Premiery 2015: Film

# 2015

 

Na ekranach królują niezły „Birdman”, w zgodnej opinii krytyków najbardziej elektryzująca premiera roku, w której Michael Keaton zalicza wielki powrót. Przede wszystkim jednak fenomenalny „Whiplash”. Mały dobosz bije się do swoją szansę, a sam film wbija fotel. Warto również zwrócić uwagę na ”Boyhood”, opowieść o chłopcu w wieku od lat 5 do 18 Richarda Linklatera.

To jednak dopiero początek emocji. W tym roku Martin Scorsese prezentuje aż dwa filmy. Na razie nie wiadomo zbyt wiele o „Sinatrze”. Według niesprawdzonych pogłosek tytułowa rolę ma zagrać Di Caprio, co raczej nie wróży najlepiej. Znane są natomiast szczegóły pierwszej premiery. „Milczenie Boga” dzieje się w XVII-wiecznej Japonii, a w rolach głównych w końcu nowe twarze – Anndrew Garfield, świetny Adam Driver i Liam Neeson. Sounds like fun.

 

Na ekrany polskich kin wchodzi właśnie „Snajper”. Kontrowersyjne dzieło Clinta Eastwooda, który na bohatera namaszcza najlepszego strzelca w historii amerykańskiej armii. Z jednej strony to produkcyjniak próbujący usprawiedliwiać amerykańską interwencję w Iraku, którą usprawiedliwić naprawdę trudno. Z drugiej to fantastycznie zrobiony, trzymający w napięciu dramat. Warto zwrócić uwagę na „Chappie”, sci-fi z Hugh Jackmanem i muzykami Die Antwoord. Film z RPA może niektórym przypominać „Dystrykt 9”, choć znaleźć można również echa „Wall.E”, „A.I. Sztuczna Inteligencja” czy „Krótkie Spięcie”. W „Tomorrowland” za pomocą metalowego znaczka przenosimy sie do krainy fantazji. Tego żądamy od kina, czy tego chcemy od życia? W tym roku rónież premiera „St Jame’s Place”, czyli jak Spielberg Wrocław zablokował. „Królowa Pustyni” – Herzog opowiada historię Gertrude Bell ikonę sufrażystek, jednocześnie zasłużoną dla potęgi Brytyjskiego Imperium. „Siscario” to historia dziejąca się na pograniczu meksykańsko–amerykańskim, symbolizujączm granice przekraczane przez Emily Blunt, agentkę FBI w pościgu za szefem kartelu.

Najpierw Tarantino obraził się na cały świat i odwołał produkcję, po tym jak wyciekł scenariusz (głównym podejrzanym agent Bruce’a Derna). Ostatecznie „Hateful Eight” ujrzy w tym roku światło dzienne. Ma to być ostatni, dziesiąty film w dorobku QT, niechaj więc będzie dobry.

„Inherent Vice” czyli Paul Thomas Anderson po kontrowersyjnym „Mistrzu” ekranizuje nowelę Thomasa Pynchona. Zapowiada się kolejny seans w alternatywnym świecie:

 

 

Z lakonicznego opisu „Knight of Cups” Terrence’a Malicka dowiadujemy się, że będzie to obraz o hollywoodzkim scenarzyście, który z jednej strony zdeterminowanego, by odnieść sukces, z drugiej spokoju nie daje mu rozdzierające poczucie wewnętrznej pustki. Uwagę z pewnością zwraca znakomita obsada, główne role grają Christian Bale, Natalie Portman i Cate Blanchett. Jak ktoś lubi dwugodzinne seanse o sensie istnienia, w najbliższym czasie nie znajdzie nic lepszego.

„Makbet”. Według Filmwebu to 12 film o takim tytule. Dla głodnych dzieł Szekspira film z Fassbenderem i Cotilliard w reżyserii Justina Kurzela, australijskiego autora dość dobrego Snowtown. W „Foxcatcher”  sport staje się paralelą stosunków społecznych w USA. W kinach w maju. „Wielke Oczy” czyli Tim Burton nakręcił film bez efektów specjalnych. Bo sztuka nie jedno ma imię, choć czasem to samo nazwisko. Od zawsze zainteresowany postaciami popkultury, żywymi (Ed Wood) czy fikcyjnymi (Batman, Sweetney Todd, Alicja w Krainie Czarów), po raz pierwszy kręci film obyczajowy, zupełnie realistyczny. Wkrótce okaże się, czy wyszedł z tej próby obronną ręką.

