50 najlepszych płyt 2016: Polska

 

 

 

 

 

 

00płyty 2016

 

spa

 

50   Back Home   Daniel Spaleniak

 

Mój stosunek do pana Spaleniaka wygląda jak w negocjacje Gas Monkey: Richard Rawlings rzuca jedną kwotę, klient kwotę zdecydowanie niższą, w końcu po całym teatrzyku, machaniu rękami i przewracaniu oczami panowie podają sobie ręce; we have a deal. Ja po latach przestaję patrzeć z pogardą na tych wszystkich neo- indie- i psycho-folkowców, a pan Spaleniak nagrywa coraz lepsze albumy. I tak spotykamy się w połowie drogi, to ciągle gonitwa za tym, co modne w wielkim świecie, ale od czegoś trzeba zacząć. Posępny folk już znamy, ale w utworze tytułowym mamy nastrój Islandii, w „Nothing to do” czy „Smoking again” gitarę elektryczną. W instrumentalnym „Full package of cigarettes” można usłyszeć echa irlandzkiego folku, w „Take a walk and never come back” wskakujemy nawet na Nową Falę. Będziemy mieli z tego chłopaka pociechę.

 

hoszpital-1

 

49   Horror   Hoszpital  

 

Przykleję na ścianę marzenia na taśmę, żeby były widziane – śpiewa Michał Bielawski na otwarcie płyty. Oprócz marzeń chłopaki posklejali ulubione fragmenty muzycznej alternatywy, flamastrem dopisali osobiste teksty i taki kolaż zaprezentowali światu. Czasem pójdą zbyt histerycznie, innym razem ze zbytnią emfazą, generalnie jednak to autorska propozycja, „łódzka” jak ja to nazywam, kojarzy mi się z The Car Is On Fire czy L.Stadt doprawiona melancholią Muzyki Końca Lata. Thinman records przedstawia ich jako „rozgorączkowanego tancerza na smutnym disco ze spektrum magicznego realizmu”. Niezłe zgrywusy. Otwarte hiperbole tekstów idą w parze z muzyczną między-gatunkowością, słuchając tej płyty wpadamy do króliczej nory i trafiamy do świata Alicji w Krainie Czarów. Jeśli gdzieś szykuje się nowa adaptacja, to Hoszpital po prostu musi napisać do tego ścieżkę dźwiękową.

 

kruche

 

48   Gaba Kulka   Kruche

 

Są artyści, których żywiołem jest scena i tacy, którzy lepiej wypadają w studiu. Umieściłbym Gabę raczej w tej drugiej grupie, słychać jak z płyty na płytę urasta jako producent, coraz tam więcej pomysłu na aranż, coraz więcej ścieżek, a mimo to wszystko idealnie pasuje, wszystko idealnie uwypukla melodie, jednym słowem wszystko gra. Ale to co jest zaletą tej płyty, jest jednocześnie jej wadą, jest raczej do podziwiania niż do słuchania, jak pozytywka z kręcącą się baletnicą na wierzchu i rzewną melodyjką, coś co chętnie obejrzymy w sklepie z pamiątkami, ale niekoniecznie zabierzemy do domu. Ładne, ale jakby za szybą. Perfekcyjne granie, ale brakuje szaleństwa, elementu ludzkiego. Nic to, fani Tori Amos i tak kupią.

 

00053CRT8J1LVOQO-C122

 

47   Przez sen   Król

 

Kiedy „Po tak cienkim lodzie” zataczało coraz większe kręgi, Król stanowił awangardę nowej elektroniki. Dziś jest już kimś na wzór klasyka, przyzwyczailiśmy się do Króla i jego gradowych chmur z zaświatów. Z raz obranej drogi nie zamierza schodzić, ale to nic, wciąż sporo tam do odkrycia, wciąż to świat fascynujący, a jednocześnie uderzająco prawdziwy. Sen ustępuje tu miejsca jawie, doskonale znane brzmienie stanowi platformę do osobistych opisów stanów emocjonalnych, wrażeń z tych momentów, kiedy utwory powstawały. Bez szans na masowego odbiorcę, za to więcej miejsca na realizację osobistej wizji. Niełatwej, chłodnej, fascynującej.

 

clashes-b-iext36337354 

 

45   Clashes   Brodka

 

„Mirror Mirror” ładnie, ładnie, potem „Horses” też nieźle „Santa Muerte” dalej czaruje, ale dalej już zaczynam się gubić, kolejne numery upodabniają się do siebie, brakuje im charakteru, osobowości, nie chcą się zagnieździć w głowie i niespodziewanie powrócić nucone gdy idę po ulicy. Pierdyliard pomysłów aranżacyjnych, wyjazdy do LA, śmieszna fryzura, sztafaż od Lady Gagi – cała ta nadbudowa byłaby  w pełni usprawiedliwiona, gdyby nie braki w bazie. Media na zachodzie również jakoś się nie zachwyciły i została Monika w tym niezręcznym rozdarciu uwieczniona na okładce. 

 

smierc-kliniczna-nienormalny-swiat

 

44   Nienormalny świat   Śmierć Kliniczna

 

Choć trudno w to uwierzyć, to debiut śmierci Klinicznej, nagrane trzydzieści kilka lat temu numery po raz pierwszy trafiają na oficjalne wydawnictwo. Obok Kryzysu i Dezertera tworzyli w stanie wojennym pierwszy szereg polskiego punka. Ale że mieszkali w Gliwicach a nie w Warszawie, nigdy nie dorobili się statusu bardziej znanych kolegów. Nie odstawali od Kryzysu ani Dezertera ekstremalnym przekazem, od Klausa Mitfoocha czy Voo Voo poziomem grania, choć taki Jerzy Mercik dołączył do zespołu, mając 16 lat. Zespół szybko się rozpadł, zasilając składy Shakin Dudi i R.A.P. Dziś wrócili z płytą, koncertami i znów aktualnym przekazem.

 

?????

