Stąd do wieczności 46/2015

paris-attacks-aftermath

 

A więc Wojna. Z wielkiej litery, bo też sprawa wielkiej wagi. Słowo, o którym chcielibyśmy zapomnieć, najchętniej wymazać ze słownika, znów niczym widmo krąży nad Europą. Po 70 latach Europa wraca do punktu wyjścia. Oto w kilka miesięcy projekt Unii Europejskiej legł w gruzach, okazał się idee fixe dawnych, nomen omen, ekstremistów pokolenia ’68. Jej twórcom nigdy nie przyszedł głowy scenariusz, który rozgrywa się na naszych oczach. Granice Europy okazały się jednocześnie granicami wyobraźni.
Unia przypomina dziś łupinkę na rozszalałym oceanie radykalizmów. Lata przymykania oczu na relane problemy w połączeniu z polityką światowego żandarma w wykonaniu amerykańskich jatrzębi, ich skarajnie nieudolna wojna z terrorem ostatnich 14 lat odbija się właśnie echem na wyspie Lampedusa, Lesbos, na budapesztańskich dworcach, a ostatnio na ulicach, w redakcjach i klubach Paryża. Najnowsza fala uchodźców nie ma tu już większego znaczenia. Na terenie Unii żyje dziś kilka milionów radykalnych muzułmanów, którzy nie ustaną w walce, dopóki zielona flaga Islamu nie załopoce nad światem. W każdym większym mieście zachodniej Europy znajdziemy dzielnice, gdzie przestało obowiązywać prawo brytyjskie, francuskie czy niemieckie. Jego miejsce zajęło prawo szariatu, degradujące kobietę do roli niewolnika, dopuszczające za przewinienia nieznane europejskim kodeksom karę śmierci, w tym ukamienowanie.
Należy jednak rozdzielić dwie racje. Te same siły, które stoją za zamachami sprzed kilku dni stanowią również zagrożenie dla rodzin z Syrii, Iraku i krajów ościennych. Ich mieszkańcy każdego dnia doświadczają nieporównywalnie większego terroru niż państwa europejskie, żyją pod ciągłym zagrożeniem ze strony swoich współbraci. Oni nie chcą wojny. Oni przed wojną uciekają. Uciekają przed piekłem, tak jak przed piekłem na Zachód uciekali Polacy. Państwa zachodnie przez całe dekady bez problemu rozróżniały uciekających przed komunizmem od komunistycznych aparatczyków, choć i jedni, i drudzy byli Polakami. Dziś sami musimy rozróżnić oprawców od ofiar. Z tymi pierwszymi musimy bezwzględnie walczyć, tym drugim winni jesteśmy pomoc.
Szkoda że tak krótką pamięć ma minister Szymański który ogłasza, że wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu Polska nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców, czy inny minister Waszczykowski, który na pytanie, czy Polska powinna pomóc uciekającym przez wojną obywatelom Syrii odpowiada: „Powinni pozostać tam, gdzie są, choć warunki nie są na poziomie Hiltona czy Sheratona. Nie jesteśmy odpowiedzialni za zapewnienie im luksusowego życia”. Ale skoro ich szef powtarzając retorykę hitlerowską stwierdził niedawno, że uchodźcy przynoszą pasożyty i choroby…
Czemu podobne słowa nie dobiegają z Czech, Słowacji czy nawet Węgier, choć w przeciwieństwie do nas to właśnie te państwa odrzuciły unijną dyrektywę w sprawie kwot imigrantów?
Rację ma Andrew Stroehlein, dyrektor ds. mediów Humans Right Watch, który zwraca się na twitterze : „Niech ktoś powie Polakom, że uchodźcy uciekają do Europy właśnie przed tym rodzajem przemocy, jaki wiedzieliśmy w Paryżu”. W podobnym tonie wypowiadają się inni działacze i żurnaliści z całego świata. W zaledwie dwa tygodnie Polska stała się w Europie i na świecie wrogiem publicznym numer jeden, choć katastrofalne wypowiedzi polskich oficjeli niczego nie pozwoliły nam „ugrać”. Walczymy z niewidzialnym smokiem, z zagrożeniem które w Polsce jest niemożliwe do powtórzenia. Wystarczy że przyjmiemy twardą liczbę osób – kilkanaście, ba, nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wystarczy że przy pomocy służb polskich i europejskich zatrzymamy i odeślemy z powrotem wszystkich tych, którzy mogą