Illusion – Opowieści

Ill_01

 

Na blogach gremialne klęczenie na kolanach, gdyby udało się nagrać płytę choć w połowie tak dobrą jak sugerują „recenzenci” to byłby rzeczywiście coś. Do chóru przyłączył się nawet Mirosław Pęczak. Może po prostu nie zdążył przesłuchać płyty, a terminy nieubłaganie gonią. Tymczasem „Opowieści” zdają się być bardziej wymuszone okolicznościami niż rzeczywistą potrzebą podzielenia się z fanami czymś, co siedziało w nich od dawna.

Żeby było jasne: mój stosunek do Illusion z lat 90. mieści się gdzieś pomiędzy nieobiektywnym uwielbieniem a kultem. Jedyny obok Heya zespół, który zrzynając na maxa amerykańskie patenty proponował jednocześnie własną, autorską muzykę. Rap-core’owy puls, odpowiednio ciężkie brzmienie – wszystko mieli opanowane do perfekcji, ale to nie wystarczyłoby do stworzenia klasycznych albumów polskiego rocka. Lipa i koledzy mieli wówczas rękę do świetnych riffów i wokali, które z miejsca wpadały w ucho. Prawdziwe instant classics. Nie ograniczali się tylko do wysokooktanowego crossovera, były też echa balladowej twórczości Pearl Jam czy Alice In Chains. Błyskawicznie, niemal z miejsca przebyli drogę od debiutantów do kategorii Superstar. Tak jak o pierwszej płycie możemy powiedzieć, że była udana, tak druga jest po prostu genialna. Setki tysięcy sprzedanych płyt, na koncertach sale niemal zawsze wypchane po brzegi – Illusion byli wtedy królami życia. Zakończyli działalność po zaledwie kilku latach, kiedy wciąż byli na szczycie. Bez względu na okoliczności można uznać, że był to mądry krok. Stali się żywą legendą. Pierwsze skojarzenie z latami 90. to już zawsze będzie „Nóż”. Polskie „Killing in the Name” ? Może, ale wciąż doskonale nadaje się do wbicia go pod żebro polskiego chama.

 

Pożegnalny koncert w „Kwadratowej” nie był ich ostatnim słowem. Zabawne, że tak jak za pierwszym razem pojawili się jako odpowiedź na ciężkie granie zza oceanu, tak ich powrót też można uznać za „odpowiedź” na wielkie powroty sztandarowych formacji lat 90., z RATM, Soundgarden i Alice In Chains na czele. W ich przypadku miało się skończyć na jednym koncercie w 2008 roku. Potem były jeszcze trzy. Następnie płyta koncertowa, a zaraz potem składak z dwoma nowymi utworami. Wiadomo było, do czego to wszystko prowadzi. Illusion znów stał się pracą na pełen etat. A skoro tak, musiała pojawić się nowa płyta.

 

Brzmienie ciężkie jak kiedyś, produkcja, o jakiej dwadzieścia lat temu mogli tylko pomarzyć, choć w studio jak zwykle spotkali się z Adamem Toczko. I brakuje tylko jednego: oryginalnych kompozycji. Lipa wybitnym tekściarzem nie był nigdy, mógłbym mu to wybaczyć, gdyby nowa płyta przyniosła zestaw soczystych, oryginalnych riffów. Ale najlepsze, co nagrali w ostatnich latach to „Tron” z wspomnianej składanki sprzed kilku lat. Taki np. „Oddech” – tak z ręką na sercu, kto to przesłucha więcej niż raz?  Mamy grzebanie w tych samych motywach i gitarowych sztuczkach ogranych doszczętnie na poprzednich płytach. W dodatku bez oryginalności, świeżości z początku kariery. Bronią się w zasadzie dwa numery. Najlżejsze, najbardziej melodyjne, w których najlepiej mogli pokazać, że ciągle potrafią skomponować i zagrać coś ciekawego. „O przyszłości”, który zaczyna się jak mainstreamowy rockowy numer, po czym przechodzi w klasyczny illusionowy riff, kończy się zaś instrumentalną codą.

Na deser dostajemy dwunastominutową improwizację, trochę bluesową, trochę rockową, gdzie na luzie chłopaki wygrywają ciekawe motywy. Więcej takich kawałków, a płyta rzeczywiście mogłaby być wydarzeniem roku.

 

Powiedzenie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” w ich przypadku okazuje się boleśnie prawdziwe. Kiedy zaczynali, znaleźli się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, gdyby nie było Illusion, trzeba by ich było wymyślić. Przez cały ten czas rzeczywiście ich brakowało. Podobnie jak tysiące fanów, cieszę się że wrócili. I mam nadzieję, że nie raz pójdę na koncert. Ale nie z powodu najnowszej płyty.

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>