Archiwa kategorii: MEDIA

Słowianie, czyli o tym co pokazywać

slowiankee

 

- „My, Słowianie” możemy zaoferować światu więcej niż wódkę, rumiane dziewczyny do spróbowania i tanią siłę roboczą. Tu błyskotliwa myśl się urywa, Jaś Kapela, as Krytyki Politycznej uznał, że załączony do tekstu obrazek rozwiewa wszelkie wątpliwości. Ja ciągle zachodzę w głowę, co jest naszą tajną bronią. Mam oczywiście swoje typy, ale nie znalazłem ich w groteskowym przedstawieniu duetu Kapela – Lee.

 

Czytaj dalej

Z kamerą wśród zwierząt

warsaw-shore-siatka-crop

 

Palec mi się ostatnio omsknął na pilocie i tak trafiłem na nowy program Jagielskiego w Superstacji. Kilkanaście lat temu w swoim „Wieczorze z Wampirem” wyznaczał nowe standardy w polskim talk show. W ostatnich latach był co prawda uosobieniem żenującej medialnej dziwki, ale z ciekawości zacząłem oglądać. Gościem była Honorata Skarbek, podobno piosenkarka. Nie wiem, nie śledzę vivy ani pudelka, wiedza ta jest mi obca. Rozmowa wbiła mnie w fotel. Nie idzie już nawet o poziom gościa, ale o to, że do tego poziomu przez cały czas próbował sprowadzać widza gospodarz. Kiedy po paru minutach rozmowa się nie kleiła, ten zapytał wprost o preferencje seksualne. Potem było już tylko gorzej. Było o wizytach w gejowskich klubach i wyświetleniach na jutiubie. Ani słowa o muzyce. Nic!

Czytaj dalej

Kobra atakuje latem.

teatr_sensacji_kobra

 

Upały za oknem i lipiec w kalendarzu oznacza jedno – nasz tryb życia ulegnie gwałtownym zmianom. Nikt już nie może myśleć o pracy, rozpoczynają się kanikuły. Jedni będą nad morzem jeść mrożoną rybę, słuchać muzycznej łupanki z tysiąca głośników i oddawać się romantycznym spacerom w deszczu. Inni wręcz przeciwnie – podziwiać tysiące koszmarnych reklam i stać w godzinnych kolejkach na Giewont. Ci, którzy znają się na rzeczy zostają w domu z zapasem zimnego piwa w lodówce – w TVP Kultura ruszają powtórki Teatru Sensacji „Kobra”.

Czytaj dalej

Will Ferrell kontra Chad Smith: The Drum-Off.

Drum off

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Willa Ferrella, nie pomnę już w jakim filmie, pomyślałem:  ej, Chadwick Gaylord Smith pozazdrościł Flea kariery filmowej i sam zaczął grać? Okazało się, że to odrębny ludzki egzemplarz, od tamtej pory stali się jednak bliźniakami, i tylko jeden urodził się sześć lat później. Z resztą nie tylko ja, chłopaki sami mieli z tego polew przez wiele lat, aż w końcu postanowili coś z tym zrobić. Will przystał na propozycję Chada, zgodnie z którą 300 tys. zielonych na koncie Cancer for College, fundacji na rzecz dzieci chorujących na raka oznacza bitwę na bębny. Kaska wpłynęła w mgnieniu oka, i trzeba było rozpocząć przygotowania.

Do całej sprawy zapalił się Jimmy Fallon i postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – zorganizował bitwę w swoim show. W ostatnich latach Jimmy wyprzedził konkurencję o kilka długości, jego kumpelą jest Pierwsza Dama, na żywo w studiu grają The Roots, a sam show tryska pomysłami i pozytywną energią. Ten występ to w pewnym stopniu spełnienie jego marzeń, sam bowiem dzieli talent komiczny z miłością do muzyki i to trochę tak, jakby on sam wystąpił na Drum Off. Pojedynek okazał się co prawda kuglarską sztuczką, na tremola Chada Will (którego partie de facto zagrał Questlove) odpowiadał żartami a do tego wygrał, ale liczy się przecież idea, a na osłodę spragnionym prawdziwej walki fanom, zagrali Red Hoci. Will zagrał na krowim dzwonku, a w komentarzach powtarza się jednen komentarz: more cowbell! Znaczy się, akcja się podobała. Nagranie po dwóch dniach ma już 15 milionów odsłon. Może Miley i Justin mają więcej, ale to i tak doskonałe świadectwo, że rock and roll żyje i ma się dobrze.

 

 

Jimmy Fallon natomiast sam mógłby napisać scenariusz odcinka, w którym pojawia się jego brat bliźniak, Ted Mosby, który z resztą gościł już w programie. Nie tylko ja wydaję się zauważać to podobieństwo.

http://jimmyfallonisbasicallytedmosby.tumblr.com/

 

 karl

O ekspertach.

ex

 

W 2009 roku rządowa agencja Tourism Queensland rozpoczęła słynną akcję promocyjną The Best Job In The World. Ale nie trzeba wcale wyjeżdżać do Australii, żeby móc liczyć na świetną fuchę. Wystarczy zostać ekspertem. Nie, tym razem nie chodzi o zespół Macierewicz & The Experts, to temat na inną opowieść. Politolog, ekonomista czy komentator sportowy trafili na prawdziwą żyłę złota. Ich profesje stały się dziś atrakcyjne jak nigdy przedtem. Awansowali do rangi celebrytów, całe ranki i wieczory zapełniają studia radiowe i telewizyjne, żeby z poważnymi minami opisywać nam świat. Nie ograniczają się przy tym do analizy zaistaniałych faktów. Oni przewidują też przyszłość. I tak każdy politolog powie nam, kiedy Donald Tusk wyjedzie do Brukseli, ile urośnie albo spadnie prezesowi PiS. Ekonomista dokładnie wie, jak będzie wyglądać przyszły rok w gospodarce (komentarz koniecznie musi być optymistyczny). Spece od sportu już rok przed Mundialem wiedzą, kto wzniesie puchar w Rio czy rok przed Igrzyskami wiedzą, ile medali zdobędzie Kowalczyk. Nie podają jedynie, gdzie bije krynica ich wiedzy. W końcu każdy, albo prawie każdy chciałby poznać przyszłość. Ta wiedza zarezerwowana jest jednak wyłącznie dla ekspertów.