stanowić choćby potencjalne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Wystarczy, że rozdzielmy ich tak, że w każdej gminie będzie ich nie więcej niż kilkanaścioro. Rozpoczną obowiązkową naukę języka, dzieci będą uczyć się w polskich szkołach. Scenariusz z Paryża, Londynu, Bostonu czy Madrytu będzie zwyczajnie nie do powtórzenia, Syryjczycy czy Irakijczycy mieszkający w Polsce będą tak doskonale widoczni, że o jakimkolwiek działalności terrorystycznej nie może być mowy. Spłacimy dług zaciągnięty przez lata komunizmu zamiast na własne życzenie tworzyć z Polski zaścianek Europy. W praktyce zapewne trudno byłoby liczyć na więcej niż tysiąc uchodźców chętnych do osiedlenia się u nas. Z jednego prozaicznego powodu – u nas po prostu nie ma zasiłków. I długo nie będzie. Celem ich wędrówki są Monachium i Londyn. Dlatego Polska w kwestii islamskiej inwazji jeszcze przez wiele lat może czuć się bezpieczna. Ale nie znaczy to że nie mamy się czego obawiać.
Mułłowie spod znaku Świętego Rydzyka wprowadzają nad Wisłą swój szariat, a patrząc na ich wyznawców śmieszno się robi i straszno zarazem. Oto Najprawdziwsi z Prawdziwych Polscy Patrioci zapraszają do Sejmu przedstawicieli faszystowskiej partii Forza Nouva założonej przez wnuczkę Mussoliniego, a na symbol Marszu Niepodległości wybierają replikę faszystowskiej grafiki z lat 30. Żeby dopełnić całości, najpierw maszerują z transparentem „Wolimy kotleta od Mahometa”, po czym śmiało wbijają do arabskich barów na kebaba halal. Kiedy ci sami organizatorzy Marszu umieszczają na swoim profilu informację o pobiciu w Poznaniu Syryjczyka (wyznania jezusowego), pod spodem cała masa komentarzy wyrażających z tego powodu ogromną radość. Już w czasie marszu do reporterki Polsatu doskakuje dwóch wyrostków wykrzykujących „Cześć i chwała bohaterom!”, żeby płynnie przejść do „Jebać, jebać TVN!”. Tacy oto młodzieńcy stanowią dziś główny nurt polskiej polityki. Dokładnie jego zbrojne ramię. Ale i ich starsi koledzy i koleżanki nie dają za wygraną. Jeden z biskupów zwraca się oficjalnie do parlamentarzystów, żeby prawo stanowione nie stało w sprzeczności z prawem Bożym, Kaja Godek z mównicy sejmowej domaga się bezwzględnego zakazu aborcji. Kiedy przyjrzeć się bliżej, widać pękające szwy w kostiumach służących tej maskaradzie, Imam nie różnie się wiele od Biskupa, religia jest tylko przykrywką, sprytnym trickiem mającym przykryć rzeczywiste intencje. Władza i pieniądze, co kto woli. Prawo i Sprawiedliwość unieważnia świeżo wybranych członków Trybunału Konstytucyjnego, a następnie likwiduje sejmową komisję ds. służb specjalnych, ostatnią instytucję zdolną prowadzić jakikolwiek nadzór nad poczynaniami Kamińskiego, Ziobry czy Macierewicza. Ten ostatni na swojej konferencji zapowiada unieważnienie raportu Millera, nowa premier Beata Szydło mówi, że priorytetowym zadaniem nowego rządu będzie wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Wisienką na torcie możemy nazwać nowo wybranego prezydenta, który najpierw jako urzędnik kancelarii Lecha Kaczyńskiego wbrew zaleceniom prokuratury załatwiał uniewinnienie Adama S. skazanego za wyłudzenia z PFRON, wkrótce wspólnika Marcina Dubienieckiego, zięcia Kaczyńskiego. Ciąży też nad nim zarzut zatrudniania fikcyjnych współpracowników w swoim biurze w Parlamencie Europejskim, a także wyłudzania pieniędzy z kancelarii Sejmu na rzekome podróże poselskie.
Ci, którzy chcą nas bronić przez islamem niczym się nie różnią od islamskich ekstremistów. Nie wysadzają w powietrze pociągów ani do nikogo (jeszcze) nie strzelają, ale w zamian za uwolnienie nas od islamu zamierzają wprowadzić dziesiątki innych opresji, ściśle związanych z nauczaniem innych religijnych przywódców. Każda religia niesie ze sobą opresję, choć różnie wyrażaną.

