Archiwa kategorii: SPORT

Ísland, Mon Amour!

image

 

W trakcie tych 90 minut na naszych oczach pisała się historia piłki nożnej. 300-tysięczny kraj pasterzy i rybaków pokonał drużynę wynalazców futbolu. Na co dzień listonosze, informatycy i nauczyciele po godzinach zakładają korki i grają dla zabawy. A potem jadą na Euro i przechodzą do ćwierćfinału. Co zabawne, Islandczycy wychowywali się, oglądając ligę angielską. Kibicowali drużynom Premier League traktując je jak swoje. Aż dziś sami wbili im dwa gole w nieco ponad 10 minut i na zimno wyrzucili ich z turnieju. Islandia to kraj wyjątkowy. W przeciwieństwie do tzw. cywilizowanego świata tam bez skrupułów posadzono 26 bankierów odpowiedzialnych za krach z 2008 roku, a przy okazji wyrzucono z kraju przybytki McDonalda. To się nazywa szeroki gest! Dziś w nagrodę są ulubioną drużyną Europy, jest więcej niż pewne, że niedługo będzie można o nich zobaczyć film. A dla mnie osobiście Islandia trafiła właśnie na pierwsze miejsce wśród wymarzonych kierunków podróży.

 

Anglia? Od dziesięcioleci najbardziej przereklamowana drużyna narodowa na świecie. Regularnie na wielkich turniejach wychodzą z grupy. I tyle. Na co dzień grając z najlepszymi piłkarzami na świecie pod okiem największych wizjonerów światowej piłki w reprezentacji nagle cofają się w rozwoju. Oglądając drużynę Hodgsona można było przenieść się w czasie do 1966 roku, od tamtej pory wyspiarski futbol nie ewoluował nawet o krok, Dreptanie w środku pola i dalekie piłki na napastników. A tam Harry Kane, wybitny snajper Tottenhamu i pośmiewisko na Euro. Wpuszczony na ostatnie minuty Rashford to powiew nadziei. ale na pewno już nie pod okiem Hodgsona.
PS. Zgadnijcie jaka jest największa grupa etniczna po Islandczykach na Islandii? Właśnie tak…

 

karl

Heroina

radwa

 

Chociaż to nazwisko Lewandowski jest odmieniane przez wszystkie przypadki, Polska ma ostatnio jeszcze jednego sportowego herosa. A raczej heroinę.

 

Po wygraniu  w zeszłym miesiącu turnieju w Tokio ( 15. w karierze) Agnieszka Radwańska utrzymuje mistrzowską formę. W turnieju w Pekinie połyka kolejne rywalki, w dzisiejszym meczu z Angeliką Kerber grała wręcz fenomenalnie. Na siłowy, precyzyjny jak skalpel tenis Niemki odpowadała genialną defensywą, ale też kilkoma winnerami z najwyższej półki. Nie ma wątpliwości – Radwańska gra teraz najlepszy tenis w karierze.

 

W 2012 roku była na drugim miejscu rankingu, ale w dobie tenisa bum-bum Radwańska radziła sobie coraz gorzej i w zeszłym roku razem z trenerem Wiktorowskim postanowili nieco zmienić styl. Kosztem była zniżka formy zarówno w poprzednim jak i w tym sezonie. Wielu kibiców wieszczyło już koniec kariery, ale tegoroczny półfinał Wimbledonu był jednak zapowiedzią renesansu formy Radwańskiej. Agnieszka poprawiła w zasadzie wszystkie te elementy, które do tej pory uniemożliwiały jej rywalizację z silniejszymi fizycznie przeciwniczkami. Wzmocniła siłę uderzenia, poprawiła serwis, szczególnie drugie uderzenie, zmieniła też proporcje zagrań defensywnych i ofensywnych, coraz częściej kończąc akcje winnerami. Jest w tej chwili gotowa na rywalizację z każdą tenisistką na świecie, a jak pokazuje finał kobiecego US Open, tenisistki o skromniejszej posturze, za to z bogatym repertuarem zagrań i doskonałą defensywą wcale nie muszą stać na straconej pozycji.

 

Lewandowski pozostanie medialnym spamem prze następne tygodnie. Wiadomo, z futbolem jeszcze nikt wygrał. Ale powiedzmy sobie jedno: jeśli to co robi w ostatnich tygodniach jest wielkie, to Radwańska jest ostatnio po porostu wybitna.

 

karl

Stąd do wieczności 17/2015

#17

 

Kraj

 

Przez cały tydzień toczyła się burza wokół śmigłowców Airbusa, słów szefa FBI w sprawie Holocaustu i zupełnie absurdalny serial pt. Nocne Wilki, wszystko to nagle straciło znaczenie wobec informacji o odejściu starszego, wciąż jednak żwawego pana.

 

Słowa oddające Jego wielkość pozwólmy wypowiadać tym, którzy na to zasługują, niech mi więc będzie dane wypowiedzieć jedynie taką oto oczywistość, że zmarły przed trzema dniami Władysław Bartoszewski był dla Polski postacią nieocenioną. Jeśli zmarły niedawno Tadeusz Konwicki był wielki swoją przemianą, tak Bartoszewski trwałością, wiernością sobie, jeszcze bardziej Prawdzie. Dlatego ani represje ze strony nazistowskich Niemiec ani sowieckiej Rosji nie były w stanie go złamać. Nigdy nie sądziłem, że będę współpracował z Niemcami, mówił w jednym z wywiadów. Kolejne majestatyczne drzewo ścięte przez czas, nasz krajobraz coraz bardziej przypomina pustynię. Odchodzą kolejni, którzy nie tyle mówili o Polsce, co byli Polską. Którzy na własnej skórze odczuwali polskie dramaty, ale też potrafili stawić im czoła w sposób najwłaściwszy. Pożegnanie dwukrotnego ministra spraw zagranicznych zbiega się to z premierą filmu o Janie Karskim, także zbliżającą się rocznicą uchwalenia  Konstytucji 3 Maja przez posłów Sejmu Czteroletniego. Wszystko to niezwykli Polacy, wiedzeni patriotycznym powołaniem stanowili, i wciąż stanowią o wielkości tego kraju. Kolejne niebosiężne drzewa upadają, czy mamy je kim zastąpić? Czy teraz już tylko chwasty? Następcą Bartoszewskiego na stanowisku ministra sprawa zagranicznych został Schetyna, miejsce Tadeusza Mazowieckiego zajęła Kopacz, a w głowie dudni pytanie: co się stało z tym krajem, tak dobrze się zapowiadał?  Karski nowego wieku, imieniem Karol, wsławił się pijackim rajdem na Cyprze podczas wycieczki za pieniądze podatników i próbą ukarania przed sądem Grzegorza Pietruczuka, który w 2008 roku wykazując oznaki zdrowego rozsądku nie zgodził się lądować prezydenckim samolotem w objętym działaniami wojennymi Tbilisi. Dariuszowi Jońskiemu Powstanie Warszawskie przeniosło się w czasie do roku 1988, a stan wojenny według rzecznika jednej z największych partii wybuchł rok później. Teraz zapytany dlaczego głosował za kuriozalnym przepisem łagodzącym kary dla pijanych kierowców z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie miał pojęcia nad jaką ustawą głosował.

