Dawid Podsiadło – Comfort and Happiness

dawid_podsiadlo

 

Dziś komercyjne radia oferują nam muzykę rozdrobnioną do atomów. Gdyby sugerować się najpopularniejszymi nazwiskami, prezentujemy podobny poziom jak w futbolu czy koszykówce – wyprzedzają nas prawie wszyscy. Trwa oczekiwanie na zbawcę. Na Next Big Thing. Za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawi się choć odrobinę ciekawa postać koneserzy wychowani na VIVIE i RMF wyskakują w górę, zrywają z siebie koszulki i wykonują taniec zwycięstwa, niczym w meczu z Montenegro. Za chwilę jednak sędzia odgwizduje spalonego. Scenariusz powtórzył się również w przypadku kolegi Podsiadły.

Kolejny produkt talent szoł ma swoje pięć minut. Wytwórnia rozkręciła machinę promocyjną, radio, telewizja i pożyteczni dziennikarze dęli w trąby 24 godziny na dobę. Jednogłośnie został uznany Podsiadło za wielkie odkrycie i czystej wody talent. Internet zaroił się od 13-letnich krytyków opiewających geniusz tego chłopaka:

 

 

Komentarze na Youtube też nie pozostawiają wątpliwości:

- cudowne objawienie, w końcu! potrzebowaliśmy tego bardzo

- Na polską scenę muzyczną w końcu po wielu latach wkroczył prawdziwy artysta. Głos, muzyka i teksty. Wszystko autentyczne, a ja niezmiernie się cieszę!

- nareszcie ambitna muzyka a nie dla pustych małolat..

- Niesamowita muzyka, niesamowity sęk, niesamowity głos, niesamowita osoba ; )

- to jest geniusz głosu , fenomen muzyczny – aż ciarki przechodzą

- Świetny teledysk, świetny utwór, świetna płyta i świetny artysta. Dobrze, że tak utalentowani ludzie jak Dawid Podsiadło albo Bisz tworzą na naszej scenie, tacy artyści powinni być promowani w radiu,

- Wreszcie artysta na którego warto zwrócić uwagę

- Na prawdę wielki szacunek nadchodzi era artystów nowego pokolenia. Jednak Polska młodzież coś potrafi zrobić na prawdę dobrze

Po ich przeczytaniu przychodzi do głowy tylko jedno: Polacy to lenie. Przynajmniej jeśli chodzi o muzykę. Zauważą coś dopiero, jak będą waleni pałą po głowie od rana do wieczora w tefauenie. Jeśli miałby być odkryciem polskiej muzyki, to takich odkryć było wiele w ostatnich latach. Tylko że nie stały za nimi wielkie pieniądze szołbizu. To, że chłopak jest sympatyczny i ma niezły głos pomylono z talentem. Ten jak na razie się jeszcze nie objawił.

Zupełnie nie znajduję uzasadnienia dla fali zachwytów nad tym komercyjnym od początku do końca produktem. Pisze Bartek Chaciński w „Polityce”: „Nieznajomy” pokazał w pięć minut, czym mogłyby być dzisiejsze nowe gwiazdy polskiej piosenki, gdyby miały i umiejętności, i repertuar. Ani jedno, ani tym bardziej drugie się na tej płycie nie pojawia. To kolejna z płyt na zamówienie. Brak oryginalnego stylu, śladu osobistego pomysłu na granie. Wszystkie partie z daleka pachną graniem sidemanów, którzy może i są w stanie zagrać wszystko, o co się ich poprosi. Z wyjątkiem czegoś oryginalnego. Brzmienie instrumentów i aranżacje dość mocno przypominają wcześniejsze płyty „Idoli” – Zalefa czy Silskiego. A wszystko mogło wyglądać inaczej. Wytwórnia zatrudniła najlepszy dziś może duet od produkcji porządnego popu – Bogdana Kondrackiego i Karolinę Kozak. On produkował płyty min. Ani Dąbrowskiej, Brodki, Edyty Górniak czy słynne „W aucie” Sokoła i Pono. Ona pisze teksty dla połowy śpiewaków z branży. Niestety uparli się, że będą pracowali nad materiałem Podsiadły. A jak wiadomo z pustego i Pilch nie naleje.

