajmniej jedną książkę w ciągu roku. Poprzednie badania, których wyniki ogłoszono w 2013 roku, wykazały, że co najmniej jednokrotny kontakt z jakąkolwiek książką w ciągu roku miało 39 proc. Wzrósł też odsetek kupujących książki – z 29,6 proc. do 40 proc. Ale to dla władz żaden argument za wspieraniem kultury.

W Gdańsku za jednym zamachem Pan Budyń postanowił zlikwidować Pałac Młodzieży przy Ogarnej, do którego uczęszcza 2 tysiące dzieci i Gdański Ośrodek Kultury Fizycznej który od 10 lat zajmuje się edukacją dzieci z całego miasta. Na hucznych imprezach z okazji otwarcia PGE Areny, Teatru Szekspirowskiego czy Europejskiego Centrum Solidarności Adamowicz dumnie wypina pierś. Kiedy wydaje wyroki śmierci na placówki kultury, robi to za plecami, bez najmniejszego rozgłosu. Ale obie placówki mają atrakcyjne lokalizacje, więc najsłynniejszy gdański developer  ostrzy sobie na nie zęby. Ile jeszcze czasu musi upłyną, zanim ludzi masowo głosujący na tego szkodnika przejrzą na oczy?

Czy w ogóle można znaleźć jakieś pozytywy? Czy widać gdzieś jakieś mądre ruchy? 77 mln musi wypłacić budżet państwa na rzecz Kościoła w Poznaniu. Wcześniej poszło 32 mln na Świątynie Opatrzności Bożej. Robert Gonera jest bezdomny i bez grosza na koncie. W desperacji chciał podjąć pracę pilarza w lesie. Za to tuzy jak Mruczek, Cichopek czy Musiał kasują po kilkadziesiąt tysięcy za odcinek potwornej szmiry. W Legnicy nowo wybrani radni pokazują kulturze jej miejsce.  Zaprotestowali przeciwko pokazowi spektaklu „Spisek smoleński” Lecha Raczaka. Od kiedy Jacek Głomb objął stery teatru,  teatr im. Heleny Modrzejewskiej stał się jednym z najważniejszych miejsc na kuluralnej mapie Polski. Tu wybuchły kariery Przemysława Bluszcza, Eryka Lubosa, Janusza Chabiora, tu Przemysław Wojcieszek wystawiał słynne „Made In Poland”. Instytucja, która jak żadna inna rozsławia imię miasta, dla radnych stała się wrogiem. Mieszkańców Legnicy można jedynie zapytać, o czym myśleli przy urnach wyborczych. Chociaż Legnica to przykład dość uniwersalny.

Wciąż głośne słowa Zygmunta Miłoszewskiego i trochę pomijane, choć równie ważne Agnieszki Holland wypowiedziane podczas wręczenia „Paszportów Polityki” pasują tu jak ulał. Za kulturę w tym kraju odpowiadają szkodnicy, którzy potykają się, biegnąc przed kamery i wypinając piersi do orderów, jednocześnie swoimi decyzjami wdeptują polską kulturę w ziemię. Wciąż obowiązuje doktryna Balcerowicza: gospodarka, głupcze! Większość polskich urzędników dowolnego szczebla gotowa jest pozamykać szkoły galerie i teatry, byle tylko w budżecie można było wpisać zysk. A rozbawiona gawiedź w liczbie 36 milionów przygląda się z tępym wyrazem twarzy. Poczekajmy jeszcze trochę, będzie jeszcze weselej.

 

Kurtyna. Pojedyncze oklaski. Szatniarz wydaje pierwsze palta.

 

karl