Miejsce Mazowieckiego, Nowaka-Jeziorańskiego, Kuronia czy Stelmachowskiego zajęli Kempa, Pawłowicz, Hofman i agent Tomek. Zamiast Tomaszewskiego i Ambroziaka straszą nas Borek i Kołtoń, następcami Przybory i Wasowskiego zostali rolnicy szukający żony i ekipa z Warszawy. Polska rozwija się tak, że aż trudno opisać to słowami.

 

Świat

 

Trzęsienie ziemi, którego epicentrum znalazło się 80 km na wschód od miasta Pokhara w środkowym Nepalu pochłonęło ponad trzy i pół tysiąca ofiar. Odczuwalne było nawet w Indiach, Pakistanie i Chinach, wywołało również lawinę z Mount Everestu, która pochłonęła życie 18 osób. Zaledwie tydzień temu w stolicy Nepalu, Katmandu odbywała się konferencja poświęcona ewentualnej reakcji właśnie na tego rodzaju kataklizm. Nie spodziewaliśmy się, że stanie się to tak szybko, komentowali tragedię. Do Nepalu przybywają kolejne ekipy lekarzy i ratowników z różnych stron świata, wśród nich również specjalna ekipa Straży Pożarnej z Polski. Niesamowitym wyczuciem wykazał się natomiast jeden z polskich portali, który z relacji z tej tragedii uczynił pokaz slajdów, tak by móc więcej zarobić na kolejnych kliknięciach. Jakie to uczucie zarabiać na śmierci, na tragedii całego narodu, panie Adamie?

 

Kultura

 

Polska to kraj niezwykle kulturalny, o czym wiedzą wszyscy oprócz szefa FBI. To polskie plemię wydało Reymonta, Miłosza, Szymborską, a nawet, co może niektórych dziwić, Chopina. A że kultura się sama nie pisze, sama się nie maluje, nie reżyseruje i nie wychodzi na scenę żeby śpiewać, dlatego specjalnie dla ludzi, którzy sztukę składają nam w ofierze, często samemu składając niemałą ofiarę z własnego bezpieczeństwa i własnych emerytur, wymyślono nagrody. A jak nagrody to i Gale. Tylko w zeszłym tygodniu obejrzałem dwie, z czego jedną z przyjemnością.

 

W czwartek organizatorzy Fryderyków po raz kolejny kazali nam się zastanawiać, o co im chodzi. Kogo chcieli rzucić na kolana i jaką prawdę o polskiej muzyce chcieli nam objawić. Wyszedł jak zwykle romans kompromitacji z zażenowaniem, czego nie ukrywali nawet kolejni przemawiający ze sceny, za to doskonale odnajdowali się w nim prowadzący, którzy zdaje się trafili tam dla zwykłego żartu. Skierowałbym do organizatorów pytanie jaki diabeł podkusił ich do stawiania w jednym wyścigu Natalii Przybysz i Behemotha czy ogłoszenia światu nominacji w kosmicznej kategorii alternatywa/indie/elektronika, ale boję się odpowiedzi. Podobno w tej sprawie ma być powołana specjalna sejmowa komisja. Parę wytwórni muzycznych postanowiło w świetle kamer zrobić sobie reklamę, jak jednak widać było po widowni nikt poważny nie wziął tego na serio. Przybyli siłą przyciągnięci zwycięzcy, też zresztą nie wszyscy. Po dwudziestu latach wszyscy już mniej więcej wiedzą na co stać tą imprezę, więcej nabrać się nie dadzą. Muzyka w tym kraju ma fatalne publicity, od lat pozostaje nieobecna w mediach. A szkoda, współczesna polska muzyka z całą pewnością zasługuje na bycie usłyszaną przez większą widownię niż do tej pory. Fryderyki mogłyby odegrać w tym kluczową rolę, ale jak do tej pory traci resztki szacunku, popularności dobrej polskiej muzyce ie przynosząc. I tylko po co mieszać do tego biednego Chopina? Na szczęście jest  TVP Kultura.

 

Dziesięć lat temu zadebiutowała TVP Kultura i to jeden z nielicznych promyków nadziei, że ten kraj ma przed sobą jeszcze jakąś przyszłość. Oferuje oddech od codziennej polskości specjalnie dla ludzi wrażliwych, inteligentnych i niepozbawionych poczucia smaku. Z tej okazji w sobotę odbyła się druga gala, podczas której wręczano Gwarancje Kultury a także rozmawiano o tejże kultury stanie. W części muzycznej oglądaliśmy te same twarze, które dwa dni wcześniej gościły na fryderykowej gali, co z jednej strony świadczy o niejakim lenistwie muzycznego dziennikarstwa, ale co jest doskonałą wiadomością dla Good Life. Ale to na marginesie. Przyjemność z oglądania ludzi pięknych, dobrych i mądrych przerwała brutalnie obecność prezesa Brauna, który mylił TVP Kultura z całym molochem TVP, zaś za największy jej sukces uznał obecność w niej pewnego księdza, a na końcu zapytany o zwiększenie budżetu z gracją komunistycznego aparatczyka, stojąc tyłem do prowadzących odburknął: proszę nie wymuszać! Kuriozalna była też nieustanna obecność w kadrze Edyty Herbuś w czasie poświęconym teatrowi, bądź co bądź osoby, która jest kultury absolutną antytezą. Uroczystość zakończyły występy muzyczne solo, w duetach a nawet większych grupach. Galę należy uznac więc za udaną. Sto lat, Kulturo!

 

Sport

 

Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie zaskakująco łatwo awansowali do kolejnej rundy play-off.  Wygrali cztery mecze z rzędu z przeciwnikiem, z którym w trakcie sezonu zasadniczego notorycznie przegrywali. Awans przypieczętowali mocnym akcentem, pokonując Toronto Raptors 125:94. Druga część sezonu, kiedy to spadli z drugiego na piąte miejsce na wschodzie nie napawała optymizmem, ale w play-offs, który tak naprawdę weryfikuje potencjał zespołu, są jak nowo narodzeni. Randy Wittman w końcu podejmuje właściwe decyzje, weterani, zwłaszcza Paul Pierce rzucają w decydujących momentach, skutecznie grają rezerwowi, maszyna z Waszyngtonu pracuje na pełnych obrotach. W starciu z Atlanta Hawks, którzy choć wygrali konferencję są zespołem równie niedoświadczonym jak Raptors, Wizards nie stoją na przegranej pozycji. W 2009 roku Gortat jako gracz ławkowy dotarł do finału ligi, przegrywając z LA Lakers. Dziś jest jednym z liderów drużyny i to między innymi dzięki jego doświadczeniu zespół stać na wiele. Emocjonujące mecze przeciw Cavaliers są na wyciągnięcie ręki.