Czytaj dalej

Stąd do wieczności 6/2014

 

#NEWKamil Stoch.

 

 

 

 

 

 

I tu w zasadzie mógłbym skończyć. Niestety nie zawsze musi być Stoch, w mijającym tygodniu inni też wykazywali się aktywnością.

Zdesperowana Kempa szuka sposobu, jak nie utonąć w serii zbliżających się wyborów i pisze do Meryl Steep – a nuż ktoś zauważy. Nie mając żadnego programu, w sytuacji gdy pół miliona dzieci głoduje, tworzy się kolejne synekury dla krewnych i znajomych królika, w fatalnym stanie od lat pozostaje oświata i opieka zdrowotna, pani poseł próbując za wszelką cenę odróżnić się na politycznej scenie wybrała gender i próbuje na nim ujechać jak najdalej. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że nie dojedzie zbyt daleko. Osobiście obstawiałbym Pacanów. Abo Berdyczów. Ludzi zainteresowanych tym co mówi, jest w Polsce trochę za mało, żeby myśleć o formowaniu rządu.

Jurek Owsiak poszedł drogą Kononowicza i zrezygnował „ze wszystkiego”. Przestał być szefem fundacji WOŚP, rzucił kluczykami od Land Rovera i służbową komórką i poszedł na wojnę z Matką Kurką. Szybko wstawili się za nim lekarze. – To, co się ostatnio dzieje wokół fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jest tak bulwersujące, że my, lekarze, nie możemy się temu biernie przyglądać – mówi dr Wojciech Walas, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dzieci w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Zapowiedział, że jego koledzy po fachu wkrótce również gremialnie wesprą WOŚP i Owsiaka. Piotr Kaliciński, krajowy konsultant ds. chirurgii dziecięcej w liście do fundacji apeluje, by Owsiak z żoną „trzymali wysoko podniesioną głowę ponad poziom niskich pobudek i oszczerstw”.

Otrząśnij się, Panie Owsiak – zwraca się do Jurka Jerzy Sawka w tekście równie emocjonalnym jak ostatnie wystąpienia jego adresata i przypomina, że Owsiak obiecywał grać z orkiestrą do końca świata i o jeden dzień dłużej.

 

Jednak najciekawsza puenta przyszła z Jaworzna. Joanna i Krzysztof Czuszek włąsciciele firmy Art-Com za kwotę 15 800 PLN wylicytowali możliwość nazwania ronda wybraną przez siebie nazwą. Od dziś nosi ono imię zmarłego w zeszłym roku Jeffa Hanemana, gitarzysty Slayera. Artykuł o tym wydarzeniu zamieścił min. Rolling Stone, a w komentarzach najczęściej pojawiało się hasło Poland Rocks! Slayer, klasyk trashu, w przeciwieństwie do Metalliki nie osiągnął popularności jak Madonna czy Jackson, ale zachował za to porządne brzmienie. Nie na darmo hasło kończące wszelkie dyskusje brzmi Slayer kurwa!

W zeszłym roku w proteście przeciw polityce rządu przed Kancelarią Rady Ministrów podpalił się Andrzej Filipiak, który wkrótce potem zmarł. Dziś jego żona bezskutecznie próbuje uzyskać rentę. Sama jest niepełnosprawna i musi się utrzymać za 520 zł miesięcznie. Na urzędnikach nie robi to jednak wrażenia. Tymczasem pieniądze dla ofiar wypadku w Smoleńsku przelane zostały błyskawicznie.

Od ponad trzech lat na całym świecie wybuchają uliczne protesty przeciw autorytaryzmowi władzy, neoliberalnej gospodarce i rosnącemu rozwarstwieniu społecznemu. Kolejny rozdział dopisała właśnie Bośnia. W kraju, w którym trwa dzika „prywatyzacja”, rząd wykazuje zadziwiającą apatię, bezrobocie osiągnęło właśnie 44 procent i wstrzymano wypłaty wynagrodzeń niezadowolenie społeczne osiągnęło właśnie masę krytyczną i robotnicy, z wraz z nimi bezrobotni i studenci wyszli na ulice. Protesty, które swój początek miały w Tuzli szybko rozlały się na cały kraj docierając też do Sarajewa. W siedzibie rządu wybito wszystkie okna i podłożono ogień. Nie udało im się powtórzyć tego samego z siedzibą prezydenta. Do stłumienia protestujących wezwana został policja używająca gumowych kul i armatek wodnych.

W większości krajów w których rządy straciły swój mandat do sprawowania władzy naród wyszedł na ulice głośno dając wyraz swojemu niezadowoleniu. Od Brazylii i Stanów Zjednoczonych, przez kraje arabskie po Ukrainę – wszędzie tam ludzie doprowadzeni do skrajności słusznie domagają się zmian. Tymczasem Polska milczy. Czekamy, aż duet PO-PSL stworzy więcej miejsc pracy dla urzędników niż dla tych, którzy będą musieli na nich pracować.