 

43   Zośka   Maciej Fortuna International Quartet

 

Fortuna kołem się toczy i zabiera ze sobą a to polski folk a to amerykański jazz. Czy to próba udana – w wielu miejscach intrygująca, brawurowa ale chyba trzeba na to pytanie odpowiedzieć twierdząco.

 

czarna-madonna-b-iext46002070

 

42   Czarna Madonna   Organek

 

Awangardą światowej muzyki nigdy nie byliśmy, patrząc na to co modne u nas, możemy się dowiedzieć, co było modne u nich pięć lat temu. Kiedy lata 90 pulsowały u nich rapem i neo-soulem, u nas oba gatunki wybuchły na przełomie wieków. W tym czasie tam Jack White przestawiał już zwrotnicę, zaczęło się grać garage rocka i bluesa. Do nas retro przybyło kilka lat temu i co ciekawe na ustach tych samych postaci które wcześniej w szerokich portkach grały hip hop i neo-soul. Dekadę temu Organek liderował zespołowi Sofa, głównemu i jedynemu rywalowi Sistars. Teraz obok Waglewskich czy Natalii Przybysz bierze się za hard rocka i bluesa, ale ciężko nauczyć starego psa nowych sztuczek. Tak jak z aparatem mowy, jeśli nie nauczymy się języka do szóstego roku życia, nasz układ kostny zastyga i już nigdy nie wymówimy poprawnie  zgłosek w języku obcym. Podobnie jeśli zbyt długo gra się hip hop oparty na pętli, luźna struktura muzyki rockowej stanowi nie lada wyzwanie. Jimiego Hendrixa słuchałem pasjami mówi, ale od słuchania jeszcze nikt Hendrixem nie został. Na razie obserwujemy proces transformacji, numery wciąż brzmią sztywno, kwadratowo jak na standard gitarowego grania. Nieliczne wyjątki dają jednak nadzieję na przyszłość, takie „Son of a Gun” buja na przykład kapitalnie, „HKDK” też świetnie naśladuje The Ramones. Bardziej na zachętę niż za dotychczasowe zasługi pan Organek trafia na listę.

 

ru-0-r-650,0-n-EL2296754b9pW_taco_hemingway_plyta_marmur_online_gdzie_posluchac_skad_pobrac

 

41   Marmur   Taco Hemingway

 

Trzeci longplay to najbardziej ambitna próba, ma rozmach skurwysyn. Nie tylko ilość tracków, ale samo zamachnięcie się na concept album to prosty przepis na porażkę. W „Krwawej jesieni” rapuje o płytach bitelsów i sam prosi się o drwiny. Tak naprawdę nie jest najgorzej, gdyby kilka słabszych numerów wykreślić, byłoby wręcz świetnie. Jeśli ktoś za kilkadziesiąt lat będzie szukał portretu Warszawy ujętego w słowa, „Marmur” nada się niezgorzej.

 

erotyki-b-iext35456692

 

40   Erotyki   Jazzombie

 

Skoro chłopaki chcą opowiadać o miłości, spójrzmy na płytę z tej strony. W trakcie spotkania Pink Freud z Gdańska i Lao Che z Płocka to ten drugi podmiot okazuje się dominą. Może z powodu przewagi wagowej, może innego – jest tu ich zdecydowanie więcej. Po drugie mało tu pikanterii którą obiecuje tytuł. Jest sporo gry wstępnej, podchodów i wątpliwości, jest post orgasmic chill, ale dynamiki samego aktu jak na lekarstwo. Otwierający dub, potem pełzające jazzowe granie w „Sic!”, „Szale” czy „Miłości” dominują nad figlarnymi „Ty jesteś moją miłością” czy Uczciwe…”. Pierwszy raz okazał się wystrzałem z kapiszonowca.

 

Lesław

 

39   Piosenki o Warszawie cz. 2   Lesław i Administratorr                                                                                             

 

Jest Polska i jest Warszawa. Nadreprezentacja płyt sławiących urodę Warszawy w stosunku do innych miast rośnie z roku na rok. Nie jest to zarzut w kierunku bardów stolicy, raczej apel do lokalnych patriotów z innych części świata. Wracając do płyty, panowie kolejny raz serwują proste, acz stylowe piosenki zanurzone po uszy w melancholii. Zapraszają gości i po raz kolejny budują epos miasta, w którym nawet kopanie śniegu czy gapienie się przez okno to zajęcie stricte warszawskie.

 

a3505459442_10

 

38   Żony w pracy   LXMP

 

Dawno, dawno temu Kult opowiadał co się dzieje kiedy nie ma w domu dzieci. LXMP pokazuje świat kiedy dom opuszczają małżonki. Dwóch utalentowanych, aczkolwiek przeciętnie zrównoważonych muzyków zasiada za instrumentami i sprawdza, gdzie leżą granice atonalności i amelodyjności utworów. Robota idzie im świetnie. Doskonale się znający Piotr Zabrodzki i Macio Moretti zestawiają ze sobą skrajne tradycje muzyczne pod postacią najbardziej tradycyjnego instrumentu znanego ludzkości, bębnów i wynalazków najnowszych – syntezatorów, sekwencerów i looperów. Dzikie zestawienia to generalnie pomysł na płytę, po otwierającej słonecznej bossa novie „Brasilia” wpadamy na „Torreadora Janusza”, wariację na temat kraut rocka. „Dinojazda” to podroż z przyjaciółmi z Matplanety w niebezpieczny czas, żeby za chwilę uspokoić „Kosmosem, Teil 1″. „Żony w pracy” wygląda na odpowiedź LADO ABC na mocną ofensywę Instant Classic w ostatnich miesiącach. Nie ukrywam, będę się tej rywalizacji przyglądał z przyjemnością.