Być może jedyną odpowiedzią na atak, jaką zobaczymy w najbliższej przyszłości jest deklaracja alterglobalistycznej organizacji Anonymus. Zapowiadają tropienie wszelkiej aktywności Państwa Islamskiego w internecie, w szczególności strony prowadzące rekrutację nowych członków. Być może okażą się skuteczniejsze niż władze Francji, które kilkukrotnie zatrzymywały zamachowców, nigdy nie stawiając im zarzutów. Informacje na temat samobójcy z Bataclan przesyłały im służby tureckie. Bez odzewu.

 

Na koniec jeszcze jedna refleksja. W dobie samotności w sieci, rozdrobnienia świata na atomy wszystko nagle okazuje się mieć ze soba więcej wspólnego niż przypuszczaliśmy. Oto pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego dwa elementy okażą się częścią wspólnej opowieści, znajdzie się dla niech wspólny mianownik,znajdziemy między nimi związek nie tylko pozorny. Niczym fraktal, świat okazuje się jednym wielkim organizmem, jednym wielkim powtórzeniem, a poszczególne obrazy różnią się co najwyżej skalą. Toruń znajduje się nagle bliżej Mekki, niż moglibyśmy przypuszczać, Olsztyn się zbliża się do Paryża.
Ledwie zaprzysiężeni zostali nowi posłowie wybrani pod czułym okiem Świętego Rydzyka (co ciekawe, w obawie przed pogańskim piątkiem 13. uroczystość odbyła się dzień wcześniej), i wysłannicy toruńskiego radiokomitetu rozpoczęli głoszenie słowa świętego, a już chwilę później przybysze z Półwyspu Arabskiego zakrzyknęli Allahu Akbar! wystrzeliwując w kierunku fanów Eagles of Death Metal zabójcze pociski. Skojarzenie z Polską może być jeszcze co najmniej jedno, nazwa powstała w momencie kiedy niejaki Lou przedstawiał Joshowi Homme klasyki death metalu. Kiedy z głośników poleciał olsztyński Vader, Homme miał użyć sformułowania anioły death metalu, co okazało się przyczynkiem dla nazwania nowej formacji. Świat nigdy nie był tak mały jak dziś. Polacy i Francuzi okazali się wobec tragedii równie bezbronni. Dziennikarz Pulsu Biznesu, Marcin Dobrowolski przebywający w czasie zamachów w Paryżu zwrócił się z prośbą do ambasady polskiej o udzielenie czasowego schronienie do czasu wyjaśnienia sytuacji. Przez telefon informował, że znajduje się kilka minut drogi od ambasady i chciałby przeczekać najbliższe godziny na jej terenie. Dowiedział się jednak, że ambasada jest zamknięta i żaden Polak nie zostanie wpuszczony do środka.

Dostaliśmy już chyba wystarczająco dużo znaków ostrzegawczych. Kolejnych może nie być.

 

karl

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>