Tusk o braku pomysłów przy ciastkach i kawie.

z14231977Q,--Lysi-skandujacy---wyp------do-prof--Baumana-czy-

Narastająca powszechnie krytyka premiera i rządu, pikujące w dół notowania i zawirowania wewnątrz jego gabinetu sprawiły, że przypadkowo w przededniu wyborów w Elblągu Donald Tusk postanowił wytłumaczyć się publicznie z zarzucanych mu win.Zamiast uderzyć się w piersi pośród agory i poddać ostracyzmowi ludu, wybrał bezpieczniejszą metodę i swe kroki skierował do Agory z wielkiej litery. Tu, wśród przyjaciół, mógł w przyjaznej atmosferze przedstawiać zarówno swoje liczne sukcesy jak i miałkość, wręcz zgrozę oferty konkurencji. Jednak jedyne, co udowodnił, to że wszystkie kierowane w jego stronę zarzuty są najzupełniej prawdziwe. Otóż nie ma dziś już żadnego argumentu, poza jednym: ale jak wygra PiS to dopiero będzie katastrofa. Żadnego tłumaczenia swoich zaniedbań, skandali i degrengolady ministrów, posłów i wszystkich innych urzędników mu podległych. Żadnego planu reform i zmian coraz bardziej skrzeczącej rzeczywistości. Jego rozmówcy przyklaskują z uznaniem. Mówi Michnik: „Gdy pan zaczynał, mówił pan o ciepłej wodzie w kranie i orlikach. To mi się szalenie podobało”. Przebywanie w rzeczywistości odległej o lata świetlne od realnych problemów Polski, ze świadomością nieustannie pęczniejących kont powoduje, że panowie doskonale się rozumieją.

Żeby nieco uwiarygodnić wywiad, pytają co prawda panowie redaktorowie o wizję, ale w odpowiedzi dowiadują się, że PO, zgodnie z typową polską mentalnością wcale nie aspiruje do bycia dobrą partią, a jedynie lepszą od PiS, a poza tym premier przecież nieustannie spotyka się z ludźmi, a ci pytają go głównie o handel z Rosją i stosunki z Niemcami. Wizji nikt od niego nie wymaga. Po takiej odpowiedzi wywiad wraca na stare tory koncentrując się na straszeniu PiS. Ani słowa o SLD, w końcu potencjalny koalicjant, więc złego słowa o nim nie usłyszymy. Ani też premier głośno nie wypowie swoich osobistych obaw związanych z ewentualną wygraną opozycji w najbliższych wyborach. Wszyscy możemy sobie wyobrazić, co niezrównoważony psychicznie Kaczyński będzie zamierzał uczynić z przegranym Tuskiem. Więc o ile my powinniśmy się obawiać zwycięstwa PiS, Tusk powinien się go obawiać po stokroć bardziej. Płynął tak wywiad, wszystkie potencjalne zagrożenia wynikające z niewybrania PO na następną kadencję zostały nazwane i dogłębnie przeanalizowane, lecz w rzeczywistości pokazał on przerażającą niemoc premiera. Zblokowany z jedne strony przez Gowina (czytaj: Kościół), z drugiej przez Schetynę, z trzeciej przez środowiska, które stanowią potencjalny elektorat, Tusk nie ma juz ruchu i bez względu na sytuację w kraju będzie tak trwał w inercji przez następne lata, bo bliżej nie znany algorytm już dawno wyliczył, że co prawda teraz mu spadnie, ale tuż, tuż przed wyborami znów odbije się od dna i  znowu będzie można otwierać szampana. W wywiadzie ani słowa o samowoli sądów, prokuratury i administracji. W strachu przed utratą potencjalnych wyborców rząd ani myśli krytykować rozrosłą do prawie pół miliona armię urzędników, karać ich za ich niekompetencję, ignorancję i lenistwo. Tymczasem doniesienia o skandalicznych zachowaniach urzędników, komorników czy lekarzy mnożą się lawinowo. Kiedy chodziło o milionowe zaległości wobec państwa ze strony Amber Gold jakoś to umknęło urzędnikom,  brak 50 groszy wyłapują oni jednak od ręki. Prokurator może bez jakichkolwiek dowodów zastosować areszt wobec ciężko pracującego przedsiębiorcy, poczekać, aż jego interes upadnie żeby stwierdzić: pomyliliśmy się, sorry. Jest pan wolny. Podczas swoich rządów PiS zajął się jedną z większych bolączek tego kraju, i choć robił to w zupełnie niewłaściwy sposób, min. przy pomocy agenta Tomka, to obowiązkiem PO było ten program kontynuować. Tymczasem łapówki są nadal w naszym kraju kwestią powszechną, w służbie zdrowia, podobnie jak 20 i 10 lat temu wręcz powszechną. Bo w sytuacji zagrożenia zdrowia czy życia nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie walczył z korupcją. A sytuacja wygląda podobnie w większości urzędów powiatowych i gminnych, to samo znajdziemy w ZUS-ie. Wiek emerytalny został podniesiony, i być może to dobre posunięcie, ale przy okazji znaleźli się wybrańcy, którzy nie mają obowiązku dokładać się do wspólnej kasy, by pomóc własnemu państwu. KRUS i emerytury mundurowe czy górnicze to dowód na brak jakiejkolwiek empatii ze strony i państwa, i ich beneficjentów. Tymczasem emerytury i renty najuboższych zmuszają ich do dramatycznych wyborów pomiędzy zakupem lekarstw a jedzenia. Zazwyczaj rezygnują z lekarstw, i tym sposobem Tusk ma część problemów z głowy.