 

Franczak-cd

 

37   Mateusz Franczak   Long Story Short

 

Płyta przede wszystkim dla tych, którzy postrzegają świat przez pryzmat gitary. Gitary elektrycznej, dostajemy paletę przesterowanych brzmień, które mają oddawać kolejne stany emocjonalne zawarte w tytułach: crying, hiding, drifting, laughing. Od łagodnego pogłosu na początku dochodzimy do zgrzytliwego apogeum w „Drifting”, cała skala stylów i efektów gwarantuje niezapomniane wrażenia podczas podróży przez krainę gitary występującej niemal solo, czasem w towarzystwie krótkiej linii wokalnej czy nielicznych uderzeń bębna. To coś pomiędzy eksperymentem Frusciante a wyrafinowaniem William Tylera, być może okaże się najlepszym portfolio w historii, przepustką do przyszłej kariery w niemniej ekscytującym bandzie.

 

3826_99906333826

 

36   Chaos pełen idei   Wojtek Mazolewski

 

Błogosławieni ci, którzy grają muzykę. Kiedy przychodzą na imprezę, nie trzeba zdejmować płyt z półki, wystarczy że goście wezmą instrumenty w ręce i mamy gwarancję dobrej zabawy. Na swoje czterdzieste urodziny Wojtek Mazolewski zaprosił zacne towarzystwo. Wiele przyszło mi myśli do głowy podczas słuchania tej płyty, zacznijmy więc od krytyki. Już okładka daje nam do myślenia, jej pstrokacizna sporo mówi o zawartości. Festyniarski przepych, mówiąc po gdańsku Jarmark Dominikański, mydło i powidło, albo muzyczna impreza z okazji 40. urodzin na 10 gości i 14 piosenek, miks premier coverów i instrumentali ma lepsze i gorsze momenty, spotkanie w połowie drogi jazzu i popu w otwierającym utworze tytułowym, żwawy „Świt” czy nowe życie „Vademecum skauta” zagrane razem z Januszem i Janem. Kulminacją jest dla mnie „Polish girl” zaśpiewana przez Portera, siłą rażenia przebijająca wszystko przed i po. Wejście do świata muzyki śpiewanej nie dało na razie odpowiedzi na pytanie czy Wojtek się w nim odnalazł. Na razie wiemy, że świetnie wypada na ściankach.

 a1761755768_10

 

35   Jeleń   Jesień

 

Dostrzegam pewien zgrzyt. Tak naprawdę całą masę zgrzytów, to zgrzytliwa muzyka mająca na celu skonfudować odbiorcę i wpędzić w stupor. Jeśli jednak ktoś potrafi czytać między wierszami, czy raczej między akordami, to znajdzie wciągającą opowieść o życiu w mieście które jest zagrożeniem. Nie wysyłają jeszcze Świetlików na emeryturę. Jeszcze. Ale rzucają rękawicę, to dziś jeden z tych zespołów, do słuchania których trzeba się przyznawać aspirując do roli prawdziwego melomana.

 

 Limboski-W_trawie.I-inne-jeszcze_mlode_1

 

34   W trawie. I jeszcze inne młode   Limboski

 

Jaki może być bard?  W polskich warunkach zapewne krakowski, tam co chwilę rodzi się nowy bard, taka tradycja po prostu. Limboski przez chwilę zwiedzał świat, ciągnęło go jednak do Krakowa, taka grawitacja. Pachnie Dylanem i Maleńczukiem, Waitsem i Bukartykiem, ale czy bard z gitarą może pachnieć inaczej? Może na przykład niespodziewanie przyłożyć elektroniką jak w „Syrenkach”, melancholijnym walczykiem w towarzystwie Oli Bilińskiej, czy też walczykiem skocznym („Wesołe rozmowy z otchłanią”). Jest w tych powłóczystych songach sporo uroku.

 

okl_okl_53340

 

33   Lelek   Brzask Bogów

 

Dla umęczonych polskim katolicyzmem atrakcyjny okazuje się powrót do źródeł i wierzeń przedchrześcijańskich, czyli mówiąc po ludzku do pogaństwa. Funkcjonują u nas cztery pogańskie związki wyznaniowe, zespoły opowiadające o pogańskich bogach trzeba liczyć w setkach. „Brzask Bogów” to pozycja imponująca, przygotowana z rozmachem w doborowym towarzystwie muzyków min. RUTY, Vavamuffin, Power of Trinity czy Kapeli ze Wsi Warszawa. Śpiewają teksty XIX i XX wiecznych poetów, w tym Broniewskiego którzy opisywali potęgę natury, do której bezpośrednio odnosi się pogaństwo. Muzyka dawna, oparta na tradycyjnych instrumentach, śpiewaniu pełnym głosem i doniosłych chórach spotyka reggae, Czesława Niemena i brzmi zadziwiająco współcześnie. Za kilka lat ta płyta może być nazywana brzaskiem rewolucji.

 

a0438451904_10

 

32   Changes   Meeting By Chance

 

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej Marcin Cichy stojący za nazwą MBC powracał do żywych w skalpelowym stylu aż tu nagle szok – Cichy nagrywa pościelówy! Czasem to własne interpretacje neo-soulu, czasem echa trip hopu, czasem muzyka przypominająca muzykę medytacyjną. Utwory nabrały nieco popowej struktury, na pierwszym planie stoi dziś ludzki głos, klawisze już nie są jazzowo zimne, ale niezwykle ciepłe, w dodatku harmonie stały się niezwykle gęste wskutek całkiem sporej jak na standardy Skalpela liczby instrumentów w jednym miejscu. Można mieć pewne skojarzenia z muzyką Daniela Blooma czy Digit All Love, ale ma jednak swoją własną, wyraźną tożsamość. Czy wypada wiarygodnie w nowym wcieleniu – moim zdaniem jednak wycinanki skalpelem służą mu, i nam przy okazji lepiej.

