Polski sport przeczy zdrowemu rozsądkowi.

AGA

Wśród najlepszej czwórki tegorocznego Wimbledonu mamy dwójkę Polaków, po raz pierwszy w historii zobaczymy polski ćwierćfinał Wielkiego Szlema. Piątka Polaków grała w drugiej rundzie Rolland Garrosa, podobnie było w Londynie. W tym samym czasie Michałowi Kwiatkowskiemu zabrakło ułamka sekundy, by zostać liderem Tour de France. A przecież miesiąc temu Przemysław Niemiec zajął szóste, a Rafał Majka siódme miejsce w Giro d’Italia. Ostatnio dotarła do nas niecodzienna informacja. Oto w najnowszym specjalnym wydaniu magazynu ESPN „The Body Issue”, który ukaże się za kilka dni będziemy mogli zobaczyć zdjęcia półnagiej Agnieszki Radwańskiej obok największych sław amerykańskiego sportu. Wcześniej na łamach magazynu mogliśmy podziwiać zdjęcia min. Sereny Williams, Wiery Zwonariowej czy Słowaczki Danieli Hantuchowej. To dowód na to, jak popularna jest w tej chwili Radwańska. Polacy odnoszą widowiskowe sukcesy tam, gdzie jeszcze parę lat temu był sportowa pustynia.

Kiedy uzmysłowimy sobie, że żyjemy w wolnej Polsce już prawie ćwierć wieku widzimy, że nie idzie to wcale w dobrym kierunku. Drogi, koleje, gospodarka, edukacja, kultura czy służba zdrowia ciągle pozostawiają wiele do życzenia. Nie jest to przecież wynik trudnej materii, z jaką przyszło się mierzyć kolejnym rządom lecz zwykłych zaniedbań. Nie dorobiliśmy się jeszcze po prostu pożarnej klasy politycznej z programem wykraczającym poza koniec kadencji. Wyjątkiem pozostaje sport, który w porównaniu do innych dziedzin naszego życia wydaje się być fenomenem.

Nie tak dawno Polacy grali w finałach mistrzostw świata siatkówki i piłki ręcznej, koszykarscy juniorzy przegrali finał tej imprezy z nieosiągalnymi amerykanami, kilka dni temu polskie piłkarki nożne zostały mistrzyniami Europy. W porządku, więc cofnijmy się do 2006 roku. Wtedy w Formule 1 zadebiutował Robert Kubica, w swoim trzecim wyścigu wskakując na podium. Rok po dramatycznym wypadku w Montrealu zwycięża na tym samym torze! A przecież pochodzi z kraju, który wówczas nie posiadał w zasadzie autostrad, i tylko jeden archaiczny tor wyścigowy. Obecność Polaka w tych wyścigach była absolutnym fenomenem. Tymczasem za oceanem Polacy zaczęli szturmować NBA, co również mogłoby być uznane za temat jednej z powieści Lema niż temat dla dziennikarzy sportowych. Co prawda Trybański i Lampe nie zagrzali miejsca w elicie światowego basketu, ale udało się za trzecim podejściem. Gortat to dziś jeden z bardziej solidnych środkowych w lidze, niedawno był przymierzany do Celtics, ostatnio pojawiły się informacje o transferze do drugiej najlepszej drużyny ligi, San Antonio Spurs. A w kolejce czekają już Olek Czyż i Mateusz Ponitka z dużymi szansami na podpisanie kontraktu.

Osobną kwestią pozostaje kopana. W odróżnieniu od mniejszych federacji, gdzie pozycję pomimo braku odpowiednich funduszy budują pasjonaci gotowi swoją pracę wykonywać za darmo, PZPN nie wyzwolił się jeszcze z okowów komunizmu. Wciąż zaludniają go zwolennicy taktyki: co zrobić, żeby się nie narobić a zarobić. Ta stajnia Augiasza, przepełniona indywiduami pozbawionymi jakichkolwiek umiejętności, za to z odpowiednimi znajomościami są odpowiedzialni za konsekwentną degrengoladę polskiej piłki przez ostatnie co najmniej dwie dekady. Mając w reku najlepszy marketingowo produkt na świecie, oni wolą się zadowalać marnymi groszami które dostają od naiwniaków oglądających polską piłkę. Nikt poza granicami nie jest tym wrakiem zainteresowany. Licencje przyznawane po znajomości, szemrani biznesmeni witani z otwartymi rękami i zupełny brak zainteresowania bałaganem i agresją na stadionach to jedyna spuścizna postaci pokroju Laty, Kręciny czy śląskiego barona Bugdoła. W ogóle pisanie o polskiej piłce przyprawia mnie o  odruch wymiotny. Więc wystarczy.

Najmocniejszą dziś pozycję niespodziewanie uzyskaliśmy w tenisie. Niestety bez najmniejszego wsparcia ze strony państwa. Radwańskie i Janowicz mogli odnieść sukces jedynie dzięki zamożności rodziców, Kubot lata temu przeprowadził się do Czech, kraju w którym tenis jest traktowany z większą powagą. Kiedy budżet niemieckiej federacji wynosi 200 milionów Euro, nasza federacja może liczyć na półtora miliona. A mimo to Niemcy stracili swojego ostatniego reprezentanta w 1/8 finału. O wiele lepiej radzi sobie żeńska reprezentacja, z sześcioma zawodniczkami w setce rankingu WTA i Sabine Lisicki w półfinale przeciwko Radwańskiej. Po Rosji to chyba najlepsza nacja w żeńskim tenisie. Tymczasem piątka naszych zawodników w setce obu rankingów to coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi, teoretycznym możliwościom polskiego sportu. Ale przyznajmy, Polska nigdy nie była znana z przewidywalności i zadośćuczynienia stereotypom. Tomaszewski na Wembley, Wszoła w Monachium, Kozakiewicz i jego gest w Moskwie, olimpijczycy w Barcelonie czy Kubica zwyciężając w Montealu zadziwiali świat, wywołując u przeciwników mieszankę konsternacji i podziwu. Może przyszedł czas, żebyśmy zaczęli przyjmować te sukcesy za pewnik, coś co jest w polskim sporcie po prostu naturalne. A menedżerowie w polskiej służbie zdrowia, drogownictwie czy administracji mogliby w końcu zacząć uczyć się od naszych młodych mistrzów pracowitości, profesjonalizmu i chciejstwa. Acha, i jeszcze jednego: patriotyzmu.

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>