Bruce Springsteen – High Hopes

HIGH_HOPES

To jeden z czterech wielkich bardów ameryki, jednym tchem wymieniany obok Dylana, Casha i Neila Younga. Kiedyś nagrywał płyty w rytmie wolna – szybka – wolna. Dziś, w nowym tysiącleciu kolejne wydawnictwa przypominają trochę rozdziały tej samej książki, ale w żadnym razie nie ma mowy o monotonii. Opowiadają o Ameryce, a to opowieść na więcej niż jeden akapit, niejednoznaczna, mieniąca się kolorami. Słychać w jego muzyce gwar Nowego Jorku, wielkie przestrzenie północnych i środkowych stanów, koloryt amerykańsko-meksykańskiego pogranicza, żarliwość gospel, proste historie, niczym w pieśniach pionierów śpiewanych przy ogniskach sto lat temu. Jest tu Ameryka dawna, która bezpowrotne odeszła, a do której ma Bruce nieskrywany sentyment. Jest też dzisiejsza, pokiereszowana po dziewiątym września, ogłupiona mediami, bezideowa, bezdomna. Ale zawsze swoją opowieść kończy happy endem. Podniesiesz się, dobiegniesz do mety i będziesz diamentem, jak mawia klasyk.

Na jednej z pierwszych płyt w tym roku znajdziemy stary-nowy materiał, kompozycje z ostatnich kilkunastu lat, które w większości nie doczekały nagrania w studiu, choć regularnie można je było usłyszeć na koncertach. Brzmią niezwykle energetycznie i nowocześnie, jeśli można tak powiedzieć o Springstreenie. Boss przeżywa coś na kształt drugiej młodości, pomimo 65 lat formy mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziesto –czy trzydziestolatek. Ale energia tej płyty to zasługa nie tylko lidera, ale też niespodziewanego gościa. Na okładce mamy dwóch Sprinsteenów. Zamiast tego powinien ją dzielić z drugą gitarą na tej płycie. Kiedy RATM w latach 90-tych nagrali cover The Ghost of Tom Joad, Morello nie przypuszczał z pewnością, że kiedyś obaj panowie spotkają się w studiu.

Wszystko zaczęło się od ruchu Occupy Wall Street i Woody’ego Guthriego, kolejnego z herosów amerykańskiej piosenki. Jesienią 2011 roku zupełnie niezależnie obaj wybrali „This land is your land” na hymn, którym postanowili walczyć z chciwością i nierównościami tego świata. Obaj mocno zaangażowali się w protesty, wspierając je występami na żywo i nagrywając na ich rzecz specjalne utwory. Dzięki zbliżonym poglądom, nieskrywanej lewicowości i nieustającym hołdom składanym klasie pracującej obaj panowie zaczęli też razem pracować. W zeszłym roku Boss zaprosił Morello na trasę po Australii. Współpraca tak przypadła im do gustu, że postanowili ją kontynuować wchodząc do studia. Na scenie wyglądają jak bracia, ramię w ramię, gitara w gitarę, grając i śpiewając pieśni buntu i niedoli. Liderem jest oczywiście Boss, Morello wyskakuje czasem zza jego pleców, ale jego charakterystycznej gitary nie da się pomylić z niczym innym.

 

 

Zaskoczeń nie ma, bo być nie może. „Just like fire would” to typowa opowieść o anonimowym bohaterze w poszukiwaniu szczęścia. Akustyczna gitara, dęciaki i Boss swoim żarliwym śpiewem pchający całość do przodu. „Down in the hole”  brzmi jak wyjęta z legendarnej Nebraski. „Frankie fell in love”, country rockowa opowieść o chłopaku z sąsiedztwa mogłaby bez problemu zasilić jeden z pierwszych albumów Bossa. Podobnie jak włóczęgowska ballada  „Hunter Of Invisible Game”. Ale są też momenty zaskakujące, mocniejsze, inne niż wszystko, co do tej pory nagrywał. Otwierający płytę utwór tytułowy to najbardziej rockowy kawałek od czasu „Radio Nowhere”. W pewnym momencie słyszymy prawie Rage Against The Machine i już wiadomo, że pojawił się Morello. Energetyczny folk „Heaven’s Wall”, w którym Springsteen poszukując nadziei, sięga do Biblii dostaje dodatkowego doładowania, gdy ze swoją gitarą włącza się młodszy z kolegów. We wspomnianym „Ghost of Tom Joad” nie tylko gra, ale też na zmianę ze Springsteenem śpiewa hymn dla bohaterów Wielkiego Kryzysu. W drugiej części daje popis swoich unikalnych technik gitarowych, i już wiemy że choćby z tego powodu jest to wyjątkowa płyta.

Nie ukrywa, że wzoruje się na Seegerze i wymienionych tu starszych kolegach, że ciąży czasem ku popowi. Ale wcale nie musi, broni się kompozycjami, tym co ma do powiedzenia. Oskarża winnych światowego kryzysu, pochyla się nad jego ofiarami żeby na końcu dać nadzieję na lepsze jutro. Tworzy portret Ameryki na przestrzeni wieków, pokazując, jak wiele rzeczy pozostaje niezmiennych. Bez wahania dołącza do niego lider najważniejszej może alternatywnej formacji lat dziewięćdziesiątych, co świadczy jedynie, że daleko mu jeszcze do odcinania kuponów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>