Choć stajemy się powoli czarną plamą na demograficznej mapie świata, od sześciu lat nie widać planów ratowania nas z zapaści demograficznej. Podniesienie wieku emerytalnego nie zmieni sytuacji w ubezpieczeniach emerytalnych, jeśli nie będzie komu na nie pracować. Przed brakiem pracy i perspektyw ludzie ciągle uciekają na zachód. Choć był to sztandarowy punkt programu wyborczego PO w roku 2007, jakoś po wygranych wyborach nie można dostrzec starań o zwiększenie miejsc pracy i podniesienie zarobków wśród ludzi zarabiających poniżej średniej krajowej, czyli większości z nas. Emigracja trwa w najlepsze. Poziom zacofania naszej edukacji nie wywołuje u premiera zdaje się większej refleksji.

Zacofanie polskiego szkolnictwa nie spotkało się do tej pory z żadną reakcją rządu. Uzależnienie od testów w szkolnictwie powszechnym powoduje że co prawda nauczyciele mają mniej pracy i nie musza być kreatywni, za to młodzi Polacy kończący szkołę podstawową czy gimnazjum nie wiedza w zasadzie nic. Szkolnictwo wyższe to w przypadku uczelni państwowych postkomunistyczny relikt w niezmienionym w zasadzie kształcie, z tymi samymi strukturami i szklanym sufitem uniemożliwiającym jakąkolwiek twórczą atmosferę. Uczelnie prywatne to nic więcej jak fabryki bezrobotnych, ewentualnie kasjerów i komiwojażerów, zwanych dla niepoznaki sales menedżerami. Jedyną próbą reformy, która spotkała się z resztą ze zmasowaną krytyką, było posłanie sześciolatków do szkół, choć motywacja była jedynie taka, aby szybciej wypchnąć je na rynek pracy. Coraz liczniejsze skandale związane z utratą zdrowia, a najczęściej niestety życia z powodu niekompetencji i absolutnego braku empatii ze strony lekarzy i pracowników służby zdrowia pokazują że nadzór nad nią w zasadzie nie istnieje. Czym zajmowali i zajmują się Ewa Kopacz i Bartek Arłukowicz, Bóg raczy wiedzieć.