3-letnia  Charlotte Figi zwana Charlie chorowała na ciężką chorobę charakteryzującą się zatrzymaniem akcji serca. Miała nawet 300 ataków tygodniowo. W końcu przestała chodzić, mówić i jeść. W końcu zdesperowani rodzice zwrócili się do fundacji Realm of Caring Fundation założonej przez sześciu braci Stanley o pomoc. Bracia zajmują się hodowlą specjalnej odmiany marihuany, która zawiera śladowe ilości psychoaktywnej substancji THC, natomiast bogatej w CBD, substancji pomocnej w leczeniu wielu chorób. Kiedy Paige Figi, matka Charlie podała córce wyciąg z nowej odmiany marihuany, ataki ustały na siedem dni. Dziś liczba ataków spadła do dwóch w ciągu miesiąca a nowy gatunek na jej cześć został nazwany Charlotte’s Web. Dziś rozwija się prawidłowo.

„Elfy zablokowały budowę drogi” – tym nagłówkiem żyły media na całym świecie. Czy to możliwe, żeby w XXI wieku rozsądni, dorośli ludzie wierzyli w bajki? Tu musiało być jakieś drugie dno. By je poznać, polecieliśmy do Reykjaviku. Artykuł takiej treści zawisł ostatnio na główniej stronie gazeta.pl. Genialne! Skoro Wyborcza zatrudnia na śmieciówce, to chociaż naciągniemy ich na darmowy wypad na Islandię! Oto rada dla pozostałych stażystów – znajdźcie dowolnie durny artykuł z maksymalnie odległego krańca świata i rzućcie naczelnemu, że jedziecie wyjaśnić tą fascynująca zagadkę. Macie co najmniej pięćdziesiąt procent szans, że się uda. Oczywiście na końcu okazało się, że nie chodzi o elfy tylko o technologię budowy drogi przez pole lawy, która jest kosztowna i dlatego drogę poprowadzono dookoła. Ale to pozostało tylko ziarenkiem prawdy pośród opowieści, jak powinniśmy zachować się, gdy spotkamy elfa.

Tymczasem w Polsce wiara w zjawiska nadprzyrodzone jest jak najbardziej żywa. Lekką rączką premier wyłożył 6 milionów na Kościół zupełnie wbrew zapisom Konstytucji (Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym – art. 25 ust. 2. Konstytucji RP). Ale powiedzmy sobie szczerze – kto go za to rozliczy? Elfy?

Kultura

W sieci pojawił się polski zwiastun filmu „The Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Co prawda Tadeusz Sobolewski uznał go za fantastycznie opakowane nic, ale takie nic chciałoby się oglądać jak najczęściej.

 

 

karl

Stąd do wieczności 07/2014

#NEW

Ze sporą przyjemnością można było w zeszłym tygodniu usiąść przed telewizorem z kubkiem czego kto tam lubi i obserwować, jak dawni bohaterowie szorstkiej przyjaźni, Miller i Kwaśniewski wiją się jak piskorze. Sami już nie wierzą, że afera z więzieniem w Kiejkutach ujdzie im to na sucho, po prostu chcą zyskać jak najwięcej czasu.

- Ponosimy odpowiedzialność polityczną [....] natomiast nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek formy odpowiedzialności prawnej, ponieważ moim zdaniem nie ma żadnych podstaw do tego – mówił Kwaśniewski.

- Na pewno były rzeczy, o których nie wiedziałem. Państwo stanęło jednak na wysokości zadania. Islamski terroryzm to plaga. Największa plaga – mówił tymczasem Miller. Pytany o ewentualne tortury odpowiadał: – Nawet jeśli takie rzeczy były, polscy oficerowie nie uczestniczyli w tym. Generalnie jestem przeciwko torturom. Oczywiście, podobnie jak przeciw korupcji politycznej czy suflerom dyktującym treść spontanicznej odezwy do narodu.

Tymczasem zupełnie niezrażony doniesieniami Washington Post do Polski przyleciał Chuck Hagel. Nazbierało się kilka spraw i Obama wysłał jeden ze swoich podnóżków, żeby zrobił dobre wrażenie i nie wracał bez podpisanych umów. Nic, w zasadzie piórko, bagatela, roboty na pięć minut. Trzeba tylko zostać dłużej w Afganistanie, wydać wszystkie pieniądze z budżetu MON u Wujka Sama i powkurzać Putina na Ukrainie. Co to dla nas. A Kiejkuty? Wizy? To później, później.

Pan Paprykarz, człowiek który używa języka polskiego wyłącznie w formie pytającej skorzystał z zamykającego się właśnie okienka transferowego i przeszedł z Pogoń PiS do PO City. Jak żyć, panie premierze – zadawał kiedyś swoje słynne pytanie. Dziś rozszerzył swój retoryczny wachlarz i zasypuje pytaniami opozycję. 2,5 tys gotówki, żywej, i pomoc taka, jak mówię – albo do 70 proc., 67 dokładnie, albo do 90 proc., jak ktoś na vacie. To jest pomoc czy to nie jest pomoc? Pan poseł Suski, kiedy u nas był? Śmie się wypowiadać, że na obiecankach się skończyło. Pytał się o to mnie albo innych rolników? Inne chłopaki pytają się mnie, gdzie ten PiS twój, gdzie tutaj ktoś jest? Przyjechał, zapytał się ktoś, myśli pan? Na jakiej podstawie tak mówi? – Stanisław Kowalczyk zawstydził tempem samego Bartoszewskiego.

Szkoła policyjna w brandenburskim Oranienburgu nie może sobie poradzić z deficytem kandydatów do służby, postanowiła więc poszukać na wschodzie. Wystosowana została oferta do absolwentów szkól średnich w Polsce, którzy w przyszłości służbę mieliby prowadzić na polsko-niemieckim pograniczu.