 

ru-1-r-640,0-n-23002668Q3D

 

31   V Vavamuffin

 

Gdyby zebrać wszystkie zespoły jakie grają w tym kraju, od gwiazd po nastolatków grających pierwsze próby, najczęściej słyszelibyśmy metal albo reggae. W tym kraju albo lata się na Jamajkę albo zagląda do piekła, trzeciej drogi nie ma. Nawet przeciętniacy grając jeden z gatunków mają szansę na jakiś pieniądz, co dopiero Vavamuffin. Oni jednak nie liczą na drapane i zawsze kombinują jak tu zadowolić słuchacza. Tym razem wykombinowali tak, że Jah nie jest już prezydentem, co najwyżej jednym z ministrów. To najbardziej eklektyczny a przy tym piosenkowy album. W otwierającej „Ferajnie” mocno prześwituje rap, „Tatuaż” to prawie blues, „Dźwięk” atakuje elektro a ostatnia piosenka to pablopavowy numer z motywem granym na pianinie. Są wciąż takie numery jak „A to reggae znów” czy „Sztany Katana” bo muszą być. Ale Vavamuffin idzie do przodu, rozgląda się za nowym. Bless.

 

coma

 

30   2005 yu55   Coma

 

Co by nie mówić, Coma idzie drogą Heya. Teksty to osobna historia, to co się tam wydarza, to fenomen, tak samo jak armia wyznawców przekonana że potrafi cokolwiek coś z nich zrozumieć. Ale muzycznie to zdecydowanie najlepsza odsłona dumy Łodzi. W końcu przestali brzmieć, jak studencki zespół po pięciu próbach. Pojawiło się oryginalne brzmienie, wydumany aranż nie przykrywa całości, produkcja też zasługuje na oklaski. Jeśli kiedyś to Roguc ciągnął zespół, teraz sytuacja zdaje się odwracać i to on wygląda na najsłabsze ogniwo z aktorską manierą recytując wyjątki z zakamarków nieodgadnionego umysłu. W takim na przykład „Dionizosie” Rogucki brzmi jak Kazik przedrzeźniający urzędnika w „Czterech Pokojach”, za to w tle mamy niepublikowany numer Davida Bowie. Tak naprawdę nie ma tu wyróżniających się utworów, to jak zwykle u Comy koncept album podzielony na odcinki, jeden płynnie przechodzący w drugi. Tym razem jednak naprawdę wciąga.

 

polish-jazz-yes-polish-jazz-volume-77-polish-jazz-edycja-limitowana-z-autografem-b-iext44282122

 

29   Polish Jazz – Yes!   Zbigniew Namysłowski Quintet

 

Dziś na obrzeżach światowej kultury, w czasach tak pogardzanej komuny, w latach 60. polskie kino, architektura a także jazz były stawiane na równi z amerykańskim. Wraz z jej upadkiem zatrzymana została także najwybitniejsza może seria wydawnicza w historii, Polish Jazz. Expect the unexpected, we wrześniu tego roku legenda powróciła, 77. album w serii ukazał się dokładnie w 77. urodziny Zbigniewa Namysłowskiego. I jest po staremu, Zbyszek bierze góralskie czy mazowieckie tematy i łamie je jazzowym kołem. Jest zabawnie („Jadąc Zakopianką”) i refleksyjnie („Ostatnia Komenda”), przede wszystkim jednak swojsko, bo Namysłowski po raz kolejny udowadnia, że jazz to niezwykle polska muzyka.

 

tracklista box end 

 

28   Kaliber 44   Ułamek Tarcia

 

Można oceniać na dwa sposoby. Jedni wciąż Kaliber rozumieją jako skład debiutujący ponad dwie dekady temu z Magikem w roli szefa. Jeśli będziemy ich stronnikami musimy przyznać że Kaliber fantastycznie odnalazł się w 2016 roku. Możemy też uznać, że chociaż trochę niefortunnie chłopaki podpierają się legendarną marką, to w zasadzie zupełnie nowy projekt (brzydkie słowo). I tu też nie jest źle, bity i rapowanie to wciąż najwyższa w tym kraju półka.

 

BajzelamOK

 

27   amOK   Bajzel

 

Trzy lata temu Amok objawiła światu supergrupa Atoms for Peace. Trzy lata później mamy swój amOK, moim skromnym zdaniem lepszy. Cudem odnaleziony brat bliźniak Budynia grywając w Pogodno, projekcie Babu Król czy solo dostarcza enigmatyczne, ale nie pozwalające na obojętność prezenty. Po gatunkach trudno ją recenzować, to muzyka międzygatunkowa, może wręcz poza-gatunkowa, tak jak nagrywa się na świecie od jakiegoś czasu, dawne etykiety przestają mieć znaczenie, nowych nie warto wymyślać, bo zaraz tracą sens. Czasem taka kula inspiracji i natręctw eksploduje muzyką atrakcyjną. Jedni łapią się za głowy, inni po prostu wpadają  w taneczny trans, w najgorszym razie energicznie kręcą nóżką. Pierwsze co uderza na tej płycie, to nieposkromiona energia Afryki, gitarowych wzmacniaczy i miłości do muzyki. Zgrzytliwość i nieokrzesanie ma tu jednak swój urok, to piosenki z krwi i kości, pan Bajzel potrafi komponować, przed wszystkim jednak z kompozycji robić atrakcyjny towar dla ludzkości. Dodatkowy punkt Bajzel dostaje za pracę, jaką wykonał ponownie przy produkcji płyty uwidoczniona na okładce z gitarą i podłogą zasłaną efektami, nad którymi góruje święty Bajzel z aureolą z tamburynu. Dawno przyzwyczailiśmy się, że najlepsi rzadko zostają docenieni w tym kraju, cieszmy się więc my, wybrańcy należący do tajnego zgromadzenia wyznawców bajzlu.

