Fryderyki: z dużej chmury mały ziew.

20a61bd802d74c9a73a1d14682247548,12,1

Chociaż większość twierdzi, że Fryderyki skończyły się po Kill’em All, postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę. Już taki ze mnie sentymentalny typ. To w końcu okazja żeby poznać i docenić tych mocno zdolnych a mniej znanych, myślałem. Wczorajsza gala dała mi jednak porządnie z liścia. W związku z tym kilka niewesołych w większości refleksji o tej przynudnawej imprezie.

Zaczęło się nawet nieźle. Voo Voo do swojego występu zaprosiło może nie super profesjonalną, ale z pewnością swojską orkiestrę strażacką, która odjęła trochę zadęcia tej sztucznej gali. Miły i symboliczny gest – w końcu 80% z nas pochodzi ze wsi. Po chwil okazało się że całość poprowadzą Orzech i Torbicka. Cóż – jest gala, musi być sztywno. Na filmie Grażynka z pewnością się zna, ale o muzyce opowiadała takie bzdury, że za karę powinna połowę honorarium wydać w jakimś lokalnym sklepie płytowym.  O muzyce poważnej nie będę się wypowiadał, nie jestem Pieńkowską czy Węglarczykiem żeby chrzanić o rzeczach, o których nie mam pojęcia. W muzyce rozrywkowej i jazzie nominacje, nie wspominając o zwycięzcach wybierali chyba koleżkowie z remefe i bzdetki. Nuda, nuda i po łebkach. Ostatnia płyta T.Love, przy całej mojej do nich sympatii to nieporozumienie. Połowa kawałków z tego, przypomnę dwupłytowego albumu, to zwyczajne zapychacze – muzyczna i tekstowa grafomania. Bronią się może dwa, trzy kawałki. A laski pokroju Meli Koteluk, Kari Amirian czy Izy Lach? Mamrotanie pod nosem z pseudonowoczesnym elektronicznym podkładem w stylu Jopek nie jest jeszcze muzyką. Jest tylko mamrotaniem pod nosem. Ale jak widać na wygranie Fryderyka grafomania i mamrotanie wystarczy.

Brak kategorii hip hop i hard/heavy, które sprzedają najwięcej koncertów to dowód, że z rzeczywistością nie ma to wiele wspólnego.

A w dżezie, jak to zwykle na Fryderykach bywa wygrywa szkoła katowicka czyli eleganckie odgrywanie partytur ew. mruczando pod nosem o o deszczu i wietrze a’la Jopek czy inny Badach. Takie jazzowe San Remo. Szkoła trójmiejska, wywodząca się z punka, burząca stary system odwagą, energią i kreatywnością jak zwykle pominięta. Chociaż płyty tych formacji zjadają wszystkie nominowane na śniadanie, żadna z nich nie dostała nawet nominacji. Cóż, kapituła wie lepiej. Horse&Power Pink Freud czy The Last Set Możdżera z Walterem Norrisem do posłuchania i przekonania się. Swoją drogą T.Love pokazał, gdzie poważni muzycy mają królewicza Kwaśniewskiego. Nagrodę odbierali z rąk Rojka i rzeczonego  Badacha – każdy z nich solidarnie strzelił misia z szefem Off Festiwalu, temu drugiemu podawali rękę znajdując się w bezpiecznej odległości. Trzeba się szanować.

Jak to na gali byli też, choć nieliczni, celebryci (znani, z tego że są znani, gdyby ktoś nie wiedział). Tym razem było to wyśmienite duo Krawczyk plus Włodarczyk żująca gumę. Ta ostatnia wyróżniła się strzeleniem wielkiego focha, kiedy musiała przepuścić wychodzącego po odbiór statuetki zwycięzcę w kategorii muzyk roku Pawła Łukaszewskiego.

10a347de0fb483e3b86adf5add7806a3,61,1

 

Z ważniejszych informacji – Fryderyka dostali też Rafał Brzozowski i Michel Telo (brazylijski Biber) za ‘cyfrowa piosenkę roku’. A mówił Orzech że Fryderyk odzyskuje prestiż… Były też kolejne wykony na żywo: Heyowi wsiadł sprzęt, a Peszek cała we krwi dała całkiem niezły, żywy występ.

The bottom line is: Zamiast show i energii prowizorka i nuda. Za rok już nie dam się nabrać.

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>