Nie powinien Donald Tusk liczyć na dyplom za konsekwencję i dotrzymywanie obietnic. I nie chodzi tu o kwestie ekonomiczne, bo po wybuchu kryzysu w 2008 roku większość założeń trzeba było mocno skorygować i nie można mieć o to zastrzeżeń. Ale mówił też o kwestiach niezwiązanych z ekonomią. Obiecywał premier, że przez kościołem klękać nie zamierza. Tymczasem Platforma odrzuciła wszystkie projekty ustaw, które mogły nie spodobać się Kościołowi, przyjęła zapis o odpisie podatkowym zamiast Funduszu Kościelnego dokładnie w takiej formie, jakiej żądał dla siebie KK, a Komisja Majątkowa, która działała przez 4 lata rządów Platformy przy pomocy min. byłego oficera SB oraz członka mafii pruszkowskiej wyłudziła od Skarbu Państwa miliardy złotych. Dodatkowo wiele osób zasiedlających sporne grunty czy lokale z dnia na dzień wylądowało na bruku. Państwo było bardziej zajęte zaspokajaniem sytości Kościoła niż losem zwykłych ludzi. Do tego setki milionów złotych na katolicką indoktrynację w szkołach w ustawowo świeckim państwie oraz brak reakcji na molestowanie i gwałty na nieletnich, jakich dopuszczają się księża. Rzeczywiście, Tusk nie klęka prze Kościołem.

Choć jesteśmy w Unii Europejskiej prawie od dekady, nasze zarobki w stosunku do wiodących krajów wciąż pozostają na poziomie urągającym jakimkolwiek standardom. Kiedy w Norwegii średnia stawka godzinowa wynosi 50 euro, w Szwecji  Danii czy Belgii około 40, w Polsce stawka średnia (przypomnijmy że średnia pensja to prawie 4 tys, złotych) wynosi 7 euro! Od lat pogrążona w chaosie i bliska bankructwa Grecja wciąż może się pochwalić średnią stawką na poziomie 15, a Hiszpania z 25-procentowym bezrobociem 21 euro. W takiej sytuacji wydawałoby się, że każdą wydawaną złotówkę powinniśmy obejrzeć dwa razy przed jej wydaniem Tymczasem niedawny raport NIK podaje, że poprzez nieprawidłowe działanie polskich urzędów budżet państwa tylko w zeszłym roku stracił 18,7 mld złotych! To wynik min. wydawania środków niezgodnie z prawem, niegospodarność, zawyżone ceny państwowych zakupów i błędy księgowe. W konsekwencji NIK złożyła 136 zawiadomień o popełnieniu przestępstw. Ciągle jednak urzędnicy są przekonani. że wykonują doskonałą robotę. Urzędnicy służby cywilnej, stanowiący jedynie 12 proc. administracji, w zeszłym roku przyznali sobie nagrody wartości 574,8 mln zł.  Według oceny firmy konsultingowej Deloitte, w 2009 roku administracja kosztowała nas 51 mld zł (68 proc. to pensje urzędników), co stanowiło 20 proc. budżetu Polski. Cotygodniowe podróże premiera do Trójmiasta kosztujące budżet państwa 200 tys zł. też raczej nie poprawiają sytuacji.

 

Polska, przez nikogo nie najeżdżana i nie rozbierana, będąca coraz bardziej liczącym się członkiem europejskiej wspólnoty sama z siebie, na własne życzenie znalazła się między młotem a kowadłem. Możemy poddać się albo rojeniom sfrustrowanego, małego człowieka uzależnionego od toruńskiego redemptorysty albo pozostać pod rządami zdeprawowanej władzą, oderwanej od rzeczywistości, załatwiającej interesy wpływowych grup nacisku partii, która choć niczego nie niszczy, to pozostawia nietkniętym, co w konsekwencji i tak doprowadza do ruiny. Ma jeszcze szansę Tusk zmienić ten obraz, a przede wszystkim zmienić sytuację w Polsce. Ale do tego nie wystarczy kolejna rekonstrukcja rządu. Potrzebne będzie trzęsienie ziemi.

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>