Płyta zaczyna się od przeglądu list przebojów na świecie. Poruszamy się w trójkącie (lub w kwadracie) Arcade Fire – Mumford and Sons – Coldplay (słuchać też zupełnie niedocenionego polskiego Snowmana), zadaniem producentów było chyba stworzenie rebusu pt. „Znajdź jak najwięcej podobieństw”. Trzeci w kolejności utwór to trochę taki Woodkid – próba zbudowania utworu na jednej frazie, wręcz na jednych dźwięku. Egzaltacja nastolatków raczej nie jest dobrym zaczynem dobrej muzyki. I w końcu pojawia się najjaśniejszy punkt płyty. W „Trójkątach i kwadratach” może słyszalne są echa Vampire Weekend czy Two Door Cinema Club, ale to i tak jedna z najlepszych kompozycji w polskiej muzyce w tym roku. Świetnie sprawdziłaby się zaaranżowana bardziej rockowo czy z rapowym wokalem. To jednak apogeum płyty i można tu zakończyć jej słuchanie. Jeszcze eksperymenty w następnym „Elephant” mogą zainteresować specjalistów od produkcji, ale muzycznie dzieje się tu niewiele. Do końca pojawiają się już tylko snuje bezczelnie wręcz naśladujące Coldplay. Po co słuchać Podsiadły, jeśli można posłuchać oryginału. Jeśli ktoś oczywiście musi. Bo to raczej zadanie dla masochistów.

Nie tylko Chaciński zachwyca się „Nieznajomym”. Słowa „niesamowity” i „klimatyczny” mnożą się za każdym rogiem internetu. W jaki sposób wyglądało kiedyś śpiewanie dramatycznego utworu można porównać tu:

 

 

i inny utwór z debiutu:

 

 

Nie jest to zła płyta. Stara się raczej docenić gust słuchacza niż go obrazić, jak większość polskich muzycznych produktów. Jest świetny singiel „Trójkąty i kwadraty”. Może też Podsiadło bez kompleksów śpiewać po angielsku, czego o całej reszcie szansonistów z wyjątkiem Titusa powiedzieć nie można. To z pewnością sympatyczny chłopak. Ale szum wokół tej płyty to ciągle dowód na słabość branży. Szołbiznes nie znosi próżni i potrzebuje wciąż świeżego mięsa. Podsiadło został wrzucony w środek tego bałaganu po prostu za wcześnie. Mając jeszcze niewiele do powiedzenia ogłoszony został nagle kimś wielkim. To wszystko jeszcze przed nim.

 

KREATYWNOŚĆ – ORYGINALNOŚĆ – STYL.

 

Jeśli ktoś spełnia te trzy postulaty, nazywamy go artystą i czekamy na kolejne płyty, bo czekać po prostu warto. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ukazała się całkiem spora liczba takich, które tekstami, kompozycjami, osobowością wykonawców z pewnością przebiły „Comfort and Happiness”. Pozbawione jednak nachalnej promocji nie trafiły do uszu tak wyczekujących na muzyczny przełom tefauenowych koneserów. Poniżej mały przegląd co ciekawszych. Po ich przesłuchaniu można zdać sobie sprawę, jak rzeczywiście toporne i wysilone jest to wydawnictwo.

 

 

Rok temu „Wilczełyko” zebrało całą masę świetnych recenzji, nawet ze strony stroniącego zazwyczaj od polskich talentów Wojciecha Manna. Krytycy zgodnie twierdzili, że od dłuższego czasu czekali na jego solówkę, słuchając gościnnych wykonów min. u Foxa czy Envee. Wszystkie epitety i etykiety przypisywane Dawidowi tak naprawdę należą się Skubasowi. Jednak zupełnie nie przełożyło się to na popularność. Ale w końcu nie wygrał iksfaktora, wiec raczej nie ma się czemu dziwić.

 

 

Za to doceniona zarówno Fryderykiem jak i niezłą sprzedażą debiutanckiej płyty została Mela Koteluk. Świetne kompozycje podbite dobrą dynamiką i naprawdę mądre teksty czynią ją chyba najlepszą płytą zeszłego roku. Niektórzy twierdzą, że może niedługo konkurować z Nosowską. Pożyjemy, zobaczymy.

 

 

Fabryką przebojów są z pewnością Siostry Sisters, czyli Natu i Pinnawela. Obie pokazują, co to feeling i umiejętne czerpanie z klasyki soulu i r’n’b. Jest przestrzeń, fajne groovy i naturalność. Podsiadło ma na czym pracować. Ta pierwsza, choć wydała niedawno płytę z piosenkami Janis Joplin, nie mogła odmówić sobie wrzucenia małej próbki tego, jak może brzmieć dobry, polski pop.

