AC DC: koniec i początek.

MAL1

 

Z obozu ACDC nadchodzą kolejne wiadomości: są dwie dobre, jest jedna zła. Od której mam zacząć?

 

Warner Music zamierza wznowić nieznany z album z początku lat 70-tych. „Tales Of Old Grand-Daddy” zespołu Marcus Hook Roll Band nie robi pewnie większego wrażenia, co jednak zmienia się szybko, gdy spojrzymy na skład. Formację tworzyli Harry Vanda oraz George, Malcolm i Angus Young. Ta płyta to prawdziwe korzenie AC DC, do niedawna jednak mało kto zdawał sobie sprawę z jej istnienia. Sesja nagraniowa to była tak naprawdę nieustanna balanga, skutkiem czego sami bohaterowie tamtych wydarzeń nie wiele pamiętają. Nawet Angus, który ze względu na zbyt młody wiek nie był dopuszczony do stołu, nie pamięta które partie grał on a które Malcolm, który z nich popisywał się grą techniką slide. Za miesiąc będzie można sprawdzić, co tam chłopaki pogrywali ponad cztery dekady temu w kanciapie w Sydney. Zespół nie zdążył zagrać nawet jednego koncertu, co trafnie komentuje wytwórnia: Najbardziej zatrważająca jest myśl, że gdyby zespół odniósł sukces na jaki zasługiwał, nigdy nie usłyszelibyśmy AC DC. Moment reedycji nie jest jednak przypadkowy, w przyszłym miesiącu chłopaki wchodzą do studia w Kanadzie razem z Brendanem O’Brianem za konsoletą i zaczynają nagrywać nowy materiał, To jest druga dobra wiadomość. Jaka jest ta zła? Oficjalny komunikat głosi, że Malcolm Young z powodu choroby nie jest w stanie pracować z zespołem.

 

Na temat tego, kto największym gitarzystą był nie dojdziemy do porozumienia nigdy, ale gdy pomyślimy: gitara rytmiczna, w głowie mamy tylko jednego człowieka. Malcolm Young to jednoosobowa  ściana dźwięku, moc i dynamika, jakiej nie prezentował nikt wcześniej ani później. Doskonale możemy się o tym przekonać, słuchając najlepszej płyty zespołu, „Let There Be Rock”. Jeden riff, czasem wręcz jeden akord gra tam przez cały utwór, czasem przechodząc jedynie na cztery takty oktawę wyżej. Nie powtarza przy tym linii basu, gra osobną linię melodyczną co daje brzmieniu niesamowitą dynamikę. Malcolm był głównym kompozytorem i muzycznym mózgiem zespołu, w jednym z wywiadów Angus powiedział, że starszy brat mógłby go  spokojnie zastąpić, natomiast w drugą stronę było by to strasznie trudne. Komentując przykre wieści, słowa te potwierdza Chris Slade, na początku lat 90-tych perkusista zespołu: rozmawiałem na ten temat z wieloma gitarzystami – on jest najlepszym gitarzystą rytmicznym, jaki kiedykolwiek się urodził. Sprawia że perkusista ma lekką robotę, on jest jak metronom.

Na wieść o chorobie Malcolma, która według plotek jest dość poważna, również Dave Davies, w przeszłości gitarzysta The Kinks wysłał młodszemu koledze list ze słowami wsparcia. Pisze min. że nie może się poddawać, ponieważ w trakcie powrotu do zdrowia najważniejsze jest pozytywne myślenie.

Malcolm Young jest jednym z nielicznych alchemików rock and rolla, którzy odnaleźli kamień filozoficzny. Grając prostą, lecz nigdy nie prostacką muzykę jednocześnie tworzył przebój za przebojem. Mogłoby „Bad Boy Boogie” jeszcze trochę pobrzmieć w uszach.

 

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>