Chuck Berry. Człowiek z gitarą

chuck01

 

 

Jeśli szukacie innej nazwy dla rock and rolla, możecie go nazwać Chuck Berry.

John Lennon

 

Kiedy pytają mnie, jakie znam najbardziej polityczne piosenki, zawsze na szczycie umieszczam „Roll Over Beethoven”. Czarny gość z gitarą głośno oznajmia białej Ameryce, że muzyka, która zdominuje kulturę młodzieżową na dekady będzie afro-amerykańska. Kto mógł pozwolić sobie na takie rewolucyjne podejście w muzyce rozrywkowej w 1956 roku?

Billy Bragg

 

Kiedy 90 lat temu w St. Louis światu zameldował się Charles Edward Anderson Berry, nikt nie przypuszczał, co z niego za ziółko. Wywrócił muzykę do góry nogami, usunął w cień Beethovena i Czajkowskiego, od ponad pół wieku granie na gitarze oznacza podążanie Jego śladami. Śladami Króla Rock And Rolla.

 

 

 

To mój ojciec sprawił że trafiłem do showbiznesu – mówił w jednym z wywiadów. Pochodził z klasy średniej, syn dyrektorki szkoły i diakona lokalnej parafii. Ojciec występował w amatorskim teatrze i zabierał małego Charlesa na przedstawienia. Jestem komediantem. Zawsze nim byłem i chcę nim być zawsze, kiedy tylko pojawi się szansa – mówił w wieku 86 lat. W domu słuchano Beethovena i Czajkowskiego, w przyszłości dwóch bohaterów jego największego hitu, czytało się również poezję (jego brał otrzymał imię po słynnym poecie amerykańskim, Paulu Laurencie Dunbarze). Zdarzało się, że kończył koncert wierszem, albo w przypływie dobrego humoru podczas wywiadu potrafił przez kilka minut recytować z pamięci „Even This Shall Pass Away”, wiersz autorstwa Theodore Tiltona:

 

 

Pochodzenie nie uchroniło go przed złym towarzystwem. Za napaść i kradzież samochodu z bronią w ręku trafił do poprawczaka. Te trzy lata były wystarczającą nauczką (dwie kolejne odsiadki to skutek absurdalnych amerykańskich przepisów i nagonki ze strony sędziów, których do szału doprowadzał czarny idol ich córek) – Chuck szybko się ustatkował. Ożenił się, pracował w sklepie Krogera i fabryce Chevroleta, był dozorcą, trafił nawet do salonu piękności. Pozostała mu jedna namiętność: muzyka.

 

Występował już w szkole średniej, podczas pobytu w poprawczaku założył pierwszy zespół. Przykładny mąż, ojciec i obywatel Chuck Berry dołączył do zespołu Johnnie Johnsona, pianisty z którym będzie występował przez następnie kilkadziesiąt lat (niektórzy twierdzą, że to Johnson miał większy wpływ na brzmienie wielu utworów niż sam Chuck). W maju 1955 roku, za namową Muddy Watersa, Chuck Berry udaje się do Chicago, żeby porozmawiać z pewnym polskim imigrantem, właścicielem legendarnego Chess Records. Na miejscu nagrywa singiel, który za sprawą tuszu leżącego na podłodze w studiu otrzymuje tytuł Maybellene. Historia pościgu za dziewczyną w pięknym Cadillacu była jedynie subtelną aluzją raczej cielesnych doznań. Wkrótce utwór dociera na szczyt listy Billboardu. Rozpoczyna się nowa era w historii świata.

 

 

 

Na początku kariery grywał w klubach, w których obowiązywała segregacja. Czarni po lewej, biali po prawej. Co ciekawe biali reagowali lepiej na elektrycznego bluesa natomiast czarni na wiejskie country. Berry szybko to dostrzegł i podczas występów starał się zadowolić obie widownie, zaczął też komponować piosenki, które brzmiały w połowie jak country, w połowie jak rhythm ‘n’ blues. Był wizjonerem nie tylko w sensie muzycznym ale też szołbiznesowym, nieustannie myślał jak ze swoją muzyką dotrzeć do jak najszerszej publiczności, nie zamierzał grać tylko na swojej dzielnicy, celem była Ameryka. Być może nawet świat.