 

karl

Stąd do wieczności 13/2015

wesoły

 

Bohater tygodnia

 

W kategorii rola pierwszoplanowa Oscar goes to… Wesoły Kierowca. Robert Chilmończyk od lat jest wizytówką warszawskiego MPK. Oprócz powożenia autobusem zabawia pasażerów swoimi aktualnymi refleksjami. I jeździłby tak dalej, ku uciesze wielu i zgryzocie nielicznych, gdyby nie cholerny internet. Nagranie z przejazdu linią trafiło na jeden z internetowych vlogów, zrobiło furorę i tym sposobem o wszystkim dowiedzieli się przełożeni Wesołego Kierowcy. Niezwłocznie wezwali go na dywanik i zamiarowali przykładnie ukarać, na szczęście w porę się zreflektowali. Ktoś tam uświadomił sobie, że istnieje coś takiego jak opinia publiczna, PR, a może nawet zdrowy rozsądek.

 

Ale przyznajmy jeszcze nagrodę pocieszenia. The winner is… Kamil Całek.

Niedawno mieliśmy całą serię bankowych coming-outów. Teraz głośno wypowiedział się Kamil Całek, który zrezygnował z pracy w Policji. Nie był w stanie zaakceptować idiotyzmów, którymi rządzi się na co dzień praca policji. Cała lista poważnych zarzutów wobec przełożonych na wszystkich szczeblach w nagraniu poniżej:

 

 

Absurdy Made in Poland

Sprzeczne sygnały wysyła nam państwo polskie. Z jednej strony nieustannie powtarza, jaką to jesteśmy potęgą gospodarczą, jednocześnie w celu załatania rosnących w szybkim tempie dziur w budżecie sięga do kieszeni obywateli w każdy możliwy sposób. Tym razem padło na właścicieli barów mlecznych, okazuje się że za dodanie do potraw pieprzu, majeranku i imbiru zamiast samej tylko soli należy się budżetowi ponad milion złotych kary. Określane jest to jako zwrot dotacji, z punktu właściciela takiego baru nie ma to wszak żadnej różnicy. Jeśli przez kilka lat taka dotacja była zgodna z przepisami, te się nie zmieniły, a mimo to bar ma zapłacić karę oznaczającą de facto jego likwidację to znaczy jedynie, że mądre głowy w ministerstwie nie mają nic innego do roboty, jak szukać kolejnego frajera do ogolenia. Minister Szczurek godnie zastępuje swojego poprzednika.

 

Mój starszy o kilka lat kolega zwykł mawiać: ja wracam stamtąd, dokąd wy dopiero idziecie. Podobnie mogły by powiedzieć bardziej rozwinięte cywilizacje patrząc na Polskę  jej pęd do leczenia kompleksów galeriami handlowymi. W zeszłym roku oddano do użytku 11 nowiutkich, ślicznych galerii, teraz mamy ich dokładnie 440. Ale nie na długo, w tym roku powstanie kolejnych kilkanaście. Tymczasem na całym świecie upadają jeden za drugim, strasząc przez dziesiątki lat, były właściciel  ma swój dawny biznes w poważaniu. Obiekty które degradują tkankę miejską, zubożają kulturę i pogłębiają i tak już ogromną u nas cechę: próżność, są niezwykle ciepło witane przez włodarzy miast. Przynoszą im spore wpływy do lokalnego budżetu, a to, że odbywa się to kosztem pracowników i podatków centralnych – mają to szeroko w poważaniu. Znacie jakiegoś urzędnika, który rozważałby swoją pracę w kategoriach interesu państwa? Podobno jest jeden gdzieś nad morzem…

 

Sport

 

W niedzielę odbył się mecz, spotkały się dwie zielone wyspy, z czego jedna prawdziwa. Anglojęzyczni brutale stanęli naprzeciwko technicznie, przede wszystkim jednak taktycznie niemal doskonałym Słowianom. Mecz zakończył się remisem. A mówiąc serio, wciąż zastanawiają mnie oczekiwania dobrej gry. Na jakiej podstawie?  Einstein mawiał: szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów. Ale czy można być dalekim od szaleństwa, mieszkając w Polsce? Od Mistrzostw Świata w 82. roku gramy na przemian przeciętnie i źle, nawet jeśli objawi się nam co jakiś czas geniusz zachwycający talentem świat, nie wystarcza to do powstanie dobrej drużyny. Nie pomagają też zacofani, przeciętnie utalentowani trenerzy. Spójrzmy na stan dzisiejszy. Już przed meczem było wiadomo, że nie możemy liczyć na wiele. Jeśli bramkarz i para napastników nie spędza nam snu z powiek, tak na osiem pozostałych pozycji mamy w tej chwili dwa porządne nazwiska. Glik w obronie i Krychowiak w pomocy robią co mogą, ale we dwóch nie załatają wszystkich dziur. A tych jest sporo, braki w wyszkoleniu bledną przy absolutnym analfabetyzmie taktycznym. Koszulki z nazwiskami Rybusa, Jodłowca, Olkowskiego czy Szukały wyszły na murawę, i to w zasadzie cały ich wkład w mecz. Grając z Irlandią podanie do lepiej ustawionego kolegi było zadaniem ponad siły. W jaki sposób mieli oni zamiar strzelać gole, skoro wciąż oddawali piłkę przeciwnikowi? To nie tylko casus ostatniego meczu, w kadrze Nawałki strzelcy goli są zawsze wileką niespodzanką. Milik wyciągnięty z rezerw Ajaxu, Mila – niedawny rezerwowy w Śląsku, Chiński Mączyński czy teraz Peszko strzelający swojego drugiego gola w reprezentacji (poprzedni padł podczas Pucharu Króla Tajlandii). Nie ma w tym wszystkim żadnego planu, szczęśliwe zwycięstwo z Niemcami przysłania niestety prawdę o reprezentacji. Niczym nie różni się ona od tych prowadzonych przez Smudę, Fornalika, Janasa czy późnego Beenhakera. Polacy nie mają talentu do piłki, statystycznie trafi się kilku wybijających się, ale to za mało do zbudowania reprezentacji. Szwedzi mają Zlatana a Walijczycy Bale’a i Ramseya, ale nic im to nie daje. Potrzebny jest silny, rzeczowy związek, charyzmatyczny trener, nie zaszkodziłoby mieć też dobrych zawodników.

 

Mecz miał jednak polskich zwycięzców. Dokładnie jednego zwycięzcę, i tylko przez chwilę. Kazimierz Greń, przyboczny prezesa Bońka miał na zbyciu kilkanaście biletów i postanowił zabawić się w konika. Niestety irlandzka policja nie okazała się wyrozumiała dla jego pomysłu i pan Kazik trafił do aresztu, gdzie usłyszał zarzut nielegalnego handlu biletami. Po zwolnieniu przedstawił on od razu całą listę usprawiedliwień, jak przyłapany na gorącym uczynku uczeń. Stałem na prywatnej ziemi, mówi, bilety były dla moich przyjaciół z Podkarpacia, a do tego trzymałem je w kieszeni. Tak to Polak nawet remisując, potrafi wygrać. Albo przegrać, biorąc pod uwagę każdy inny aspekt poza finansowym.