 

drony-b-iext45097080

 

26   Drony   Fisz Emade Tworzywo

 

Kto stoi w miejscu ten się cofa, to dość uniwersalna zasada. Bartek i Piotrek też nie chcą jeszcze zostać dinozaurami i kombinują, co by tu nowego? Ryzykując czasem można wygrać, czasem wręcz przeciwnie. Fisz i Emade obstawiają ostrożnie, dywersyfikują inwestycje, minimalizując ewentualne straty. Na drugiej już płycie z kolei serwują niepokojący flirt z elektroniką, ostatnio także z muzyka taneczną i tu mój apel: Bartoszu i Piotrze, nie idźcie tą drogą. Są na tej płycie przykłady, jak grać należy. Jak odświeżyć styl, spróbować czegoś nowego, a mimo to nie wypaść z właściwych torów. Począwszy od współczesnego spojrzenia na hip hop w „Fanatykach”, podobnie jak „Biegnij dalej sam”, przez oryginalny pomysł na gitarę akustyczną w „Krętych drogach” i „Komputerze”, aż po kapitalny oldskulowy finał. Mając mieszane uczucia co do formy, gorzka refleksja o dzisiejszych czasach czyli treść zasługuje jednak na najwyższe uznanie.

 

okl_okl_53988

 

25   Queer Resource Center   Meeting New People

 

Z racji pogody, twarzy spotykanych na ulicach i narodowego temperamentu, o historycznych zaszłościach nie wspominając, spora część polskiej sceny wykazywała tendencję do grania muzyki alternatywnej, jazgotliwej, nieprzesadnie optymistycznej, poświęconej ciemnej stronie ludzkiej egzystencji. Nie inaczej ma się sprawa w przypadku tej formacji, doskonale opanowali styl Velvet Underground, Sonic Youth czy Pixies i nie boją się z tej umiejętności korzystać. Jednocześnie przebijają tu promienie słońca, słuchać echa niesłusznie minionej formacji The Car Is On Fire i rzeczywiście na wokalu spotykamy Kubę Czubaka, który pamięta jeszcze tamte czasy. Porządny głos z otchłani polskiej alternatywy.

 

LAM-recenzja-1-329ittcoeg7m36o1xy0emi

 

24   LAM   LAM

 

Wiele zdradza już okładka autorstwa Łukasza Palucha, pojedyncza łamana linia to wzór szlachetnego minimalizmu. Nie brakuje go na płycie, jest punktem wyjścia, Zimpel Dys i Zemler nie stawiają na wirtuozerię, raczej pieczołowicie celebrują dźwięki. Utwory narastają, tężeją i finalnie dostajemy coś na kształt nu-jazzu w stylu Cinematic Orchestra w „LAM1″ czy modern jazz w „LAM 3″. Dwa tematy tej płyty to dwie fascynacje jej autorów, z początku pochylają się nad brzmieniem, by w końcu zająć się rytmem. I ten w końcu dominuje, dźwięki zamknięte w pętli niczym w alpejskim zderzaczu hadronów rozpędzają się, by uwolnić ogromną energię którą pochłonie cierpliwy i uważny słuchacz. Minimalizm może być fajny.

 

RybyKenia_digi.ai

 

23   Kenia   Ryby

 

Kenia to album utrzymany w tradycji muzycznej stworzonej przez Pogodno czy Pustki. Zabawa słowem odbywa się na tle muzyki raz śmiesznej raz strasznej, w duchu ironii opisuje obyczaje kraju, w którym wszystkim nam przyszło żyć, bierze na warsztat przeróżne absurdy i małości ludzkie, które spotykają na każdego dnia. Kapitalny oddech od przeprodukowanych płyt o niczym.

 

dancing-salon-ulica-b-iext36431841

 

22   Dancing, salon, ulica   Warszawskie Combo Taneczne

 

Dom, kościół, strzelnica, mówił pewien kandydat na prezydenta. Warszawskie combo widzi to nieco inaczej, wykazuje się refleksem i odpowiada ripostą – oni wolą dancing. Bez ambicji dodawania nowych sensów i wymiarów naśladują Kapelę Staśka Wielanka, grając po prostu muzykę dla zabawy.

 

ru-1-r-640,0-n-2217151FhqW

 

21   MYWASWYNAS   Luxtorpeda  

 

Normalnie oceniając nową muzykę zwraca się na kompozycje, brzmienie, co tam artyści próbują nam powiedzieć. Luxtorpeda jest jest jednak zespołem wyjątkowym, w zasadzie nieobecna w mediach jednocześnie jest jedną z najważniejszych formacji w nowym wieku głównie dzięki temu, w jaki sposób odnoszą się do szołbiznesu ale przede wszystkim jak traktują fanów. Przypomina w tym Kazika, przez lata grając u jego boku Litza mógł wiele się nauczyć. Co najmniej połowa tekstów jest skierowana bezpośrednio do nich, mówi o współdziałaniu, pomocy słabszym, szacunku i pamięci. Jednocześnie piętnuje grzechy kapitalizmu, zagrożenia nowych technologii i pustkę mediów. Robi to od początku istnienia, nie ma na nowej płycie żadnych wolt, gdyby wymieszać numery z tego albumu i z debiutu trudno byłoby zauważyć większe różnice. A już dla formalności trzeba wymienić parę zalet MYWASWYNAS, więc proszę: riffy Litzy, trzy dekady w branży i ciągle sprzedaje takie petardy. Na krajowym podwórku wyznacznik brzmienia i rzemiosła, choć na obrazku wcale nie wyglądają.

 

Laki-Lan-syntonia-edycja-specjalna-z-autografami-cd_midi_589789_0003

 

20   Syntonia   Łąki Łan

 

Laboratorium funku zgłasza kolejny patent który odmieni rozrywkę w tym kraju. Specjalna grupa profesorów z dogłębną wiedzą z zakresu pulsu, rytmu i dobrej zabawy długo pracowało nad kombinacją bitów, basów, perkusji i szalonych śpiewów tak, aby znów zaskoczyć tych, których zaskoczyć nie łatwo. Nie ma już jednowymiarowego funku, są echa ragga w otwierającym „Mucha nie siada”, powiew zachodniej nowoczesności w „Pola ar” (Skawa zapisałby się na siłownię za taki numer) jazzowe inklinacje wystają z „To remember”. Łąki Łąn znów stopień wyżej.

