Różowe Lata 90.

CastSigned

Telewizja publiczna dogorywa. Coraz trudniej trafić tam na cokolwiek, co nie urąga gustowi, poczuciu estetyki i inteligencji widza. Pozostały wyjątki. Np. mecze. Dariusz Szpakowski to jednak klasa sama w sobie.

Jeszcze tydzień po meczu kiedy przypomnę sobie, jakie konstrukcje słowne rodzą się w jego głowie i jak oryginalnie potrafi on odmieniać wydawałoby się znane wszem i wobec nazwiska, mogę tylko w myślach zwrócić się do niego: you made my day! Ciągle też, choć z coraz mniejszą częstotliwością, można obejrzeć dobry film (pani Grażyno, dziękujemy!). Poza tymi dwoma przypadkami katastrofa. Po co ryzykować natknięcie się na takie tuzy rozrywki jak Brzóska, Rogalska, Popek, Burzyńska czy zkażdegokątawyłażący, z wiecznym a’la Mona Lisa uśmiechem na ustach, wiecznie żywy Maciej Kurzajewski? Coraz to nowe, niby-błyskotliwe akcje mają skłonić nas do płacenia abonamentu. Cóż, Hanna Lis – 30 tysi miesięcznie, jej małżonek czy Piotr Kraśko, idol emerytek –  70 tysięcy PLN-ów każdego miesiąca. Ten ostatni lubi też wyciągnąć z kasy kilkadziesiąt tysięcy, pod byle pretekstem organizując sobie wyjazd tam, gdzie dzieje się jego zdaniem cokolwiek interesującego. Wybory prezydenta w USA? Spoko, skoczymy na parę dni do Waszyngtonu żeby zrobić 30 sekundowe wejście. Kto bogatemu na państwowej posadzie zabroni. Papież abdykował? Hej , polećmy nakręcić, jak dym wydobywa się z komina. A przy okazji zrobi się małe zakupy w Rzymie. Money for nothing. A przecież kiedyś było zupełnie inaczej…

Tuż po przemianach ustrojowych antena telewizji publicznej oddana została w ręce młodych, kreatywnych ludzi szybko nazwanych pampersami. Pomijając aspekt polityczny tego licznego desantu, stworzyli oni zupełnie fantastyczny format telewizji, mówiący autentycznym językiem, ale też przedstawiający szeroką ofertę, i co chyba najważniejsze doceniający wrażliwość i inteligencję widza. W krótkim czasie stworzyli ciekawą i, co najważniejsze, mądrą ofertę. Szczęśliwie nie był to jeszcze czas schlebiania najniższym gustom tzw. masowej widowni w imię walki o słupki oglądalności. W codziennym paśmie o godz. 16 można było zobaczyć Luz i Brum z muzyką grunge’ową, metalową a do tego mnóstwo polskiej, niezależnej muzyki. Na dwójce leciał Clipol, wieczorami Lalamido (wyobrażacie sobie dziś Konja i Skibę w studiu TVP?) , Non Stop Kolor, prowadzony przez Manna i Chojnackiego czy Rock-noc. W poniedziałki mogliśmy oglądać serial, który uformował w mniejszym lub większym stopniu wyobraźnię i poczucie humoru wielu moich rówieśników, jak mało który zasługując na miano kultowego – Latający Cyrk Monty Pythona. A do tego chociażby Miasteczko Twin Peaks, Przystanek Alaska czy Cudowne Lata. Perłą w koronie był jednak program Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu. Mann i Materna po naturalnej abdykacji duetu Przybora – Wasowski pozostają królami polskiej rozrywki po dziś dzień. Ich absurdalne, a jednocześnie boleśnie trafne skecze mogą dziś stanowić świadectwo pierwszej połowy lat 90′ lepsze niż najlepsza książka od historii. Niemal na bieżąco, tydzień po tygodniu obnażali absurdy działań polityków, ale też reakcję ludzi na zaskakujące ich niemal każdego dnia zmiany. Najciekawszy jednak był fakt, że występując w telewizji, piętnowali absurdy i niedorzeczności tejże. Bezlitośnie ośmieszali pojawiające się w TVP pierwsze objawy choroby zwanej oglądalnością. Byli ostatnimi przedstawicielami wewnętrznej autocenzury zdrowego myślenia.

Kiedy mówimy o latach 90’, nie możemy nie wspomnieć o boomie koszykówki. Ryszard Łabędź, Włodek Szaranowicz i słynne Hej, tu enbiej! Najpierw retransmisje, a następnie nocne transmisje na żywo  meczy NBA na antenie TVP gromadziły przed telewizorami miliony kibiców w najróżniejszym wieku. Mecze nagrywane były na VHS i przekazywane dalej z rąk do rąk. Z rozdziawionymi gębami, zupełnie bezkrytycznie, oglądaliśmy popisy gwiazd tamtych lat. NBA szybko stała się w Polsce prawdziwą religią. Wszędzie można było zobaczyć dzieciaki w czapeczkach Bulls, Jazz, Suns, Orlando czy Hornets, w koszykarskich butach i z piłką w rękach. Dzisiejsze zainteresowanie Messim, Ronaldo czy Lewandowskim w niczym nie równa się z tym, jakie emocje wywoływało przez całe lata ’90 oglądanie i komentowanie koszykówki zza oceanu (pamiętam szeroko komentowany pierwszy występ Bulls w czarnych strojach!) Po latach szarości komunizmu wszystko, co amerykańskie było oczywiście najlepsze. NBA ze swoim Showtime! była tego najlepszym przykładem. Jordan, Pippen, Stockton, Malone, Penny Hardaway, Shaquille O’Neal, Sir Charles Barkley, Clyde „Glide” Drexler czy Hakeem Olajuwon oznaczały po prostu  nazwiska Bogów. Pewnie każdemu, kto pamięta tamte czasy, do dziś na ich wspomnienie oczy robią się lekko szkliste. Ten fenomen przełożył się nawet na naszą reprezentację, która pod koniec lat 90 odgrywała istotną rolę w europejskiej koszykówce.

To wszystko i wiele więcej oferowała 20 lat temu Telewizja Polska. Jeśli porównamy to z dzisiejszą ofertą TVP i jej oglądalnością, zrozumiemy czym jest martwa ścieżka ewolucji.

karl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>