 

karl

Stąd do wieczności 09/2015

09

 

Informacje dostarczane przez media w zeszłym tygodniu nie przynosiły raczej otuchy. Ciosy nadchodziły z każdej strony, najgłośniejszy padł kilka kroków od Kremla. I był jasnym sygnałem. To świadectwo wielkiej desperacji Putina, który zdaje się mówić wszystkim wokół, że nie warto z nim zadzierać. Jeśli posuwa się do takich kroków, oznacza to, że jest już mocno przyparty do muru. Jego otoczenie, grupa oligarchów oddająca spory procent swoich przychodów prezydentowi, traci z tygodnia na tydzień coraz więcej, co ważniejsze traci być może cierpliwość. Ich zupełnie nie intertesuje wielka, imperialna Rosja. Ich interesują miliony dolarów na koncie, jeden kontrakt z Mercedesem  nie załatwia sprawy. Tymczasem Putin w imię umacniania swojej pozycji wewnątrz kraju wywołuje kolejne konflikty, by budować markę silnego cara.Tracą na tym wszyscy, ta gra nie będzie miała zwycięzców. Miliardowe kontrakty tracą europejskie spółki, polscy rolnicy, pasażerowie Malaysia Airlines, tysiące Ukraińców i Rosjan walczących w Donbasie straciło życie. Ale tracą też sami Rosjanie, którzy muszą mierzyć się z rosnącym kryzysem ekonomicznym, tracą oligarchowie i traci sam Putin. Koniec końców to nie opinia ulicy zdecyduje o jego być albo nie być, ale jego otoczenie, które w pewnym momencie postanowi minimalizować straty.

Tymczasem lista ofiar Putina rośnie. W trakcie pracy w Donbasie zastrzelony został fotoreporter Serhij Nikołajew, Putin nie zdecydował się na uwolnienie ukraińskiej pilotki Nadii Sawczenko, która od trzech miesięcy prowadzi głodówkę, i prawdopodobnie nie zostało jej wiele czasu. Od 1995 do 2009 roku w Rosji zginęło 32 dziennikarzy, z czego za rządów Putina 19, w tym słynna Anna Politkowska. Faktów kompromitujących Kreml nie zdążył przekazać też Aleksander Litwinienko, otruty w Londynie. Podobnie jak teraz, jego zabójstwo było określane przez Kreml jako międzynarodowa prowokacja.

Czym różni się Rosja od Stanów? Tym, że prasa, czwarta władza była tam niezwykle silna. Władza w Rosji upadała kilka razy, bo była wszechwładna i zbytnio pogardzała swoimi obywatelami. Ci w końcu sprzeciwiali sie władzy. W Stanach prasa nie pozwalała władzy poczuć się zbyt pewnie, śledząc i bezwzględnie wytykając każde potknięcie i nadużycie władzy. To paradoksalnie zapewniało im siłę. Działanie zgodne z prawem to budowanie domu na solidnym fundamencie.

Uważamy Rosjan za mieszkańców wschodu, oni jednak nie korzystają ze wschodniej mądrości. Wciąż nie mogą zrozumieć, że najważniejszą zasadą we wszechświecie jest zasada równowagi. W polityce to równowaga między tym, co chciałby się zrobić, a tym co zrobić można. Tymczasem każdy rosyjski polityk marzy, żeby zostać carem, zapominając jaki los spotkał cara.

 

 

W piątek Polskę obiegła wieść o śmierci Bohdana Tomaszewskiego. Strata dla polskiego dziennikarstwa nie tylko sportowego może być wyrażona dwunastoma Igrzyskami Olimpijskimi, które komentował, kilkunastoma napisanymi książkami, przede wszystkim jednak peanami, które mógł usłyszeć od swoich uczniów, innych mistrzów dziennikarskiego pióra.

Urodzony w 1921 roku, od najmłodszych lat zafascynowany tenisem, był wicemistrzem Polski juniorów, trenował ze słynną już wówczas Jadwigą Jędrzejowską. Jak na pokolenie Kolumbów przystało, walczył w Powstaniu Warszawskim. Zaraz po wojnie zaczęła się jego kilkudziesięcioletnia przygoda z dziennikarstwem, choć zaczynał od pracy w sopockim Grand Hotelu. Powodem, dla którego piszę dziś o Bohdanie Tomaszewskim, jest jego język. Posługiwał się nim w sposób zdumiewający, potrafił z każdego pojedynku uczynić antyczną tragedię, a atleci w jego ustach zmieniali się w mitycznych herosów. Oddawał wszystko co widzi tak plastycznym i barwnym językiem, że czasem lepiej było słuchać jego relacji niż oglądać mecz na żywo. Dorównać mu mógł jedynie Zdzisław Ambroziak, którego pożegnaliśmy na długo przed Panem Bohdanem. Dziś komentarz stosczył się do rynsztoku, tak samo jak do rynsztoku stoczył się sport. Jest wyżej, szybciej i dalej, tylko że ma to coraz mniej wspólnego z samym sportem.

 

Człowiek przedwojennej kindersztuby, przede wszystkim jednak nienagannego języka. Wielka kultura nie przeszkadzała mu wygłaszać osobistych, często kontrowersyjnych sądów. Zawsze jednak one były uzasadnione nie tylko doświadczeniem, ale też namysłem. Mogliśmy być pewni, że wszystko co mówił, dokładnie wcześniej przemyślał i był w stanie rzetelnie udowodnić.

Sport

Umarły też nadzieje kibiców Legii. Pytanie tylko, skąd brały się te głosy o zawojowaniu Europy? Polska piłka jest od kilkudziesięciu lat dziełem co najwyżej piłkopodobnym, ani drobne sukcesy w 2014 roku, ani medal olimpijski, ani dobra gra w kilku eliminacjach tego nie zmieni. Jesteśmy narodem futbolowych analfabetów z nielicznymi wyjątkami, które jednak nie rzutują na całokształt, czytaj: nie podnoszą poziomu klubów ani reprezentacji, raczej są przez nie dołowani. W dwumeczu z Ajaxem było to widoczne jak na dłoni. Od kilku lat hegemon na polskim boisku, z budżetem czterokrotnie wyższym od drugiego Lecha przegrywa jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Lider drużyny usiadł na trybunach, a jego koledzy potwierdzili wszystkie zarzuty stawiane polskim piłkarzom od lat. Trenowani przez słabych trenerów, którym żaden klub nie jest skłonny płacić porządnych pieniędzy, w konfrontacji z produktami szkolenia z Hiszpanii, Francji czy Holandii pokazują aż nadto różnice w przygotowaniu kondycyjnym, elementarnych zagraniach – przyjęciu i podaniu, brakuje myśli taktycznej, pokutuje też brak zaangażowania, który jest codziennością podczas grania w „Ekstraklasie”. Kiedy nagle raz w roku, do tego tuż po zimowej przerwie przychodzi zagrać na 110%, trudno zwalczyć nawyki z ligowej kopaniny, nogi się plączą a piłka nie chce słuchać. Po raz kolejny staliśmy się pośmiewiskiem Europy, strzeleckie próby Żiru i Kucharczyka pomińmy milczeniem,  podobnie jak genialne ustawienie się w obronie Juniora i Rzeźniczaka. Osobną sprawą są wydarzenia pozaboiskowe. Trzeci raz w ostatnich kilku latach gra przy pustych trybunach nie wzięła sie z niczego. Tzw. kibice przynoszą klubowi milionowe straty, Polsce straty wizerunkowe, wciąż jednak przez prezesa uznawani i wychwalani. Przypomnijmy, że znani z kwiecistego języka imbecyle podczas meczu z Den Haag krzyczeli „Milik Co? Ty Kurwo!”, a już w Warszawie rozwinęli komentarz do: „Chuj ci na imię, hej Milik, chuj ci na imię!”