 

biszradex

 

19   Wilczy humor   Bisz/Radex  

 

Zawiedli nieco Fisz z bratem, ale jest Bisz z kolegą – produkcję i swoje dźwięki oferuje tu Radex czyli Radek z Pustek. I mamy coś na kształt synergii. Rap z pewnością poszukuje dziś nowego języka, chociaż nie wiem czy to jeszcze rap. Jest z pewnością energia, brzmienie, zabawa słowem w przeszukiwanie półek z kulturowymi inspiracjami. Jest powód, żeby mówić i żeby chwalić Bisza i Radka. 

 

selfie 

 

18   Selfie   Beneficjenci Splendoru  

 

Zbiór celnych spostrzeżeń o dzisiejszej Polsce opowiadany językiem jamajskiego soundsystemu. I jeśli forma nie jest oszałamiająco przystępna, to treść, choć gorzka jest niezbędna do wyartykułowania, bo wrażliwych i utalentowanych jednocześnie coraz trudniej znaleźć w tym kraju. Są bezwzględni głównie wobec samych siebie ale rykoszetem obrywa cały świat, co niechybnie przypomina świętej pamięci Afro Kolektyw czy Fisza/Emade. Dostaje się warzywom uzbrojonym w smartfony, pewnemu klęczącemu bohaterowi masowej wyobraźni czy religijnym fanatykom. W galopadzie skojarzeń nie łatwo się odnaleźć za pierwszym razem, ale takich płyt nie słucha się na raz. Ani na dwa.

 

tmr019_D01_template

 

17   Bal nadziei   Komety

 

Znajomość tylko studyjnego oblicza Komet to niepełny obraz zespołu. Postanowiliśmy wydać płytę koncertową, ponieważ chcieliśmy, żeby słuchacz mógł się w domu lub samochodzie poczuć jak na naszym koncercie. Kiedy jej się słucha, z głośników cieknie pot. Tyle Lesław w roli sales managera Komet. Zdawało by się koncertówka nie ma prawa trafić na listę płyt roku, ale przearanżowana historia nagrań zespołu brzmi rzeczywiście na tyle oryginalnie, że stanowi autonomiczny byt w ich katalogu.

 

lines

 

16   The Lines   Wacław Zimpel

 

Wytwórnia Instant Classic od lat podąża zdecydowanie wytyczonym szlakiem, w tym roku naprawdę się postarała, proponując całą masę premier z wysokiej półki, wśród nich nowy album Zimpla. Inspirowany działami mistrzów amerykańskiego minimalizmu takich jak Monte Young czy Terry Riley postanawia odnaleźć nowe ścieżki w polifonicznych kompozycjach bazujących na brzmieniu klarnetu. Brzmi jak recenzja z Warszawskiej Jesieni, ale mamy tu naprawdę ciekawe melodie, w dodatku świetnie ze sobą współpracujące, dając niezwykły przestrzenny efekt. To jedna z tych płyt, która otwiera nowe przestrzenie w głowie.

 

11823033_938694046172674_1312972968097215880_o

 

15   Badziewie Świata Całego   Blady Jeleń

 

Co to za frajda trafić na taki band co to gra dla kolegów i rodziny, a jednocześnie nagrywa takie numery! Chłopaki lubią posłuchać alternatywy i słychać to w ich muzyce – czasem to Świetliki, czasem Ścianka czy Apteka, innym razem Pogodno. Nie mają stałego składu, trzon stanowią Paweł Maciak i Bartek Rocławski, którzy zapraszają sporo gości, czasem pojawi się nawet gwiazda w postaci Mewy Chabiery, najlepszego głosu Polski (choć w „Ktoś( jeleniogórski)” jakoś tego nie słychać). „Polub to na fejsbuku”, prześmiewczy blues stawia zespół obok takich tuzów rodzimej rozrywki jak Marszałek Pizduski czy Dziady Kazimierskie, a to na początek coś.

 

łona

 

14   Nawiasem mówiąc   Łona i Webber

 

Polska to nieskończone źródło inspiracji, szczególnie dla kogoś takiego jak Łona. Nie wytrzymuje spoglądając na obyczaje, ale do białej gorączki doprowadza go to, co ludzie spotykani na ulicy, w tramwaju czy pociągu wyprawiają z rodzimym językiem. I nieustannie od kilkunastu lat robi wykłady o poprawnym posługiwaniu się językiem ten nasz hiphopowy prof. Bralczyk. I jest jeszcze kwestia bitów. Na ostatnich płytach klasyczne hiphopowe podkłady ustępują elektronice, w tym względzie większość dawnych klasyków upodabnia się do siebie. To jedna kwestia, która zakłóca pozytywny odbiór „Nawiasem mówiąc”. Czy pan mnie słyszy panie Adamie?

 

inside out

 

13   Inside Out   Meeting By Chance  

 

Niektórzy artyści wymykają się stereotypom, zapominają że pochodzą z Polski i ich muzyka trafia do światowego obiegu, mierząc się z najlepszymi na świecie. Marcin Cichy i Igor Pudło swego czasu ominęli kolejkę na lokalnej scenie i uderzyli od razu do najsłynniejszej wytwórni specjalizującej się w samplowanej muzyce, legendarnej Ninja Tune, ku wielkiemu dziwieniu zostali przyjęci, z miejsca stając się gwiazdami wytwórni. Po wydaniu trzech klasycznych już dziś płyt ich drogi się rozeszły i każdy rozpoczął pracę na własną rękę. Do niedawna o wiele bardziej aktywny był Igor, teraz z ukrycia wyszedł ten, który nomen omen był bardziej cichy, czyli Cichy. To pierwszy z dwóch albumów Meeting by Chance w tym roku, stylistycznie zbliżony do działalności słynnego zespołu. To jakby muzyczna realizacja filozofii wschodu, odejście od cielesności do duchowości, brak tu wyraźnego kręgosłupa, namacalnej tkanki, muśnięcia dźwięków są lekko dostrzegalne, do zbudowania pełnego obrazu potrzebna jest wyobraźnia słuchacza, zabawa w połącz kropki. Hipnotyzujące obrazy wspomagane głosami trzech pań -   Ayuko, Mayuko i Magdy wprowadzają w trans bez najmniejszego problemu. To dość głośny powrót Cichego.