A może wezmą też premierów, ministrów, sędziów i urzędników, a my znajdziemy sobie nowych? Swoją drogą dziś Kloss miałby o wiele łatwiej.

Obsztorcował premier Tusk wojewodę lubelską Jolantę Szkołno-Koguc. Słupki spadają panującej nam partii, a tymczasem media donoszą, że z powodu opadów śniegu ludzie zostali odcięci od świata na kilka dni.

Ma jeszcze premier trochę roboty. Polska dobija właśnie do miliona urzędników. W takim np. lubelskim mamy Urząd Marszałkowski (1000 ludzi), Urząd Wojewódzki (1000 ludzi) czy Sztab Zarządzania Kryzysowego. Tym razem do Sobieskiej Woli dojechał pług, kilka dni wcześniej PKP pasażerom pociągu, który utknął w polu podstawiła taksówki. Na kogo teraz kolej?

Brazylijski sędzia Ernesto Frederico Cardoso Maciel uniewinnił dilera handlującego marihuaną, uznając że przepisy są niezgodne z konstytucją, naruszają zasady równości. – Wprowadzenie zakazu było wynikiem zacofanej kultury i błędnej polityki – powiedział sędzia. – Wydaje się niespójne, że inne substancje odurzające, takie jak alkohol i papierosy, są nie tylko dozwolone (generując miliony zysku dla producentów), ale również uwielbiane przez społeczeństwo.

Dotychczasową wojnę z narkotykami za bezsensowną uznały Holandia, Czechy, Urugwaj czy kilka stanów USA. W takiej Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii policja dawno odstąpiła od karania za posiadanie marihuany. Tymczasem w Polsce wciąż można za 0,1 grama iść do więzienia. Wkrótce znajdziemy się w elitarnej grupie z Rosją, Chinami i Koreą Płn.

Na głowie kwietny ma wianek, przyjeżdża do studia, gdzie swój program nagrywa Jimmy Kimmel i z miejsca staje się gwiazdą. Pytanie „jak mogę zadowolić mojego chłopaka” przejdzie do historii programu. Okazało się, była to spontaniczna akcja promocyjna kanału f-animation. Kasia pisze o modzie (jakby inaczej) i lubi się pośmiać. Brawo!

Lista nieobecności

 

W zeszłym tygodniu zmarła Nina Andrycz, dożywając imponującego wieku 101 lat. Ikona polskiego teatru, grała najważniejsze postaci w dramatach Słowackiego czy Szekspira, występowała w filmach Zanussiego. Szybko jednak znaleźli się tacy, którzy postanowili pokazać obie strony monety.

 

kiedy umarł Józef Cyrankiewicz? mąż Andrycz….miała męża jednego z najważniejszych w całym bloku socjalistycznym…. pisze krzysztofkubasiewicz.

Pamejud – To ten sam babiszon który śmigał cadillakiem w czasie kiedy milicja strzelała do robotników?

Wznosiła toasty z Mao Tsetungiem! – dodaje ptr0.

Zaiste, niełatwo być prorokiem we własnym kraju.

Zdjęcie tygodnia

Dziś w zasadzie cała seria zdjęć tygodnia. Aleksander Wałow na swoim blogu SocziBlog prezentuje poziom przygotowań do Igrzysk. Miasto tonie w śmieciach, budynki właśnie wchodzą w stan surowy, ekspresowe tempo prac powoduje liczne fuszerki. Przt przecinaniu wstęgi uśmiechy będą pewnie tęgie.

 http://www.blogsochi.ru/content/olimpiada-cherez-zadnitsu

 

karl

Stąd do wieczności 04/2014

#NEW

Ukraina (Zachodnia) chce do Unii, Janukowyczowi bliżej do Putina, a na ulicach Kijowa, Lwowa i dziesiątek innych miast od tygodni odbywa się widowiskowy karnawał walk o przyszłość w innej niż dzisiejsza rzeczywistości. Choć tylko jednego dnia w rocznicę wydarzeń na placu Tahrir zginęło w Kairze kilkukrotnie więcej protestujących, to niewątpliwie oczy świata zwrócone są dziś w kierunku naszego wschodniego sąsiada. To mapa użytkowników konta #euromaidan na świecie:

euromaidan

A Stephen Colbert w swoim satyrycznym programie wystąpił w takim oto nakryciu głowy:

American TV presenter of The Colbert Report

Najmodniejszym gadżetem w Kijowie jest opona:

opona1

 

 

opona2

 

 

 

opona3

A Ilia Jaszyn na Twitterze zauważa:

Niektóre ujęcia z Polski w 1981 roku po prostu nie można odróżnić od zdjęć Kijowie 2013. Polacy w końcu dotarli do UE. I umieszcza to zdjęcie:

1981

Jednym z bohaterów stał się reporter TV Republika Bartłomiej Maślankiewicz, który próbował robić wywiad z milicjantami odpierającymi atak na parlament. Z wiadomym skutkiem.

Wobec zdecydowanej postawy Ukraińców i przy zdecydowanym poparciu światowej opinii publicznej protestujący wydają się skazani na zwycięstwo. Ale ktoś, kto wydaje rozkaz strzelania ostrą amunicją do własnych obywateli nigdy nie będzie skłonny do oddania władzy.

Jedni walczą z Janukowyczem, inni z wyobrażeniem starości. Pan Antoni postanowił, że nie zostanie ramolem i doprowadza ZUS do łez. Właściwa dieta, ćwiczenia, ale przede wszystkim pozytywne myślenie i w wieku 91 lat daje czadu! 300 tysięcy wyświetleń na YT, kilka tysięcy znajomych na FB, a w ostatnim tygodniu został bohaterem dzienników.