Sam prezes po meczu ogłosił, że wszystko trzeba zacząć od początku. Co możemy powiedzieć zatem o pięciu latach jego pracy? Choć Legia po raz kolejny udowodniła, że każde pieniądze wydana na ten klub, podobnie zresztą jak na każdy inny są niemal zwyczajnie wyrzucane w błoto, Leśnodorski w swojej pysze postanowił złożyć wniosek do miasta o budowę boisk treningowych z budżetu obywatelskiego, choć wcześniej miasto zbudowało im już stadion. Następnym razem poproszą żeby im kupić Messiego i Ronaldo.

 

karl 

Pogłoski o śmerci Realu.

real

 

Nie zdziwił mnie w zasadzie wylew frustracji nastoletnich fanów, którzy rzucili się do krytykowania Realu po porażce z Atletico. Jak na nastoletnich być-może-przyszłych fanów przystało, tradycyjnie poruszali się z dala od sfery faktów.

Real przegrał, przyznajmy dość dotkliwie i w dość kiepskim stylu. Co z tego wynika? Absolutnie nic. Gdyby ci, którzy chętnie korzystają z określeń typu pedał, żelek, karnialdo czy krystyna mieli wskazać zespół który nie przegrywa, gdzie prowadziliby poszukiwania?  Być może na Plutonie albo Jowiszu. Albo gdzieś w Gabonie, Północnej Korei czy Wenezueli, gdzie klub ukochanego władcy wygrywa setki meczy pod rząd. Przegrywanie jest normalną częścią poważnej piłki. A Realowi się akurat ostatnio zdarza to najrzadziej.

W zasadzie Atletico to jedyna drużyna, która była w stanie pokonać Real w ostatnich kilkunastu miesiącach. Był jeszcze Real Sociedad, aberracja systemu. Jest liderem Primera Division, zwycięzcą Lig Mistrzów, całkiem niedawno zdarzyło mu się wygrać 22 mecze z rzędu. Konkurencji nie widać. Od początku 2015 roku jest co prawda w niewielkim dołku. Ale spójrzmy co się dzieje w Europie. Mistrz Anglii nie wygrał od czterech spotkań, ostatnio zdażyło mu się to 1. stycznia, kiedy wymęczył zwycięstwo u siebie z Sunderlandem (14 miejsce). Mistrz Francji? Niedawno seria trzech meczy bez zwycięstwa, zajmują trzecie miejsce w lidze. We Włoszech Juve bije wszystkich po kolei. Ale kiedy tylko wytknie nos poza Serie A, dostaje ciężkie lanie. Jeszcze niedawno bił ich Lech, w ostatnich dwóch sezonach w LM Bayern podsumował ich pozycję na 0:4, następnie nie wyszli z grupy. Hegemon Bundesligi, Bayern nie wygrał dwóch pierwszych meczy rundy rewanżowej. O innym finaliście LM sprzed dwóch lat lepiej nie warto wspominać. To może Holandia? W ostatnich czterech latach niekwestionowanym królem był Ajax. Dziś do PSV traci 12 punktów, nawet trener Frank de Boer pogodził się już z porażką, mówiąc na jednej z konferencji, że nie można zawsze wygrywać. Tymczasem jedna, co prawda prestiżowa, ale wciąż tylko jedna porażka prowokuje wielu dzieci internetu (w 90% świeżych kibiców Barcelony) do wieszczenia upadku imperium. Przypomnijmy więc sobie inne imperium, czyli Barcelonę. Byli określani najlepszą jedenastką w historii futbolu, to piłkarskie perpetuum mobile Pepa Guardioli miało nigdy nie przestać wygrywać. Koncepcja wypaliła się jednak po trzech latach, kiedy wszyscy nauczyli się neutralizować tiki takę, a z Barcą przegrywali tylko ci, którym nie starczało budżetu. Nieszczęsna tiki taka zdążyła jeszcze pogrążyć Bayern w zeszłorocznym półfinale przeciwko Realowi i Hiszpanię na Mistrzostwach Świata. Dziś w Barcelonie Messi świetnie rozumie się z Neymarem , poza tym jednak ten zespół jest kompletnie wypalony. A może przypomnimy dominujące w Europie na początku wieku Milan i Man Utd czy niedawnego triumfatora LM, Inter?

I jeszcze zestawienie Waleczność kontra Pieniądze. Real nie należy do żadnego szejka z Kataru ani Rosji. Swoją pozycję zbudował postawą na boisku i kolejnymi trofeami, min. 10 Pucharami Europy. Nie zdobywa się jej uśmiechami w kierunku paparazzi. Zdobywa się ją walką.

 

karl 

Stąd do wieczności 03/2015

#44

 

Kopalnie

Kilka dni pokrzykiwań, kilka przejażdżek na trasie Katowice – Warszawa, i z nowej Margaret Thatcher uszło powietrze. Rząd znów pokazał, że nie zamierza zajmować się rządzeniem, mieszkańcy ślskich miasteczek pokazują, że mentalnie utkwili w XIX wieku. Przed kamerami ze łzami w oczach przekonują, że zamknięte kopalnie oznaczają dla nich śmierć głodową. Ich rodziny od stu lat pracują na kopalni, i oni nie zamierzają robić nic innego, niż kopać wungiel. Nawet za sto lat, kiedy cały węgiel będzie już dawno wydobyty, oni dalej będą zjeżdżać pd ziemię i kopać. I  otrzymywać 13, 14, i barbórkowe. Bo jeśli nie, to umrą z głodu. W całym kraju ludzie wyrzucani są na bruk nieustannie od 25 lat, prawie nikt nie otrzymuje nawet najmniejszej odprawy, a górnik nie zgodzi się na odejście nawet za 170 tys. Jeśli w czasie, gdy ceny węgla szybowały w górę, górnicy domagali się z tego powodu podwyżek, to w sytuacji, gdy opłacalność wydobycia spadła poniżej zera, logicznie rzecz biorąc, dobrowolnie powinni zrzec się trzynastek, czternastek i barbórkowego. Bo dziś te dodatki są wypłacane z kieszeni niewolników agencji pracy, zarabiających 600, 800 złotych w Carrefourze, Realu czy Tesco. A kopalnia może przecież wytwarzać zysk. Silesia kilka lat temu miała 100 mln zł strat rocznie. Kompania Węglowa nie zamierzała przeprowadzać jej restrukturyzacji i postanowiła kopalnię sprzedać. Najlepszą ofertę przedstawił inwestor z Czech i dziś kopalnia przynosi zyski. Górnicy zrezygnowali jednak z deputatów, premie przyznawane są dopiero wtedy, kiedy kopalnia przyniesie zysk. Niemcy planują budować w Polsce kolejne kopalnie. Trudno oczekiwać od państwowego molocha rentownośći, kiedy na swoich barkach musi utrzymywać zarabiających killaset tysięcy rocznie członków rad nadzorczych i zarządów, armię związkowców, a do tego co chwila wypłacać górnikom wysokie premie. Tym bardziej, że okazują się oni mało wydajni. W Silesi jeden górnik wydobywa 1200 ton węgla rocznie, w KW 650 mln. Zatrudnienie w administracji Silesii wynosi 75 osób, zostało zredukowane o ponad połowę. Domaganie się gwarancji zatrudnienia, podwyżek pensji i premii to w Polsce jak najbardziej zasadne żądania, ale akurat górnicy to ostatnia grupa społeczna, która ma prawo je wysuwać.

