Będę mówił po polsku. o Andrzeju Wajdzie

Andrzej Wajda

 

Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku – tymi słowami rozpoczął wystąpienie w Kodak Theatre w 2000 roku, kiedy odbierał Oskara za całokształt twórczości. I nie była to kokieteria. Wajda to Polska mówił wczoraj daniel Olbrychski. Żeby zrozumieć Wajdę trzeba urodzić się w kraju Mickiewicza, Iwaszkiewicza i Wyspiańskiego.

 

Z jednej strony chciał ze swoim kinem mówić do publiczności na całym świecie, w tym celu często w swoich filmach używał obrazu, skrótu, symbolu, tak by miały one wymiar uniwersalny i łatwo zrozumiały nawet w innych kulturach. Mogłoby się wydawać że tak rzeczywiście się działo. Oskar a do tego cztery nominacje, Złota Palma, Niedźwiedź i Lew musza robić wrażenie. Kiedy jednak próbował jeden ze swoich najlepszych filmów, Ziemię Obiecaną wprowadzić do dystrybucji w Ameryce, słusznie skądinąd sądząc że opowieść o selfmademanach jest na wskroś amerykańska, spotkał się z zarzutem, że to film antysemicki. Z dystrybucji nic nie wyszło.

Patrząc jednak z polskiej perspektywy był twórcą wybitnym. Sam będąc świadkiem najważniejszych wydarzeń XX wieku skrupulatnie je opisywał. Zaprzysiężony w poczet Armii Krajowej opisywał powstanie. Musiał też nakręcić Katyń, zginął tam jego ojciec. „Człowiek z Marmuru” czekał na realizację 17 lat. Mimo to był pierwszym spojrzeniem na stalinizm w polskiej kulturze. W jednym z ostatnich wywiadów pytany o rady dla młodych adeptów sztuki mówił nie czekajcie aż wykształci się cały koncept w waszych głowach, dzieło powstaje w czasie pracy. I tak własnie powstawał „Człowiek z Żelaza”.

Warto też wspomnieć, że odcisnął piętno nie tylko na obszarze kina czy teatru, ale także architektury. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha i Pawilon Wyspiańskiego w Krakowie czy Muzeum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu.

Nie ma w jego twórczości, jak u niektórych reżyserów jednego motywu przewodniego powtarzającego się we wszystkich filmach. Zawsze zaczynał od początku. I niemal zawsze udawało mu się stworzyć coś godnego uwagi. Bohaterem ostatniego filmu uczynił malarza Władysława Strzemińskiego, niepełnosprawnego, chodzącego o kulach podobnie jak sam Wajda, który w ostatnich miesiącach również nie był w stanie poruszać się o własnych siłach. To postać niepokornego malarza, który do końca nie rezygnuje ze swojej niepodległości jako artysta. Wajda również nigdy jej nie utracił, choć wielu sugeruje inaczej.

Marszałek Piłsudski zwykł mawiać o Polsce, że jest jak obwarzanek: tylko to coś warte, co jest po brzegach a w środku pustka. Postać Wajdy urodzonego w Suwałkach z ta opinią nie polemizuje. Ona staje się jej żywym dowodem.

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>