Wiedziałem, że ten internet to potężna broń, ale nie sądziłem, że aż tak potężna. I dobrze! Jeśli kogoś poruszę i to dosłownie, to przecież tylko powód do radości. Nie wszyscy na emeryturze mają taką formę jak ja, ale warto starać się, ćwiczyć - przekonuje 91-letni Antoni Huczyński.

Gdyby media zamiast o celebrytach i pożal się Boże politykach częściej informowały o takich ludziach jak pan Antoni, świat były szczęśliwszy.

Po 36 latach Polak ponownie triumfatorem Wielkiego Szlema. Kubot w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem wygrali AO.

Chociaż profesjonalną karierę zaczynał w 1998 roku, jego kariera eksplodowała na dobre dopiero w roku 2010. Zarówno w grze pojedynczej, jak i w deblu (obie konkurencje traktuje na równi) osiągał wtedy ćwierćfinały Wielkiego Szlema i awansował na 41 miejsce w rankingu ATP. Od tej pory zadomowił się w czołówce, jednak na życiowy sukces musiał poczekać do stycznia tego roku.

W wywiadach Kubot podkreślał, że przede wszystkim cieszy go to, że zwycięstwo odniósł wreszcie partnerujący mu w Melbourne Robert Lindstedt. Starszy o pięć lat Szwed trzykrotnie wcześniej wystąpił w decydującym meczu Wimbledonu (2010-12), ale wraz z Rumunem Horią Tecau za każdym razem musiał uznać wyższość przeciwników.

- Współpracowałem z wieloma doskonałymi tenisistami i tylko z kilkoma z nich wszystko układało się tak dobrze jak teraz. Byłem w naprawdę trudnej sytuacji po kontuzji Juergena, a zawodnicy specjalizujący się w deblu byli już zajęci i musiałem szukać wśród singlistów. Łukasz był w tym wypadku najlepszą opcją. Ma niesamowitą, pozytywną energię, dzięki której ja sam staję się lepszym graczem. Niezbyt często jesteśmy świadkami czegoś takiego – podkreślił Lindstedt.

Chyba rozegrałem swój najlepszy w karierze mecz w deblu. Nigdy nie zapomnę ostatnich dwóch tygodni – zapewnił na konferencji prasowej Kubot.

Nie zwalniają również siatkarze. Cztery mecze, cztery zwycięstwa i Jastrzębski Węgiel zmierzy się z Asseco Resovią w walce o awans do Final Four. Co najważniejsze, nie jest to jakaś nagła eksplozja, to skutek solidnie budowanych od lat ekip, z ambitnymi zawodnikami w składzie. Nie tak znowu dawno reprezentacja przywiozła z ME np. złoty medal. Łatwo wyobrazić sobie Lecha walczącego półfinale Ligi Mistrzów ze Śląskiem, trudniej gdy już odłożymy playstation na bok. Ale to ciągle potykający się o własne nogi tzw. piłkarze pozostają z niewyjaśnionych względów największymi gwiazdami w tym kraju, zarabiając po kilkadziesiąt tysięcy euro miesięcznie. Po kilkunastu kolejkach rundy jesiennej wszyscy jak jeden mąż twierdzili, że nie mają już sił., choć wcześniej odpadli ze wszystkich możliwych pucharów.  Tymczasem siatkarze co trzy dni grają nieprzerwanie od kilku miesięcy, i będą grać dalej aż do maja. Komuś tu powinno być głupio.

Działają razem od 2003 roku, cztery lata temu postanowili zająć się drukiem 3D. Kiedy powstały już pierwsze prototypy, postanowili wypłynąć na szersze wody i w zeszłym roku zgłosili się do Kickstartera. Tam odnieśli największy polski sukces, zbierając w krótkim czasie 180 tys. złotych. Pozwoliło im to na stworzenie ostatecznej wersji Zortaxa M200. W zeszłym tyg. Dell, światowy potentat w branży komputerowej ogłosił, że zamówił w olsztyńskiej firmie 5 tysięcy urządzeń. To pokazuje, że Zortax stał się z miejsca jednym z największych graczy na rynku 3D na świecie. Dell docenił bowiem nie tylko cenę urządzenia, ale przede wszystkim jego funkcjonalność i jakość. A na forum od razu czujni czytelnicy wypomnieli polskiemu rządowi swoisty patriotyzm gospodarczy. Kiedy Dell otwierał fabrykę w Łodzi dostał 100 tys. zł za każde miejsce pracy. Zortax na razie nie otrzymał złotówki.

Swoją drogą ma Olsztyn rękę do akcji crowdfundingowych – od zebrania potrzebnej kwoty na portalu Sellaband rozpoczęła się kariera Julii Marcell.

Antybohater

Bohaterów było wielu, antybohater tylko jeden. Rząd ogłosił właśnie, że nie zamierza budować w Polsce elektrowni atomowej. Jednak od dwóch lat istnieje spółka PGE Energia Jądrowa, której prezesem jest Aleksander Grad. Jako minister skarbu w rządzie PO doprowadzil do upadku polskich stoczni, negocjując z tzw. „inwestorem katarskim” który okazał się fatamorganą. Dziś pobiera z budżetu państwa pensję w wysokości 55 tys. zł miesięcznie – więcej niż prezydent, premier i minister razem wzięci. Tak oto Platforma kontynuuje swoją jakżesz piękną akcję „Rodzina na swoim”.

Kontynuując temat z poprzedniego tygodnia dziś znów trochę o Kulturze (wyłącznie z dużej litery). Nowy rok i nowe płyty. Zajawki przedstawili min. Pablopavo, Pustki, Luxtorpeda i Lollipops.

