Ratujmy Solidarność!

TRYBEK-36

Sala BHP w Gdańskiej Stoczni to miejsce szczególne. Latem 1980 r. stała się siedzibą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego pod przewodnictwem Lecha Wałęsy. Ostatniego dnia sierpnia była miejscem podpisania przy pomocy wielkiego długopisu Porozumień Sierpniowych, umożliwiających min. rejestrację NSZZ Solidarność. 16 marca tego roku, po 33 latach ponownie stała się miejscem debaty na temat przyszłości Polski. Znów załopotały flagi Solidarności oraz OPZZ, a przywódców chcących prowadzić dialog z władzą było już trzech.

Dziesięć dni później pod egidą tych samych organizacji odbył się Strajk Generalny na Śląsku. Na oficjalnej stronie OPZZ możemy znaleźć postulaty wystosowane wobec rządu, a wśród nich min:

- zmniejszenie liczby biednych pracujących

- zmian w systemie podatkowym – obniżki podatków dla najmniej zarabiających

- urealnienia wysokości świadczeń socjalnych

Jednym słowem dobra Solidarność i OPZZ walczą ze złym rządem, aby choć trochę ulżyć biednym polakom. Tyle wiemy z głównego wydania Faktów. Ale te charytatywne i działające jedynie na rzecz najuboższych obywateli instytucje prowadzą też zupełnie inną działalność.

Zgodnie z przepisami ustawy z 1991 w sprawie nieruchomości bezprawnie przejętych przez władze PRL pół roku temu Solidarność na spółkę z OPZZ przejmują kamienicę w Poznaniu wraz z lokatorami. Przypomina wam to działania pewnej Komisji? Tak, to taka Majątkowa bis. Tuż przed świętami lokatorzy otrzymują zawiadomienie o podwyżce czynszu. Cena z 5 zł/m kw. wzrosła do 10. A jak twierdzi prawnik reprezentujący związkowców mają oni prawo podnieść nawet do 15 zł/m kw. ze względu na zły stan techniczny. Swoją drogą to ciekawa filozofia – im gorsza rudera tym większy czynsz. Poproszony o komentarz Bolesław Stanikowski, szef OPZZ na Wielkopolskę komentuje sprawę w następujący sposób: Skoro dostaliśmy kamienicę to chcemy coś z tego mieć. Należało się nam to jak psu zupa. Kościół też dostaje wszystko za darmo i nikt nie robi afery. Czy my jesteśmy instytucją charytatywną? Możemy sprzedać mieszkania, ale po cenach rynkowych. Pan by coś za darmo komuś oddał? Nie będziemy wyrzucać lokatorów bandyckimi metodami. Ale niech nie myślą, że pozwolimy im płacić takie czynsze jak obecnie. Nie po to odzyskaliśmy kamienicę, by dokładać do interesu. Jeśli teraz wrócimy na chwilę do postulatów wymienionych wyżej, możemy się poczuć lekko skonsternowani. Zabawne, jak przez 30 lat słowo „solidarność” zupełnie zmieniło znaczenie. I w jakim doskonałym jednogłosie wypowiada się Stanikowski z biskupem Wojciechem Polakiem, sekretarzem Episkopatu Polski, który mówi że Kościół nie jest jedną z organizacji charytatywnych, lecz wspólnotą która głosi zbawienie ludziom ubogim. Ciekawe czy posiadanie auta za 300 tys. prowadzi do zbawienia. Czy ideał sięgnął już bruku? Czy ludzie pokroju Stanikowskiego czy Polaka zachowali kontakt z rzeczywistością czy choć odrobinę poczucia honoru? O szare komórki ich nie posądzam.

Kiedy strajkujący w Stoczni Gdańskiej powoływali do życia Międzyzakładowy Komitet Strajkowy a w konsekwencji NSZZ Solidarność, nie mogli sobie nawet wyobrazić jakie może to przynieść skutki. Była przez lata Solidarność wspierana i podziwiana na całym świecie. Dla wielu była najwspanialszym przykładem zwycięstwa ducha nad materią, jedynym ruchem we współczesnej historii Polski, który swoje działania zakończył ostatecznym sukcesem, działając przy tym w zupełnie bezkrwawy sposób. Bez żadnej przesady możemy powiedzieć, że doprowadziła do jednego z największych przełomów w historii ludzkości. Wszystko dlatego, że po raz pierwszy nie był to spontaniczny zryw bez większego planu i zaplecza. Solidarność była finałem starannie przemyślanych działań prowadzonych przez lata z inicjatywy Jerzego Giedroycia, przy współudziale takich ludzi jak Bartoszewski, Kozłowski Geremek czy Mazowiecki. W połączeniu z energią młodych robotników i ograniczeniu swoich działań do rozmów z władzą i odrzuceniu jakichkolwiek działań siłowych  udało się doprowadzić w konsekwencji do 4 czerwca 1989 roku. Smutnym faktem jest to, w jaki sposób energia tych przemian została zmarnotrawiona. Uzyskana wolność stała się domeną nielicznej kasty wybrańców a wolny rynek – ukochane dziecko Balcerowicza to śmieciowa umowa na pół roku. Solidarność zyskała twarz Śniadka, prężnego działacza PISu czy Dudy, który całą energię wkłada w walkę o JOWy jednogłośnie skrytykowane jako najlepsza droga do kolejnej degradacji sceny politycznej. Nie chodzi przecież o to  JAK, ale KOGO będziemy wybierać i jak przekazać jak najwięcej kompetencji władz centralnych na rzecz samorządów. Ikona Solidarności, Lech Wałęsa traci konsekwentnie twarz swoimi wypowiedziami na temat gejów i w ogóle wikłając się w prymitywną polityczną bijatykę do tego stopnia, że najnowszy Newsweek krzyczy z okładki wielkimi czerwonymi literami: A Tarnished Icon (zszargana ikona). Nie jestem sobie nawet wyobrazić, co muszą czuć tacy ludzie jak Bujak, Frasyniuk, Wujec czy Janas, którzy w latach 70 i 80 byli wstanie dla tego kraju poświęcić wszystko… Jeśli chcemy żeby Polska zyskała jednolitą i silną tożsamość, przybrała bardziej uśmiechniętą twarz, żebyśmy mogli zacząć o niej mówić w samych superlatywach, musimy znaleźć symbole i idee wokół których wszyscy będziemy mogli się zjednoczyć, które spowodują że wszystko w końcu znajdzie się na swoim miejscu. Solidarność została mocno sfatygowana i poszarzała, ale jeszcze żyje. Ratujmy Solidarność. Tą z dużej i tą z małej litery.

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>