 

A teraz trochę o potędze myślenia, i czemu dla większości Polaków to taka trudna sztuka. Umieszczone w internecie górnicze pensje w zamierzeniu tych, którzy je publikowali miały wywołać oburzenie mieszkańców innych rejonów polski niż Śląsk. Tyle tylko że 6 tys. dla robotnika i 9 tys. dla inżyniera to powinna być pensja minimalna, taki powinien być normalny poziom zarobków obowiązujących w Polsce. To raczej 1200 zł na rękę, które obowiązują dziś, to kwoty kuriozalne, wynikające z polityki kolejnych rządów, które kolonizowały Polskę na rzecz zachodnich korporacji. Zamiast budować silną gospodarkę opartą na silnych markach zlokalizowanych w przyszłościowych dziedzinach gospodarki, staliśmy się tanią siła roboczą. I tylko z niewiadomego powodu kopalnie pozostają wyspami szczęśliwości. Kolejne potęgi intelektu zmierzyły się w pojedynku #wygaszone kontra #wybudowane. Bulteriery Kaczyńskiego publikowały zdjęcia zamkniętych „przez Tuska” zakładów pracy, lemingi Platformy rewanżowały się przykładami nowych, „dających tysiące miejsc pracy”. Tyle, że ci pierwsi umieszczali zdjęcia zakładów zlikwidowanych w większości w latach 90., co drudzy za przykład dawali zachodnie molochy zatrudniające przez agencje, nie płacące podatków i wypychające z rynku polskie firmy. Jedni i drudzy w swoich intencjach zupełnie polegli, jednak nieświadomie udało im się przedstawić panoramę polskiej gospodarki. Przez 25 lat ich głównym zadaniem było wygaszanie polskiej gospodarki, tak by zrobić miejsce dla reprezentantów gospodarek zachodnich, którzy będą mniej płacić, grozić opuszczeniem Polski w każdej chwili i wyprowadzać podatki z kraju. W pewnym sensie, polskie rządy okazały się bardzo skuteczne. I trzeci przykład polskiego myślenia. Na wiadomość, że PiS zamierza postulować obniżenie ceny franka do poziomu z 2008 roku, lemingi podniosły krzyk, że to ekonomiczne barbarzyństwo.Tyle tylko, że zyskaliby na tym wszyscy, nie tylko frankowicze. Pomijając już fakt, że to banki wpychały obywateli w kredyty frankowe, często przedstawiając je jako jedyną możliwą opcję, brak interwencji państwa wpłynie bezpośrednio na naszą gospodarkę. Spowoduje stagnację na rynku mieszkań, wyższe koszty kredytu doprowadzą do zmniejszenia konsumpcji (500 tys, kredytobiorców to około 2 mln mieszkańców zostawiających spore pieniądze przy kasach), co przy dzisiejszej deflacji spowoduje jeszcze większą stagnację gospodarki, przestaną powstawać nowe miejsca pracy, budżet, który zmniejszy wpływy z tytułu VAT będzie musiał dokonać cięć, a już wiemy, że na górników nie możemy liczyć. A tak w ogóle, to co złego jest w daniu małego psztyczka w nos zachodnim bankom?

Kultura

Cztery nominacje do Oskara to wydarzenie bez precedensu, choć z czysto artystycznego punktu widzenia nieistotne. Najłatwiej będzie to wyjaśnić, przytaczając ich pełna nazwę – nagroda amerykańskiego przemysłu filmowego. To z jednej strony nagroda za największą sprzedaż biletów, z drugiej wyróznienie produkcji które mają największy komercyjny potencjał do zarobienia na rzecz owego przemysłu pieniędzy. To nic innego jak największy targ próżności na świecie. Nagrody za talent i artystyczne uniesienia wręcza się w Wenecji Cannes, Belinie czy Toronto. Niemniej jednak warto o Oskary powalczyć, żeby choć trochę poprawić sobie publicity na świecie, które wciąż mamy fatalne. Min, dzięki takim produkcjom jak „Gra Tajemnic”, która własnie wchodzi an ekrany. Który to już z kolei film, który przekonuje cały świat, że kod Enigmy został złamany przez Alana Turinga. „O co cała wrzawa?”, ktoś powie, przecież to tylko film .Problem w tym że to popkultura, a filmy w szczególności wpływają na masową świadomość. Dlatego to Amerykanie są superbohaterami, Anglicy ze wszystkich narodów świata są najbardziej nobliwi, Francuzi romantyczni, Niemcy i Japończycy to genialni wynalazcy, a Polacy to robactwo świata. I mając takie rządy jak dziś, to się jeszcze długo nie zmieni. Sprężyna… Na szczęście szklanka jest zazwyczaj tylko w połowie pusta, i Agata Oleksiak przechyla szalę na naszą korzyść. Nazywana ironiczną królową szydełka w swoich pracach ubiera w kolorowe, włóczkowe pokrowce najbardziej zaskakujące obiekty, od pociągów, przez całe budynki po słynnego byka z Wall Street. Jest jedną z najbardziej wziętych performance artists na świecie, brytyjski Guardian poświęcił jej właśnie spory artykuł. Jej prace, podobnie jak obrazy Wilehelma Sasnala czy inwazja złotych kosmitów na Brukselę Pawła Althamera przełamują nasz przaśny, raczej antypatyczny wizerunek. Wciąż jednak mnóstwo pracy przed nami.