Pablopavo

http://www.youtube.com/watch?v=QvySQkFynnY

Pustki

http://www.youtube.com/watch?v=DJmCAj5Yujw

więcej brzmienia nowej płyty:

https://www.youtube.com/watch?v=JbmVA4Ls604

 

https://www.youtube.com/watch?v=VSjfX5p7WYY

 

Coś mi się wydaje, że słuchali tUnE-yArDs.

 

Luxtorpeda

http://www.youtube.com/watch?v=q8yjlmMXPtc

Maria Peszek wydaje Jezus is aLive

http://www.youtube.com/watch?v=y3FomOu6i3I

Nowy album zapowiada też Rojek:

https://www.youtube.com/watch?v=jCLA–zDzqw

 

https://www.youtube.com/watch?v=H3A5r9Z1J_A#t=11

 

Lollipops

http://www.youtube.com/watch?v=MhX_42sMewA

Powraca dawno nie widziany Negatyw

https://www.youtube.com/watch?v=u3-sfwVGdPo

A na świecie pierwszą ważną płytę wydał Boss. Nie sam jednak a z Tomem Morello. I wyszyła mieszanka wybuchowa.

http://www.youtube.com/watch?v=rOPDhoZH91g

 

Wideo tygodnia

Prowadząca news przerywa korespondencję z Davos, aby podać newsa o Bieberze

http://www.youtube.com/watch?v=GH68bSJXGE8

 

Jeden z komentarzy pod nagraniem mówi: Walter Cronkite byłby dumny.

 

Cytat tygodnia

 

Sorry, mamy taki klimat

Elżbieta Bieńkowska o awariach na kolei

„Sorry, mamy taki klimat, niestety” to zdanie monumentalne. To zdanie klucz, które zawiera w sobie całą polską zaściankowość, prowizorkę, fatalizm i wszystkie inne cechy narodowe, w  większości nie przynoszące chluby. Sorry, mamy taki klimat, niestety  i będziemy się dalej musieli ze sobą męczyć, spierać, złościć, patrzeć na egoizm, chamstwo i siermiężny brak kultury. Sorry, mamy taki klimat, niestety i jedni kradną a inni przyglądają się temu i klną po nosem, polityków wybierają spośród Kaczyńskiego i Tuska, idą na studia które nie dają pracy na których studiują metodą kopiuj-wklej, narzekają na rząd jednocześnie oczekując, że ten sam rząd wszystko zrobi za nich. Naród, który uważa się za najwspanialszy na świecie, jednocześnie nie robiąc nic aby ten obraz wspierać i budować.

„Sorry, mamy taki klimat, niestety” podsumowuje ostatnie ćwierćwiecze, a może nawet kilka ostatnich wieków. Gdzie Hitler i Stalin zrobili co swoje, tam krótkowzroczny naród wciąż gotuje swoje frustracje w kotle ignorancji.

karl

Stąd do wieczności 03/2014

paszport

Poprzedni tydzień nie przyniósł spektakularnych wydarzeń. Nie wybuchł żaden trotyl, nikt się nie zamieniał zegarkami, nikt też nie zmienił płci. Dzięki temu można było skupić się na Kulturze. Wszystko za sprawą Paszportów Polityki. W zupełnie subiektywnych wyborach (czy można inaczej?) nagrodzili tych, którzy ich zdaniem wyróżnili się w zeszłym roku. Inaczej niż w przypadku Sound of BBC, które z roku na rok każe nam słuchać coraz więcej plastiku i nijakości, tu możemy się spodziewać zjawisk i nazwisk godnych uwagi. To jedna z nielicznych okazji, gdy z mediów dowiadujemy się, że coś takiego jak kultura w ogóle istnieje, niektórzy mieli też okazję poznać nawet nazwiska jej twórców.  Choć i tak we relacjach dominowały komentarze na temat kreacji zaproszonych gości. Znak czasów.

Dla większości Polaków Kultura to MjM, Opole, Sopot, Sylwester z Polsatem i rysunek córki na Dzień Babci. Przykład ostatni to zrolowana Urbańska, która nie poprzestała na nagraniu Keine Grenzen w wersji dance, ale rozpoczęła swój performance, biegając po kolejnych studiach i przekonując że to dobra piosenka, bo Janusz tak twierdzi. Poziom śmieszności i  napinki owej pary rósł z każdym dniem, ale nic to, takie czasy – nieważne co mówią, ważne żeby mówili. Kiedyś pewna pani śpiewała:

Bo to co nas podnieca,
to się nazywa kasa,
a kiedy w kasie forsa,
to sukces pierwsza klasa.

Tak, kiedyś nawet Maryla robiła sztukę.

Kultura jest dziś wykorzystywana zupełnie instrumentalnie, potrzebna głównie do tego, żeby pokazać się w jej towarzystwie w błysku fleszy i zapomnieć na następne 12 miesięcy. Ze strony państwa nie istnieje jakakolwiek długofalowa forma promocji kultury, obywatele jakoś nie wydają się tą ostatnią specjalnie zainteresowani. Tymczasem dzieje się, w takiej muzyce napszykłat zeszły rok przebiegał dla mnie osobiście pod znakiem Domowych Melodii, UL/KR, Zalewskiego czy choćby zestawionych ze sobą retro płyt Rusowicz/Wagle. A w ostatnich latach MKL, Afrokolektyw, Lollipops, Little White Lies, Black Tapes, RUTA czy Moja Adrenalina/Semantik Punk. Ale przede wszystkim olanie mejdżersów i wysyp świetnych małych wytwórni z jeśli nie genialnymi, to przynajmniej utalentowanymi artystami. Kiedyś był Sławek Pietrzak i jego S.P. Records, pojawiły się hiphopowe Asfalt i Prosto, Kayax przejął pop. Dziś takie Lado ABC, Nasiono, Biodro czy Wytwórnia Krajowa pod swoimi skrzydłami mają tych, którzy Paszporty Polityki będą dostawać w przyszłości. To również koncertowe sceny Czwórki, Roxy czy otwARTa scena w Radiu Łódź. Oprócz Gdyni, Warszawy, Krakowa, Katowic czy Poznania z roku na rok powstaje coraz więcej małych, ale ambitnych festiwali. Utwór MKL królował na play liście rozgłośni ze Seattle, Pustki zagrały na amerykańskim SXSW, polskie zespoły coraz częściej grają na europejskich festiwalach, do nas regularnie przyjeżdżają w końcu wszyscy najwięksi. W mediach jednak bardziej opłaca się pokazać pieprzących bzdury Kaczyńskiego czy Tuska.