 

hanba_fot.v-karol

 

12   Hańba   Hańba

 

Hańba to prawdziwi nestorzy na polskiej scenie, zespół debiutował w Krakowie w 1931 roku, niedługo setne urodziny. Jest też pierwszym zespołem, który zagrał w słynnym cyklu „Live on KEXP” dla najsłynniejszej stacji radiowej grającej muzykę alternatywną na świecie. W latach 30. nie wymyślono jeszcze gitary elektrycznej, zespół gra na tradycyjnych instrumentach, w tym na akordeonie, tarze czy grzebieniu. Teksty reprezentują radykalną grupę uciśnionej klasy robotniczej domagającej się sprawiedliwości ze strony spasionych banksterów i szemranych wyzyskiwaczy. Muzyka to z jednej strony kapitalny revival miejskiego folku sprzed wojny, z drugiej to typowy oi! punk, nieustannie zachęca do tańca w równym stopniu co do myślenia.

 

foto-materialy-prasowe (1)

 

11   Peep Show   Acid Drinkers

 

W zależności od tego, jaką nogą wstanie Titus przed wejściem do studia w takim stylu akurat będą grać. Dwa lata temu mieliśmy heavy metal, ale kiedy Titi usłyszał, że w 2016 Metallica też nagrywa, postanowił się pościgać. Zaprowadziło ich to gdzieś w okolice Slayera, chociaż akurat singlowe „Become a Bitch” to kompozycja, która mogłaby Ulricha i Hetfielda zawstydzić. Świetny walec na początku, potem przychodzi bridge, zwolnienie i kończący cios. Takich numerów nie nagrywa się na co dzień. Wciąż świetny towar eksportowy przeznaczony na krajowy rynek.

 

0005ZFZOOL05P8X1-C122

 

10   T.Love    T.Love

 

The Clash nagrywają płytę ze skoczną muzyką, tyle że zamiast Strummera wskakuje Shane McGowan z The Pogues. Takie było pierwsze skojarzenie, które wcale nie wyparowało z czasem. Singlowe numery mogą mylić, nie wiedzieć czemu słabsze numery, „Pielgrzym” czy „Warszawa Gdańska” wybrano do promocji płyty, kiedy są tam takie perełki jak „Bum Kasandra”, „Niewierny patrzy na krzyż” czy kapitalna dylanowska „Preria” ze specjalnej edycji płyty. Doskonałym wyborem był za to „Marsz”, skoczny numer rozbrajający pustkę całej sceny politycznej. Lata świetności mają już może za sobą, ale do upadku Kombi ciągle im daleko.

 

6b529586-8b75-4896-9964-c7ca0912bc1b_714x

 

09   Czasowniki   Elektryczne Gitary

 

Niesamowite są przede wszystkim okoliczności powstania płyty. Utwory powstawały osobno, na zamówienie Telewizji Polskiej i innych państwowych instytucji. Wszystkie zostały odrzucone, Sienkiewicz nie chciał jednak zostać jak ten Himilsbach z angielskim i tak zrodził się pomysł na płytę. Muzycznie jak jest, wiadomo – to Elektryczne Gitary, studenckie granie z akademika, żaden Skrzek czy Namysłowski. Porażający jest jednak kontent, jak to się teraz mówi. Najnowsza historia opowiedziana na nieznanych powszechnie przykładach, z ciekawych punktów widzenia, bez narodowego nadęcia i słusznej linii. Dwa najbardziej przejmujące momenty to „Nikt Nie obiecywał” o losie Żydów w czasach komunizmu i poruszająca historia „Andrzej Panufnik wybrał wolność”. Nikt do tej pory nie śpiewał tak o Polsce.

 

ru-0-r-600,600-n-f357fa9bbbeb8787f24698759db7979fF1zqykGTbir

 

08   Córki dancingu   Ballady i Romanse

 

Lepsza książka czy film?  A może: lepszy film czy muzyka? Barbara i Zuzanna od Wrońskich nagrały muzykę do debiutu Agnieszki Smoczyńskiej i teraz dzięki komu wygrywają się te wszystkie nagrody, ha? To raczej rzadki przypadek, kiedy dominantą w brzmieniu jest syntezator, a mimo to nie drażni. Ale też nie na dźwięk zwraca się tu główna uwagę, to muzyka z tekstem, liryki sióstr to jedne z najlepszych dzieł w tym kraju, w ich lidze grają jeszcze Nosowska, Pablopavo, ktoś jeszcze? Muzyka zahacza siłą rzeczy o kiczowaty nastrój dancingu lat 80, ale na szczęście ucieka w onioryczność i niewinność, którą od zawsze siostry kilogramami przyprawiają swoją muzykę.

 

Fertile_Hump-Dead_Heart_2

 

07   Dead Heart   Fertile Hump  

 

Na takie granie mówi się zdaje się, sztos. Dodajmy jeszcze amerykański garażowy sznyt jak spod ręki Jacka White’a. Jest luz obcy większości polskich zespołów i sporo kapitalnego songwritingu, skoro w Ameryce już jesteśmy. Czy to akustycznie, czy elektrycznie wszystko trafione w punkt. To najprostsze granie, jakie tylko można sobie wymyślić, może właśnie dzięki temu ma w sobie całą tą energię, jaką strzelał w nas rock nad roll we wszystkich swoich najjaśniejszych odcieniach. Dwa wnioski końcowe: po pierwsze primo, jak to się mówi, numer tytułowy to jeden z najlepszych sztosów (słowo na dziś) roku 2016, po  drugie zaś Magda Kramer zwalnia Mewę Chabierę na stanowisku: najlepszy dziewczyński wokal w tym kraju.

