Archiwa tagu: Domowe Melodie

Media kłamią, niestety

ritapax

 

Może się zakręcić w głowie od ostatnich sukcesów polskiej muzyki. Nie dość, że dojrzała, zyskała swój głos oraz miliony odbiorców stęsknionych za polskimi przebojami, to jeszcze zupełnie zasłużenie doceniono ją za granicą. Dobrze poinformowane media nie mają wątpliwości – polska muzyka wstała z kolan. Co chwila napotykam teksty o tym, jak to żyjemy w złotej epoce polskiej piosenki, czytam relacje na żywo z terenów nowego eldorado rodzimej muzyki. Niestety o całej akcji nie powiadomiono samych artystów, którzy mieli za całą sytuację odpowiadać. Przyjrzyjmy się, co próbują sprzedawać nam fachowi redaktorzy. Czy istnieje polski szołbiznes? O tym będzie ta piosenka.

 

Jedno środowisko, nazwijmy je roboczo „Dwutygodnik” dowód boomu na polską muzykę widzi w kumulacji artystów rzeczywiście wyróżniających się oryginalnym językiem, jednak wciąż zrozumiałych dla kilku setek słuchaczy w tym kraju. Nie ustają zachwyty nad Starą Rzeką czy działalnością Kuby Ziołka w ogóle, Kwadrofonikiem i Małymi Instrumentami. Koronnym dowodem ma być urodzaj małych, niezależnych wytwórni, które nakłady liczą w dziesiątkach. Sztuk, nie tysięcy. Środowisko drugie, roboczo zwane „Onet” dowód renesansu polskiej piosenki widzi w sumach, które krążą w krwiobiegu polskiego szołbizu (a więc jednak istnieje!). Zarabiać ma grupa szturmowa złożona z wtórnych, ale za to manierycznych „wybawców”, sztuczne twory ledwo dychających mejdżersów i komercyjnych programów w tefauenie. Jest sztandarowy przykład  – Dawid Podsiadło, jest polska młodzież w osobach duetu The Dumplings, jest nasz człowiek w Europie, Donatan czy w końcu najnowszy geniusz rapu, Taco Hemingway. W dodatku koncerty czy festiwale, które wyludniają całe miasta – Opener i Męskie Granie, żeby nie sięgać daleko. Ufff, dzieje się!

 

 

Oba środowiska skrawkami muzycznej intuicji wyczuły żyłę złota, ale żadne nie wie, gdzie kopać. A prawda jak zwykle leży po środku, można wymienić całą masę artystów oryginalnych, z własnym muzycznym DNA, jednocześnie piszących piosenki, które aż proszą się o granie ich w radiu dzień i noc. Polska muzyka w sensie autorskim ma się świetnie. W sensie promocyjnym jest w podobnym miejscu, co Izrael i Dezerter w latach 80. W kulturalnym kraju radio i telewizja zacierałyby ręce obserwując rozkwit rodzimej sceny muzycznej. Słuchacze czują o wiele większy sentyment do bliskich im kulturowo lokalnych gwiazd, łatwiej nawiązać z nimi współpracę. W kulturalnym kraju redaktorzy i krytycy nie zmuszani przez nikogo starają się pomagać debiutantom, tak by nie traciła na znaczeniu kultura w której sami się wychowywali. Tymczasem polskie radia i telewizje karmią słuchaczy otłuszczonym, śmierdzącym muzycznym GMO, ślepe na świeże, rumiane i pachnące polskie piosenki.

 

Pierwszym wyrzutem sumienia polskich mediów i wszelkiej maści impresariów za państwowe pieniądze było genialne Pogodno. Jaki inny ansambl w XXI wieku miał taką łatwość w pisaniu radio-friendly przebojów? I co ? I nic, cisza w eterze. Chwilę później decydenci podobnie obeszli się z The Car Is On Fire, Muzyką Końca Lata czy Afro Kolektywem. Zamiast nich uszy gwałcili na przemian Doda, Feel i Golec uOrkiestra.