Bohaterami tygodnia więc Polityka (tygodnik, nie doktryna) i laureaci Paszportów. Antybohaterami wszyscy ci, którzy o laureatach nigdy w życiu nie zająknęli się na wizji/fonii/łamach, choć mieli ku temu okazję.

Co oprócz Paszportów?

Polskie media szybko znudziły się wydarzeniami na Ukrainie i mogło się wydawać, ze zapanował tam spokój, Tymczasem na Majdanie i innych placach Ukrainy od wielu tygodni trwają protesty i nierzadko również starcia z milicją. Spora część społeczeństwa nie może się pogodzić z kłamstwem Janukowycza, który tuż przed szczytem z UE odwołał zapowiedziane wcześniej podpisanie paktu stowarzyszeniowego. Od dwóch miesięcy toczy się tam wojna domowa, na szczęście bez rozlewu krwi. Ostatnie protesty są skutkiem zmian w prawie, które zwiększają odpowiedzialność za udział w nielegalnych zgromadzeniach a także ograniczają działalność organizacji pozarządowych.

Światło dzienne ujrzały dokumenty świadczące o tym, że rząd Margaret Thatcher brał udział w masakrze kilkuset Sikhów sprzed 30 lat. W Wielkiej Brytanii wybuchł skandal, laburzyści domagają się odtajnienia pozostałych akt dotyczących tych wydarzeń. I tylko Polakom jak żywo przypomina się to, co wydarzyło się trzy lata wcześniej. Polak – Anglik dwa bratanki, do karabinu i do szklanki.

Zmienia się też profil legionisty. Do niedawna byli to prawdziwi, najprawdziwsi Polacy, obrońcy wiary a także etosu kibica. W rękach mogli mieć co najwyżej biało-czerwoną flagę, obraz Świętej Rodziny, kostkę brukową albo bejsbolowy kij. Z obowiązkową łysą głową i w sportowym anturażu. Jednak w 2014 roku w mieście słynącym z tęczy nastały rewolucyjne wręcz zmiany. Dziś najmodniejszy kibic legii jest dumnym przedstawicielem filizofii gender, nosi szalik w kolorach tęczy i śmiało przychodzi z chłopakiem na mecz.

- Zaraz pojawią się głosy, że to podpucha, że fanpage stworzyli pewnie poznaniacy z Lecha. Ale ja naprawdę jestem kibicem Legii, gejem. Stronę założyłem, żeby zacząć dyskusję, bo przy Łazienkowskiej chcę się czuć swobodnie z moim facetem – mówi Adam, autor strony Legia – Sekcja LGBT. Kibice w innych miastach Polski mogą jedynie zazdrościć i się uczyć.

A skoro o sporcie mowa, siatkarze z Rzeszowa i Jastrzębia po raz kolejny pokazują, na czym polega różnica pomiędzy mężczyznami i chłopcami. Ci drudzy, udający czasem piłkarzy od lat odstają lekcję, co znaczy być dobrym sportowcem. Żeby dorównać swoim kolegom z parkietu musieliby w ćwierćfinale Ligi Mistrzów pokonać taką np. Benfikę i Man City. Tymczasem nie są w stanie w prowincjonalnych rozgrywkach pokonać zawodników z Cypru. Ale charakter pokazali panowie na trasie Dakaru. Hołowczyc, Czachor z Dąbrowskim, debiutant Martin … a przede wszystkim Sonik osiągnęli życiowe rezultaty w rajdzie, w którym triumf od śmierci oddziela cienka czerwona linia. Tam do mety dojeżdżają tylko wybrańcy. Tak dramatycznych wydarzeń nie ma może w Monte Carlo, ale też trzeba znać się na rzeczy. Kubica na razie kontynuuje naukę w swoim bezkompromisowym stylu. Wygrywając jednak dwa pierwsze oesy pokazał jaki prezentuje potencjał. Dodajmy tylko, że wspominał już kiedyś o Dakarze.

Komentarz tygodnia

Thatcher miała zatem w ciągu ledwie półtora dnia kilkakrotnie więcej ofiar na sumieniu niż rząd i służby Jaruzela przez półtora roku.

Ding Dong, The Witch Is Dead!

Brytnej pode trekstem o Thatcher

karl

Google Glass i inne nieszczęścia.

Brian Ho

Współczesna cywilizacja coraz bardziej zmusza do ucieczki od niej samej. Oto dzięki najgłośniejszemu wynalazkowi ostatnich miesięcy – Google Glass, korporacja wchodzi do twojej głowy aby pożyczyć twoje oczy i zwiększyć sprzedaż.

Mat Honan z amerykańskiego serwisu Wired użalał się w ostatnio w artykule cytowanym przez Gazetę Wyborczą, jak to źle został potraktowany nosząc google gogle. Drugi z panów, Robert Scoble z portalu Next Web twierdzi co prawda, że Google Glass nie jest urządzeniem zbyt wdzięcznym, ale tylko dlatego że nie ma w nim jeszcze facebooka. Gdyby był, byłoby to narzędzie idealne.