 

 

Siostra natomiast przyłączyła się do kolektywu swoich starych kumpli i razem zgłosili akces do napisania następnej piosenki do Bonda. Jazzy.

 

 

Żeby wytrącić z ręki argument tym, którzy będą twierdzić że przecież nie można porównywać śpiewających dziewczyn i chłopaków parę przykładów tych drugich.

 

Taka na przykład Łagodna Pianka. Bas automatycznie przywodzi na myśl Kobiety, innych herosów nieoczywistego, aczkolwiek bezczelnie chwytliwego grania, harmonie to dalekie echa The Car Is On Fire.

 

 

Afrokolektyw to moi osobiści faworyci w kategorii flow. Tak jak my wyszliśmy a Afryki, tak oni wyszli z hip hopu. Następnie pojawił się jazz, rock, funky i melodeklamacje o Karlu Malone i Utah Jazz. Dobra muza, co rzadkie, z dobrym tekstem. Przedostatnia płyta „Połącz kropki” była przełomem w pisaniu świetnych piosenek. Zeszłoroczne „Piosenki po polsku” są już w tej dziedzinie po prostu wybitne. Niemal w całości składa się z takich perełek jak ta:

 

 

plus ich piłkarska piosenka wszechczasów:

 

 

 

Poprzednia brygada wyszła z hip hopu, Hurt wyszedł z punka, ale w dziedzinie talentu do pisania chwytliwych melodii mogą sobie podać rękę. Czemy takie kawałki nie są grane w radiu to największa zagadka wszechświata.

 

 

 

Bezpretensjonalność, luz i prostota, która jest błogosławieństwem to drugie, trzecie i czwarte imię zespołu Płyny. Dodać należy, że studyjnie są równie dobrzy.

 

 

 

Jeśli już inspirować się zachodem, inspirować nie kopiować to właśnie tak, jak robi to Indigo Tree. Filip Zawada (ex-Pustki) i Pete Levy spotkali się na chwilę i tak grają już od 5 lat. Drugą płytę, na cześć naszego słynnego olimpijczyka nazwali Blanik. A przecież nawet przez moment nie byli w iksfaktorze.

 

 

Enchanted Hunters penetrują akustyczne rejony podlane lekko innymi smakami. Podopieczni Anteny Krzyku też nie grzeszą może stuprocentowym muzycznym indywidualizmem, ale proporcje wkładu własnego do pożyczki są tu zdecydowanie zdrowsze.

 

 

A jeśli o muzykalności i wrażliwości mowa, mamy Voice Band z Anitą Lipnicką. Trochę za bardzo retro jak dla mnie, ale wymienione cechy, za które nowi gorliwi fani tak cenią Podsiadłę tu przynajmniej brzmią szczerze.

 

 

Nawet jeśli Milcz Serce nazwiemy popem, to bez natrętnego mizdrzenia się do słuchacza. Z sygnalizowanymi pretensjami do alternatywy mają z pewnością osobisty przekaz i oryginalny styl.

 

 

 

 

Na koniec fenomen. Na razie domówek i studenckich klubów, ale hype jaki narobili nie da im spokoju, aż nie zaczną grać stadionówek. Domowe Melodie już niedługo wyprowadzą się z domu. Najbardziej czujny band w Polszy. Na bank.

 

 

 

Wujek Dobra Rada radzi: wyłączyć refauen i radio mało fajne, kupić dowolny tygodnik i przeczytać recenzję albo posłuchać swojego lokalnego radia. Bardzo szybko znajdzie się cały szereg kandydatów do postawienia na półce obok Podsiadły. Trzeba tylko rozejrzeć się dookoła.

karl

Komentarze

  1. staha

    a mi tam się podoba. Troszkę Coldplay, troszkę Soyki… i wyszło coś miłego dla ucha (które ostatnio zrobiło się mniej wybredne).

    Odpowiedz
      1. staha

        masz racje. wszystkie piosenki na tej stronie podoobaja mi się bardziej od Podsiadło. Dobrze ,, że masz tego bloga. Bo któż inny, jak ty, zainspirował by mnie dobrą muzyką.

  2. buarzejos

    A mnie się Skubas podoba. Choć każda z Twoich propozycji to mistrzostwo. Dobrze, że polska muzyka ocalała. A Domowe Melodie to prawdziwy słowiańsko-miejski power

    Odpowiedz
    1. admin Autor wpisu

      Ocalała i dzięki internetowi może się mieć coraz lepiej. Bez internetu takie Domowe Melodie miałyby o wiele trudniej się przebić.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>