Biznesowa strategia, której uczył się podczas obnośnego handlu warzywami w wieku 11 lat przyniosła skutki daleko większe, niż mógł przypuszczać. Połączenie bluesowego pulsu z melodyjnością country dało mieszankę wybuchową. Ale nie chodziło tylko o unikalny styl, w jego rękach gitara przestała być tylko instrumentem rytmicznym, zaczęła żyć własnym życiem. Grał mocniej niż ktokolwiek przed nim, pod jego palcami gitara wydawała dźwięki, o jakie nikt jej wcześniej nie podejrzewał, grał riffy i solówki, obok Bo Diddleya był pierwszym prawdziwym gitarzystą rockowym. On zawsze miał w sobie ten swing - mówił o nim Keith Richards, choć swego czasu dostał w zęby, kiedy bez pytania dotknął gitary Mistrza. Kolejne utwory docierały na szczyty list przebojów, kolejne zespoły zaczynały karierę od grania coverów piosenek Berry’ego.

 

W dyskusji nad palmą pierwszeństwa w rock and rollu między Berrym i Elvisem Presleyem oddajmy na chwilę głos ostatniemu: Żałuję, że nie potrafię wyrażać myśli tak, jak robi to Chuck Berry. Koniec cytatu. Pisał inteligentne teksty w latach 50., kiedy wszyscy wciąż śpiewali „Oh, Baby I love you”, chwalił go John Lennon. Niewątpliwie to zasługa wychowania, wrażliwości wyniesionej z domu. Odmienił pisanie popowych piosenek, za co został nagrodzony między innymi Polar Music Prize – Muzycznym Noblem i Nagrodą londyńskiego PEN CLUB-u za „Teksty Piosenek o Literackiej Doskonałości”. Leonard Cohen mówił: wszyscy podążamy ścieżką testów Chucka Berry, Bob Dylan określił go Szekspirem rock and rolla.

Miał niezwykły talent do opowiadania historii, budowania barwnego portretu w dwuminutowej piosence. Był zmyślnym kronikarzem, który oddawał ducha czasów w których przyszło mu żyć, wyścigi opływowymi krążownikami szos, podrywanie dziewczyn, spędzanie czasu w barach z szafą grającą w rogu – Ameryka otrzymała swój portret, w którym z miejsca się zakochała, ale nie było w tym fałszu, to było także jego życie. Dziś piosenki Berry’ego to najprostszy sposób by poczuć się dobrze, przenieść się do miejsca i czasu jak żadne inne wyidealizowanego przez popkulturę.

 

 

 

Od premiery Maybellene upłynęły dekady, pojawiali się nowi idole i nowe muzyczne mody. Ale wszędzie można dostrzec ślady Chucka Berry’ego i muzycznej inżynierii, która zrodziła się w latach 50. Sam wyjaśnił to najlepiej w wywiadzie, jakiego udzielił w 1980 roku nieistniejącemu już fanzinowi Jet Lag. Redaktor puszczał kolejne numery definiujące ówczesną scenę, Chuck kwitował je kilkoma zdaniami komentarza.

Sex Pistols: praca gitar i progresja zupełnie jak w moich nagraniach, świetna sekcja. Ale z tego co śpiewa wokalista nie zrozumiałem prawie nic. The Clash: Rytm i melodia świetnie współpracują. Czy wokalista miał zapalenie gardła w czasie nagrań? The Ramones: Świetny taneczny numer. Ci goście przypominają mi siebie samego z początków kariery, też znałem tyko trzy akordy. The Romantics, 20-20, The Beat: W końcu coś porządnego do tańca. Mówisz że to coś nowego? Słyszałem to wcześniej wiele razy. Toots and the Maytals, Selector: To jest świetne, delikatne i z duszą. Brzmi jak jak mój kumpel Bo Diddley tylko wolniej. Sam nagrałem coś takiego w „Havana Moon”. Talking Heads, „Psychokiller”: Świetny funkowy numer, podoba mi się bas. Wokalista miał chyba straszną tremę. Wire, Joy Division: Więc to jest tak zwana nowa jakość. Słyszałem to już wcześniej. BB King i Muddy Waters grali takie jamy w starym amfiteatrze w Chicago.

 

Za każdym razem przyznaje, że wszyscy należą do rodziny, niemniej biznesowy instynkt każe mu w zabawny sposób umieścić konkurencję we właściwym miejscu. Cały Berry.

 

Rock and roll okazał się kręgosłupem muzyki rozrywkowej. Ale to był rock and roll na warunkach Chucka Berry. Jego granie naśladowali wszyscy, jego gitarowy styl wyparł całą konkurencję. Talent pozwolił mu zrealizować wizję, Chuck Berry swoją muzyką podbił cały świat. Inwazja wciąż trwa, jak zapowiedzieli członkowie rodziny płyta, którą nagrywał odo kilku lat zostanie wdana jeszcze w tym roku. Będzie nosiła tytuł” Chuck”.

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>