 

Sport

 

W polskim sporcie korki od szampana wystrzeliły ponownie. Ledwo tydzień temu świętowaliśmy mistrzostwo świata par mieszanych, a teraz pierwszy Polak zwycięzcą Rajdu Dakar. Żeby do tego doszło,  musiał się on przenieść do Ameryki Południowej, ale w końcu się udało. Na podium wjechał też Krzysztof Kierowczyc, ale była to dla nas jedna z najbardziej dramatycznych edycji w historii, nazwisko Michała Hernika będzie przytaczane przy okazji Dakaru już zawsze. Dziś to jednak czas triumfu Rafała Sonika, który na zwycięstwo zasłużył jak mało kto. W ogóle żyjemy w czasach kolejnych przełomów. Pierwszy raz gościliśmy ME w piłce nożnej, mistrzostwa świata w siatkówce, pierwszy Polak zasiadł za kierownicą bolidu F1 i wygrał pierwszy wyścig, trzech Polaków trafiło do NBA.  Tak spektakularnych zdarzeń nie było od czasów wyczynów polskich himalaistów przed 30 laty. Jednocześnie dzisiejsze dzieci w porównaniu z dziećmi sprzed 30 lat to absolutne kaleki. Dieta chipsy + cola, komputer i telewizor, zwolnienie z WF-u, przepaść się powiększa. W dziwnych czasach przyszło nam żyć.

 

Ku przyszłości

 

Gazeta Wyborcza opublikowała wyniki ankiety, w której kilka mniej lub bardziej znanych postaci mówiło o  najważniejszych wydarzeniach na świecie w 2014 roku. Filip Mettler, finalista iksfaktora odpowiada: Koncert Justina Timberlake’a w Trójmieście. Rozczarowanie roku: Brak zapowiadanej płyty Adele. Czy ten kraj ma jakiekolwiek szanse na przeżycie?

 

karl

Stąd do wieczności 51/2014

sta

 

Wykorzystując fakt, że zbliżają się święta i ludzie są bardziej wybaczający, waadza wykonała pokaz ignorancji i chamstwa. Najpierw prawi i sprawiedliwi przytulili kilkadziesiąt tysięcy z budżetu potrzebne najprawdopodobniej na imprezę w Madrycie, a potem nie drgnęła im nawet brew, kiedy przed kamerami opowiadali, że mieli od tego pełne prawo. Potem Świnka Piggy zrobiła z Sejmu stołówkę, a następnie wskoczyła na mównicę i przez pięć minut próbowała mówić, ale nie udało jej się wypowiedzieć jednego prawidłowo zbudowanego zdania. Z lewej strony sali padały okrzyki: talerze wynieś, schowaj się, siadaj kurduplu ( w kierunku Kaczyńskiego). Jej koleżanka, dziewczyna Rydzyka – Sobecka, narobiła chlewu podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Kultury (!). W tym czasie świeżo przerobiona przez Photoshop Kopacz kopsnęła Kościołowi 16 baniek z budżetu i utrzymała dotychczasowe przepisy dotyczące emerytur księży wypłacanych, jakże by inaczej, z budżetu. Nie od dziś wiadomo, że większość polityków i urzędników to pospolite chamy, ale po co się z tym tak obnosić?

 

slad

 

W głosowaniu na ślad bieżnika wygrał ślad numer 2. Specjalnie powołana do tego państwowa instytucja oczekiwała miliona głosów, ostatecznie było ich niecałe 200 tys. Za ślad bieżnika zapłaciliśmy z naszych podatków angielskiemu geniuszowi designu milion złotych. Stać nas.

 

Wally Olins believed branding was about culture.

Skoro już o bieżniku, to jeszcze najmodniejsze słowo tego toku: kilometrówki. Po audycie w sekretariacie Sejmu okazało się, że trzynastkę, czternastkę i piętnastkę w postaci kilometrówek pobierała większość posłów. W tej sprawie do Marszałka Sikorskiego, który przez siedem lat będąc jednocześnie Ministrem Spraw Zagranicznych i szeregowym posłem przytulił do domowego budżetu prawie 80 tysięcy PLN-ów napisał Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Przypomniał mu (choć bardziej prawdopodobna wersja to: oświecił), że do rozliczenia podróży służbowej każdy obywatel musi wypełnić dość obszerny formularz w celu wprowadzenia do ewidencji, co wymuszone jest prze ustawę podatkową, nad którą głosował sam Pan Marszałek. Ale Radka chyba mało to obeszło. On jest mężem Applebaum, a ona dostała Pulitzera. Z czym do ludzi.

Najbardziej zaskakujący cios przyszedł jednak z innej strony. Rzadko oglądam tv, ale kiedy już to robię i zbliża się pora reklam szybko zmieniam kanał. Mam po prostu alergię. Ostatnio się zagapiłem, poleciały reklamy i bach! Reklama Diora, gra Patison, a w tle… „Whole Lotta Love”. Czarna rozpacz rozlała się po całym moim ciele. Ten utwór zmienił wszystko w moim życiu. Niosąc płytę do domu, nie miałem pojęcia, co wydarzy sie za chwilę. Wcisnąłem Play i następne trzy minuty wywołały nieodwracalne zmiany. To co usłyszałem zburzyło świat jaki znałem, jednocześnie otwierając przed mną zupełnie nieznany, fascynujący nowy wszechświat. Doświadczenie graniczne bez precedensu. Opowiedziałem się po stronie rebelii, a Page stał się Bogiem (jednym z wielu, jak się późnej okazało). Sex Pistols powstali po to, żeby reklamować butik Malcolma Maclarena, Joe Strummer i Kurt Cobain nawet po śmierci reklamowali buty – wszystko to fakty doskonale znane, ale ta wiedza i tak nie uchroniła mnie przed bolesnym doświadczeniem. Dior razem z Patisonem podtarli sobie moją duszą dupska, śmiejąc się przy tym szyderczo. Damn you! Ci, którzy nie mają Boga w sercu, mogą sobie te haniebne 1:45 obejrzeć.

Liczba tygodnia

22 – tyle meczy z rzędu wygrał Real Madryt. W sobotę zostali klubowymi mistrzami świata, nie wysilając się szczególnie. Najgorętszym dziś w futbolu pytaniem jest, kto stanie na drodze Królewskich? Czy będzie to Valencia, która będzie gościć ich w przyszłym tygodniu? Szczerze wątpię.

 

karl

Stąd do wieczności 50/2014

#new1

 

Miotła Camerona przygotowana głównie dla Polaków zamiata z rozmachem. Przekonał się o tym Steve Forman, perkusista współpracujący z Pink Floyd, Davidem Bowie, Fleetwood Mac, The Beach Boys czy Johnem  Lennonem. Został poproszony o opuszczenie Zjednoczonego Królestwa z powodu zbyt małych zarobków. Według pracowników Urzędu Skarbowego usunięcie Amerykanina z kraju leży w interesie narodowym. Afrykanie i Azjaci wciąż są bezpieczni. A tymczasem…

Za posiadanie mikrograma marihuany przeciętny licealista może bez problemu trafić za kraty. Za posiadanie 1/5 kilograma amfetaminy i amunicji zostaje się gwiazdą Polsatu. Mariusz Wach i dwóch innych tłuków zostali aresztowani za posiadanie wzmiankowanej substancji. Dzień później przyjaciel tłuków, Mati Borek na swoim blogu pisze: Wach już w drodze do Radomia. Mariusz i Mateusz: dwie „gwiazdy” polskiego sportu. A tymczasem…