Scott nakręcił „Pojedynek”, Potem „Obcego”, aż udało mu się nakręcić arcydzieło – Blade Runnera. I na tym jego geniusz się skończył. Czy odkuje się „Marsjaninem”? W Polsce premiera prawdopodobnie dopiero w 2016.

„Plemię” to portret współczesnej Ukrainy zagrany w języku migowym. Dla mnie wystarczająca zachęta. „Chuck Norris vs. Communism” to rumuński dokument o kilku entuzjastach, którzy dzięki pirackim kopiom filmów z Norrisem własnej produkcji obalali komunizm.

 

„A most violent year”. Lata 80. Nie wypadają z orbity zainterseoań Hollywood. Po „Wilku z Wall Street”, „American Hustle” czy stylizowanym „Drive” kolejna pozycja w stylistyce filmów Manna. Historia jak z „Chłopców z Ferajny”, Oscar Isaac po ostatnim występie u Coenów przechodzi niesamowitą metamorfozę.
Anglosaski humor  był w Polsce reprezentowany w zasadzie tylko przez brytyjskich komików, takich jak Monty Python, Jaś Fasola czy Benny Hill. Tymczasem klasyka amerykańska, równie anarchistyczna i zgryźliwa w zasadzie nie dotarła do naszego kraju. Niedawno 40-lecie obchodził program Saturday Night Live, kuźnia amerykańskich komików. Dokumentu na swój temat, “Drunk Stoned Brilliant Dead: The Story of the National Lampoon” doczekał się też National Lampoon, pismo satyryczne, którego twórcy mają na koncie również serię filmów. Dla chętnych wyjścia spoza kręgu Pythonów lektura obowiązkowa.  „The End of the Tour” to kolejny film, który wymaga znajomości amerykańskiej kultury. Ukazany jest w nim David Foster Wallace, amerykański pisarz i felietonista, zajmował się tak odległymi tematami jak polityka, tenis, film czy kuchnia. Pisał reportaże z amerykańskiej prowqincji i krótkie teksty o „przyszłości amerykańskiej idei”. Warto zwrócić uwagę na „I Smile Back” dramat obyczajowy z Sarah Silverman i Joshem Charlesem. „Slow West”, czyli kolejny rozdział mitu założycielskiego Ameryki w kinie, tym razem Szkoci w drodze do Ziemi Obiecanej.

„Biały Bóg” to kolejna wariacja na temat Hitchcockowskiech „Ptaków”. Tym razem chodzi o psy, co ważniejsze jednak reżyserem jest Kornel Mundruczó, autor świetnej „Delty”. Od dziś w kinach.

„Carol” to dramat obyczajowy umieszczony w niezwykle modnych, ostatnio latach 50.Cate Blanchett i Ronney Mara w opowieści o przełamywaniu społecznego i obyczajowego tabu.

„Sea of Tress”, czyli Gus Van Sant kręci McConaughey’a. Albo odwrotnie. Dwóch mężczyzn w podróży przez Las Aokigahara zwany „Morzem Drzew” u podnóża góry Fudżi w poszukiwaniu sensu życia. Na koniec „Czarny węgiel, kruchy lód”. Wbrew pozorom to nic o rozmowach z Kompanią Węglową. Stylowy thriller z Chin naśladujący (przynajmniej w opisie) kino noir.

 

Będzie też cała masa blockbusterów, o których pisanie to jedynie strata czasu. Raz, że niezbyt mądre, dwa, że wszędzie będą o tym trąbić na wszystkie strony świata. W końcu są robione po to żeby zarabiały. Gwiezdne Wojny, Bond, Mad Max (Miller to szmata!), Avengers, Fantastyczna Czwórka, Człowiek Mrówka (naprawdę!), Jurrasic World, Terminator, Gra Śmierci 57, Mission Impossible, 50 Twarzy Greya. Uff… kupa śmiecia przeleje się przez kina w tym roku.

Zapowiedzi na kolejne lata to Zły Tyrmanda i „Hail, Caesar”, czyli kolejna niespodzianka od braci Coen. Przede wszystkim jednak rozpoczną się prace nad Złotym Graalem kina: Terry Gilliam kręci Don Kichota!

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>