Pogłoski o śmerci Realu.

real

 

Nie zdziwił mnie w zasadzie wylew frustracji nastoletnich fanów, którzy rzucili się do krytykowania Realu po porażce z Atletico. Jak na nastoletnich być-może-przyszłych fanów przystało, tradycyjnie poruszali się z dala od sfery faktów.

Real przegrał, przyznajmy dość dotkliwie i w dość kiepskim stylu. Co z tego wynika? Absolutnie nic. Gdyby ci, którzy chętnie korzystają z określeń typu pedał, żelek, karnialdo czy krystyna mieli wskazać zespół który nie przegrywa, gdzie prowadziliby poszukiwania?  Być może na Plutonie albo Jowiszu. Albo gdzieś w Gabonie, Północnej Korei czy Wenezueli, gdzie klub ukochanego władcy wygrywa setki meczy pod rząd. Przegrywanie jest normalną częścią poważnej piłki. A Realowi się akurat ostatnio zdarza to najrzadziej.

W zasadzie Atletico to jedyna drużyna, która była w stanie pokonać Real w ostatnich kilkunastu miesiącach. Był jeszcze Real Sociedad, aberracja systemu. Jest liderem Primera Division, zwycięzcą Lig Mistrzów, całkiem niedawno zdarzyło mu się wygrać 22 mecze z rzędu. Konkurencji nie widać. Od początku 2015 roku jest co prawda w niewielkim dołku. Ale spójrzmy co się dzieje w Europie. Mistrz Anglii nie wygrał od czterech spotkań, ostatnio zdażyło mu się to 1. stycznia, kiedy wymęczył zwycięstwo u siebie z Sunderlandem (14 miejsce). Mistrz Francji? Niedawno seria trzech meczy bez zwycięstwa, zajmują trzecie miejsce w lidze. We Włoszech Juve bije wszystkich po kolei. Ale kiedy tylko wytknie nos poza Serie A, dostaje ciężkie lanie. Jeszcze niedawno bił ich Lech, w ostatnich dwóch sezonach w LM Bayern podsumował ich pozycję na 0:4, następnie nie wyszli z grupy. Hegemon Bundesligi, Bayern nie wygrał dwóch pierwszych meczy rundy rewanżowej. O innym finaliście LM sprzed dwóch lat lepiej nie warto wspominać. To może Holandia? W ostatnich czterech latach niekwestionowanym królem był Ajax. Dziś do PSV traci 12 punktów, nawet trener Frank de Boer pogodził się już z porażką, mówiąc na jednej z konferencji, że nie można zawsze wygrywać. Tymczasem jedna, co prawda prestiżowa, ale wciąż tylko jedna porażka prowokuje wielu dzieci internetu (w 90% świeżych kibiców Barcelony) do wieszczenia upadku imperium. Przypomnijmy więc sobie inne imperium, czyli Barcelonę. Byli określani najlepszą jedenastką w historii futbolu, to piłkarskie perpetuum mobile Pepa Guardioli miało nigdy nie przestać wygrywać. Koncepcja wypaliła się jednak po trzech latach, kiedy wszyscy nauczyli się neutralizować tiki takę, a z Barcą przegrywali tylko ci, którym nie starczało budżetu. Nieszczęsna tiki taka zdążyła jeszcze pogrążyć Bayern w zeszłorocznym półfinale przeciwko Realowi i Hiszpanię na Mistrzostwach Świata. Dziś w Barcelonie Messi świetnie rozumie się z Neymarem , poza tym jednak ten zespół jest kompletnie wypalony. A może przypomnimy dominujące w Europie na początku wieku Milan i Man Utd czy niedawnego triumfatora LM, Inter?

I jeszcze zestawienie Waleczność kontra Pieniądze. Real nie należy do żadnego szejka z Kataru ani Rosji. Swoją pozycję zbudował postawą na boisku i kolejnymi trofeami, min. 10 Pucharami Europy. Nie zdobywa się jej uśmiechami w kierunku paparazzi. Zdobywa się ją walką.

 

karl 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>