Edward Snowden publikując informacje o amerykańskiej agencji NSA, pokazał czarno na białym to, czego wszyscy i tak się domyślaliśmy. Google przekazuje bez wstępnej selekcji agencji, a więc amerykańskiemu rządowi wszelkie dane na temat swoich użytkowników. NSA ma wgląd w każde kliknięcie naszego komputera podłączonego do sieci. Teraz Google znalazło sposób, aby tę inwigilację rozciągnąć poza granice internetu. Obiecując przyszłym użytkownikom mniej lub bardziej wydumane funkcje i generalnie wizję podróży w przyszłość już dziś znalazło sobie rzeszę wiernych poddanych, którzy za zupełną darmochę (a w zasadzie dopłacając do interesu 1600 $) będą mu systematycznie dostarczali gigabity danych dziennie. Nawet ci, którzy czytali informacje na temat Snowdena i jego raportu nie wyciągją wniosków, w najlepszym wypadku zapominają o nich tuż po lekturze. Nawet tak znamienna publikacja zdaje się nie zmieniać nawyków i myślenia o współczesnym świecie przez zdecydowaną większość z nas.

Współczesne korporacje w znakomitej większości nie zajmują się rozważaniami, w jaki sposób uczynić nasze życie lepszym. Podstawowym zadaniem korporacji jest zaspokajanie naszej próżności. W przypadku takiego np. Google Glass chodzi o to, aby jak najszybciej wykonać i przesłać do sieci informację, a najlepiej zdjęcie z miejsca, które kojarzy się z luksusem czy zamożnością. Nawet sam fakt posiadania tej zabawki jest już dla wielu z nas wystarczającym magnesem do jej kupna. Jednak Google nie pozostawia niczego przypadkowi. Dwaj przytoczeni wyżej dziennikarze to jedynie kropla w morzu kroków, jakie podjął koncern, aby dostatecznie wypromować swój nowy produkt. Pół roku temu Wyborcza nieustannie bombardowała czytelników informacjami na temat GG. Możemy założyć, że robiła to jedynie z dobrego serca, jednak wydaje się to mało prawdopodobne. A w kolejce stoi już cała masa firm, których reklamy będą bombardować przyszłych użytkowników nowego wynalazku. Głównie w tym celu został on powołany do życia.

Google, obok Microsoftu, Apple’a i Facebooka jest posiadaczem największej bazy danych na temat ludzkości. Baza danych ZUS jest przy tym 16-stronnicowym kieszonkowym kalendarzykiem. Liczba ludzi podpiętych do globalnej sieci przekroczyła właśnie 50%. Jeśli założymy, że z usług najpopularniejszej przeglądarki korzystają nie wszyscy, ale jedynie zdecydowana większość, Google trzyma ok. 3 miliardy ludzi w garści. Oficjalnie celem korporacji jest sprzedaż jak największej ilości produktów i usług jak największej liczbie klientów. Tyle, że przy jej specyficznym charakterze to jedynie jeden z trzech filarów jej działalności. Dysponując tak ogromną, a przez to przez wielu pożądaną bazą danych, musi/może wykorzystywać ja do innych celów. Żeby nie mieć kłopotów, musi przekazywać ją amerykańskiemu wywiadowi. Jeśli jakikolwiek wywiad może jednym nakazem zdobyć tak łakomy kąsek, z pewnością to zrobi. Może też właściciel tego łakomego kąska podwoić swoją pulę w łatwy sposób, sprzedając wybrane informacje na temat naszych nawyków i stanu konta mniejszym drapieżcom pływającym w tych samych wodach. Podprogowe informacje i „użyteczne” linki wpływają na nasze zachowania, w sztuczny sposób podkręcając konsumpcję towarów i usług, które w coraz większym stopniu są dla zdrowo myślącego człowieka zwyczajnie bezużyteczne. Jak to bywa z większością wynalazków, również internet jest bronią obusieczną. Chociaż daje nam sporo nowych możliwości, bombarduje na również miliardami impulsów. Niestety nie wszystkim możemy się oprzeć. Google właśnie rozciągnęło granice internetu na przestrzeń rzeczywistą, jednocześnie wciągając do gry nawet tych, którzy nie mają na nią ochoty.

Wszystko to oczywista oczywistość, niewarta uwagi. Przerażeniem napawa jednak fakt, jak wielu chętnych przebiera nogami, aby bez względu na konsekwencje móc pochwalić się nową zabawką. Zabawką, która jak żadna inna w historii ustala nowe granice kontroli nad społeczeństwem, inwigilacji i utraty prywatności. Im dalej od roku 1984, tym wizja Orwella staje się bardziej realna. Możemy powiedzieć, że wystarczy nie kupować i nie nosić okularów. Ale czy możemy wykluczyć, że Google (we współpracy z NSA) okaże się wystarczająco potężny, aby za kilka lat narzucić służbom, dajmy na to w Polsce, obowiązek noszenia GG jako urządzenia polepszającego możliwości pracy, a następnie wprowadzić je do szkół. Sześcio- czy siedmiolatki, które raz spróbują wynalazku nie będą sobie następnie wyobrażały bez niego życia, podobnie jak dziś bez fejsbuka, jak na razie najdoskonalszego narzędzia do szpiegowania i podprogowej reklamy na świecie. Jeszcze sto lat temu naukowcy całą swoją energię poświęcali na to, aby życie uczynić nieco łatwiejszym. Dziś coraz częściej chodzi o to, aby sprzedawać iluzję, poprawiając poziom życia producentom, nie użytkownikom. Współczesna cywilizacja coraz bardziej zmusza do ucieczki od niej samej.

karl