 

 

Oddając sprawiedliwość naszej koślawej popkulturze, czasem gust krytyka spotka się z gustem ludu, są takie przypadki, mają na imię Anna, Natalia i Malwina. Jeśli gdzieś dopatrywać się sukcesów polskiej muzyki w ostatnim czasie to przede wszystkim należy wspomnieć Anię Rusowicz, Natalię Przybysz i Melę Koteluk, które zostały dostrzeżone przez media, dostają nagrody, a na koncertach witają je tłumy. Chcemy jednak więcej. Co takiego by się stało, gdyby radio nagle zagrało Ritę Pax? Piszą przebój za przebojem, podbite nieco jazzem, nu soulem, o wyjątkowo wysokiej zawartości muzyki w muzyce. I wciąż mogą pochwalić się ogromną anonimowością. Nieustannie zdumiewa mnie niesłychana popularność jednej z sióstr Przybysz i zupełna nieobecność drugiej.

 

 

Lecz ludzi dobrej muzyki jest więcej, i mocno wierzę w to, że ten świa-aaa-aat usłyszy jeszcze o przesympatycznym duecie Paula i Karol czy ich bardziej alternatywnym wcieleniu – Domowych Melodiach. Następny musi być refleksyjny, równie świetny The Fuse. Majstersztykami były dwie ostatnie płyty Tymon & The Transistors. „Bigos Heart” i „Rock’n’Roll” w kulturalnym kraju nie schodziłyby z playlist radiowych przez lata, w Polsce zostają ciasne kluby w piwnicach i na poddaszach. Wśród bardziej wymagającej publiczności Pustki są już klasą samą w sobie. A kandydatów na kolejne odkrycia nie brakuje. Polskie Mano Negra czyli freaki z Kazimierza, Dziady Kazimierskie, zapomniany Hurt z całą masą numerów wprost skrojonych do grania w radiu, następcy TCIOF – Crab Invasion czy choćby trójmiejskie Kobiety. Kilka lat temu objawieniem był zespół Tres.B, wciąż nieodkryty, choć dla wielu ważny pozostaje polski Dylan, poeta Piotr Bukartyk, następcą może być młodszy kolega, Piotr Zioła. W końcu w kulturalnym kraju megagwiazdą byłby Wojtek Mazolewski z prezencją, prze wszystkim jednak ze wszystkimi przedsięwzięciami, w których macza palce. W Polsce może się zajmować muzyką co najwyżej hobbystycznie.

 

 

Renesans przeżywa też polska muzyka gitarowa. Kiedy ostatnio świetne debiuty przybywały całymi stadami, mieliśmy połowę lat 90. i gitarowe kapele sprzedawały setki tysięcy płyt. Piękne czasy… Wracając do 2016, radio zupełnie straciło sens istnienia, w telewizji zabrakło miejsca na muzykę i granie rocka przypomina trochę powrót do czasów stanu wojennego. Ale może tak właśnie trzeba? Gdzieś ten etos niezalu trzeba wykuwać. Jeśli chcecie posłuchać świeżej muzy z Polski do wyboru macie Hokei (Ziołek!), Magnificent Muttley, Wild Books, Turnip Farm, The Stubs, Fertile Hump, Little White Lies, zespół o niemądrej nazwie Eric Shoves Them In His Pockets czy panią Agyness B. Marry. Niestety nie wytrwali w wierze prekursorzy, The Black Tapes i Elvis Deluxe. Jest za to Wovoka, Shy Albatross, RUTA, Dick 4 Dick czy Mitch & Mitch którzy zostali odkryci, i to też raczej przez melomanów, nieco przypadkowo, przy okazji renesansu Wodeckiego.

 

Stosunek do kultury jest łatwym sposobem oceny społeczeństwa. Nasze mieszka w jaskiniach i posługuje się maczugami. Media mają tu sporą pracę do wykonania, ale zamiast uspokajać powinny alarmować. Jak na razie relacja mediów z odcinka sztuki przypomina Dziennik Telewizyjny i Kronikę Filmową razem wzięte.

 

Jednym słowem jest boom, nic się nie zmienia.

 

karl

Dawid Podsiadło – Comfort and Happiness

dawid_podsiadlo

 

Dziś komercyjne radia oferują nam muzykę rozdrobnioną do atomów. Gdyby sugerować się najpopularniejszymi nazwiskami, prezentujemy podobny poziom jak w futbolu czy koszykówce – wyprzedzają nas prawie wszyscy. Trwa oczekiwanie na zbawcę. Na Next Big Thing. Za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawi się choć odrobinę ciekawa postać koneserzy wychowani na VIVIE i RMF wyskakują w górę, zrywają z siebie koszulki i wykonują taniec zwycięstwa, niczym w meczu z Montenegro. Za chwilę jednak sędzia odgwizduje spalonego. Scenariusz powtórzył się również w przypadku kolegi Podsiadły.

Czytaj dalej