 

12896409_10206905514855557_409634238_o-1

 

06   Masala Soundsystem   Ziemia na sprzedaż

 

To muzyka totalna. Korzenie sięgają Indii i muzyki, jaką zaraził ich Max Cegielski, Praczas robi niezłą dyskotekę, Pan Duże Pe nawija z wściekłością, a są jeszcze Daniel Moński, Bart Pałyga czy DJ Spox, którzy ciągną kołdrę w swoją stronę. Nie nagrywają często, ale każde pojawienie się na scenie to potężna dawka energii, przede wszystkim jednak przerażający raport o stanie świata i apel o pobudkę, nim będzie za późno. Wysłuchajmy ich, nim rzeczywiście będzie.

 

okl_okl_55437

 

05   Las   Kristen

 

Mamy to! Kristen nagrał album życia, złożony z repetycji, pulsu, pędu i drive’u. To math rock w najczystszym wydaniu, myślę że Battles mogą czuć się zazdrośni. Instrumentalne utwory prowadzą do finału, do tytułowego lasu gdzie w końcu pojawia głębszy oddech i słyszymy śpiew Michała Bieli. Muzyka rodziła się podczas improwizacji w sali prób, ale właściwy kształt przyjęła w studiu, gdzie zaczęły powstawać coraz bardziej rozbudowane pętle, a nowy nabytek podkradnięty z Robotobiboka, Maciej Bączyk otwiera kolejny wymiar, w którym zespół śmiało podążył. Zaryzykowali, udało się. Mamy to!

 

prosta-piosenka-b-iext40602211

 

04   Prosta Piosenka   Martyna Jakubowicz

 

W roku 60. urodzin, prawie czterdzieści lat po debiucie Martyna Jakubowicz wciąż brzmi świeżo, żywo, przede wszystkim mądrze. Znów opowiada nam o sobie, tak jak zawsze dzieli się przemyśleniami i jak zwykle trudno się z nią nie zgadzać. Jest relacja z przyjacielskiej popijawy („Kota na kolanach mam”), kronika sercowych uniesień („Wielka słabość”), ale i smutne refleksje osobiste czy nad stanem świata. Mało kto tak jeszcze potrafi pisać w tym kraju.

 

Print

 

03   Shy Albatross   Woman Blue

 

Do niedawna animator muzyki żydowskiej w Polsce, jakiś czas temu rozpoczął poszukiwania nowych inspiracji wśród folkowych tradycji z różnych świata stron. W ciągu kilku lat zebrał dwie supergrupy (może nawet trzy, o czym później) i nagrał kilka płyt, które wprawiają w osłupienie. Tym razem mamy opowieść o uciśnionych mieszkańcach Ameryki, i to uciśnionych podwójnie. Blues czarnych kobiet rozbrzmiewa po afrykańsku w „See See Rider”, azjatycko w “Blind man stood on the way and cried” i amerykańską tradycją w „Dink’s song”. Subtelnie zaznaczone aranżacje pozwalają docenić też kunszt pozostałych gwiazd, perkusistę Huberta Zemlera i wibrafonistę Miłosza Pękalę. Muzyka płynie wagonowym rytmem a jej trans udziela się tym bardziej, im dłużej się jej słucha.

 

okl_okl_55699

 

02   Zaświeć Niesiącku and Other Kurpian Songs   Żywizna

 

Skąd jest ten gość? Raphael Rogiński stał się dziś chyba najważniejszą postacią na polskiej scenie, nowym Niemenem. Co kilka miesięcy wyciąga z rękawa kolejnego asa, końca nie widać. Coltrane, muzyka afrykańska, blues czy kurpiowski folk – bez różnicy, wszystko doskonałe, w dodatku wszędzie słuchać pieczęć autora. Tym razem w duecie z Genowefą Lenarcik tworzy zaskakujący duet gdzie tradycyjne pieśni kurpiowskie spotykają world music z Afryki, Azji i kto wie skąd jeszcze. Zaskakujące jest w niej to, jak te dwie odległe tradycje doskonale współgrają ze sobą. To lekcja humanizmu ale i spotkanie z naturą – płyta nagrywana była w środku Puszczy Kurpiowskiej, pod chmurką, żywizna oznacza naturę właśnie. Czym Rogiński zaskoczy nas jutro?

 

blysk-b-iext36331832

 

01   Błysk   Hey

 

2015 – Błysk – Szum – Prędko/Prędzej – Ku Słońcu – Dalej – Hej Hej Hej – I tak dalej. Nie pozostawiają wątpliwości o czym rzecz. Miejska gonitwa, warszawskie starcia i zwarcia, pęd ku obietnicy szczęścia. Niby nic odkrywczego, żadne fajerwerki, każdy fragment wyposażony jednak w szlagwort, ten mały fragment który nadaje szlachetności utworom w warstwie dźwiękowej, co do liryki nie ma o czym w ogóle mówić. Nosowska godnie zastępuje Osiecką, Młynarskiego, Olewicza. Przez te prawie ćwierć wieku zbudowali sobie taką pozycję, odsadzili konkurencję tak zdecydowanie że sami zastawili na siebie sidła, nikt nie oczekuje po prostu nowej płyty Heya, to już zawsze musi być wydarzenie, nowy rozdział  w muzyce. Dlatego zwolnili wydawnicze tempo, nagrywają dopiero wtedy kiedy mają coś do powiedzenia. I znów powiększają przewagę, inni zaliczają pudła i karne rundy, tu niezmiennie strzały w dziesiątkę. Ciągle błysk.

 

 

Nagroda specjalna:

 

masecki

 

Symfonia nr 1 „Zwycięstwo”   Marcin Masecki, Orkiestra Dęta OSP w Słupcy

 

To projekt muzyczny, ale jeszcze bardziej ludzki. Pan z Warszawy, Marcin Masecki przyjeżdża do małej Słupcy, do skromnych muzyków strażackiej orkiestry i pokazuje im nowy muzyczny świat. Do tej pory grali proste marsze, teraz mają do czynienia z muzyką współczesną, z profesjonalnym podejściem do grania, ale jeszcze bardziej myśleniem o muzyce. Po kilku miesiącach muzycy są już innymi ludźmi, widzą więcej i chcą więcej. Chciałoby się żeby tego więcej zachciało więcej Polaków.

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>