 

pchaj

Polska ekipa łyżwiarzy po świetnym występie w Berlinie wyruszyła w drogę do Heerenven, ale nie mieli chwili odpoczynku. Trzeba było zarządzić dodatkowy trening, bo zepsuł się ich bus. Powinni zdecydowanie częściej rozliczać kilometrówki. Było by na serwis, a może i na zakup czegoś porządnego. A tymczasem…

Natasza Urbańska w najnowszym wywiadzie była bardzo zawiedziona, że jej klasyk „rolowanie blanta na bekstejdżu” spotkał się z chłodnym przyjęciem. Najbardziej zabolały ją komentarze, które podważały jakość tego dzieła. Zostałam ukamienowana za to, że jestem odważnym artystą – mówi. Pierwszą reakcją była chęć wyjazdu z kraju (yes!), później jednak wystosowała groźbę, że będzie dalej nagrywać (fuck!). A tymczasem…

 

muszka

Nieprzyjemności dotknęły też Joannę Muchę, która zobaczyła, jak wygląda prawdziwe życie. „Myślałam, że takich pociągów już nie ma” napisała na fejsie i umieściła zdjęcie klasycznej kowbojki. W tefauenie mówili, że Polacy rozbijają się Pendolino, skąd Joannna miała wiedzieć, jaka jest prawda? A tymczasem…

13. grudnia rozpoczął się kolejny etap wyburzania zabytkowych budynków Stoczni Gdańskiej. Prezydent Adamowicz przez kilka ostatnich miesięcy siedział cicho, ale po wygranych wyborach wszystko wraca do normy. Niemieccy inwestorzy już czekają na sygnał od polskich deweloperów. Wcześniej z gdańskiego krajobrazu zginęła część żurawi – symboli miasta, podobnie jak słynne murale, zachowane już tylko w teledyskach i na zdjęciach. A tymczasem…

 

 

Jak kraść, czyli neoliberalizm w praktyce w wykonaniu Korynny. To nie błąd, gwiazda polskiego neoliberalizmu ma na imię Korynna. Córka Janusza Korwin-Mikkego została zatrzymana podczas próby kradzieży w warszawskim hipermarkecie OBI. Kupiła frezarkę, ale w opakowaniu zabrakło kilku części i Korynna postanowiła to naprawić. Jak nie można stoczni pod nowy hipermarket, to chociaż z hipermarketu parę części do frezarki. I tak świat Budyniów i Korwinów jakoś się kręci. A tymczasem…

Jedni wierzą w mamonę, inni w tefauen, a Jerzy Rębek wierzy w Jezusa. Do tego stopnia, że zaraz po objęciu stanowiska burmistrza podczas mszy świętej ogłosił „akt zawierzenia Panu Jezusowi przez ręce Maryi Panny Miasta Radzyń Podlaski”. Teraz policja, straż miejska, straż pożarna, służba zdrowia, a nawet budżet miasta odchodzą do lamusa. Wszystko w rękach Króla Żydowskiego.

 

green

Dla jednych Greenpeace jest ostatnim romantycznym wojownikiem w świecie korporacji, inni od dawna wiedzą, że sam jest zieloną korporacją. Podczas ostatniej akcji w Peru udowodnili, że dla Greenpeace od środowiska naturalnego ważniejszy jest Greenpeace. Wkroczyli na święty teren i uszkodzili rysunki naziemne powstałe 300 lat p.n.e. A tymczasem…

Steven Harper na co dzień jest premierem Kanady. Ale kiedy zbliżają się święta, przemienia się w premiera – gwiazdę rocka. Podczas partyjnej wigilii zasiadł za klawiszami i zaśpiewał kilka utworów Guns N Roses, Beatlesów czy Johnny’ego Casha. Nie, to nie to samo to Olek tańczący na scenie z Top One. Na normalnych polityków to my sobie jeszcze poczekamy.

 

 

Film

Świat ma niewiele pożytku z Kimirsena juniora, ale czasem i on może się do czegoś przydać. Hollywood chciał się z niego pośmiać w najnowszej produkcji „Wywiad ze Słońcem Narodu” i teraz świat śmieje się z Hollywood. W ujawnionej przez grupę hakerską Strażnicy Pokoju korespondencji wysoko postawione postaci wytwórni Sony odkrywają przed nami prawdę na temat fabryki snów. „Jolie to minimalnie utalentowany, rozpieszczony bachor, jest niepoczytalna i ma rozbujałe, szalejące ego. To gwiazdeczka, celebrytka i tylko tyle. Kevin Hart to zachłanna dziwka, a Obama lubi tylko filmy o czarnych. Nasze filmy to odgrzewane, stare kotlety, a my potrzebujemy innowacyjnych rzeczy, przy których zarobimy na koncesji. Ludzie są często z góry źle nastawieni do naszych filmów, za często bierzemy się za zgrane, stereotypowe filmy z Adamem Sandlerem, które nie mają żadnej wartości i nie przynoszą żadnych korzyści”. Nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, ale dział PR ma teraz kupę roboty, bo trudno zaprzeczać samemu sobie. Strażnicy Pokoju – czekam na więcej!

W tym samym czasie Hollywood po raz kolejny wykazał się brakiem klasy, cynizmem i udowodonił że od dekad zjada własny ogon. „Mad Max: Na Drodze Gniewu” to kontynuacja wiecie czego. Nic nie nauczyły ich porażki „Dwunastu gniewnych ludzi”, „Ucieczki Gangstera” ani „Afera Thomasa Crowna”. Trylogia „Die Hard” (twórcy polskiego tłumaczenia wpadli w szklaną pułapkę) była znośna, dopóki była trylogią. Potem dorobiono jeszcze dwie części dla fanów „Szybkich i Wściekłych” i tak świetna z początku produkcja zupełnie straciła klasę. Podobnie ma sie z „Mad Maxem”. Nie przepadam za Gibsonem, ale „Gallipolli” i „Szalony Maks” to były jego szczytowe osiągnięcia. Klasyka kina s-f, jeden z największych przebojów kina australijskiego i wspomnienie czasów, kiedy produkowano jeszcze dobre filmy. To pierwszy film, jaki obejrzałem na video na początku lat 90. Harry Potter, Władca Pierścieni, Gwiezdne Wojny, Rambo czy Rocky mogą się zamieniać w Dekalog, ale czemu „Mad Max” musiał zostać dziwką? A Scott już planuje drugą część Łowcy Androidów…

 

Muzyka

Internet obiegła wieść, jakoby Slayer przed koncertem w Indianapolis mieli uratować kotka, co stało się pretekstem do serii nieśmiesznych w większości żartów o kotach i satanistach. Pomijając fakt, że Slayer nigdy satanizmem się nie parał, wybawcą okazała się Jess Cortese, asystentka tour managera. Przy okazji okazało się, że armia managerów Slayera zawiera też dział PR, który pracuje nad ich dobrym złym wizerunkiem. Miau kurwa! Slayer zapowiada na przyszły rok nową płytę, podobnie jak Dylan, Red Hoci, Black Sabbath, Metallica, Faith No More, Motörhead No Doubt czy Björk. Pozostaje tylko czekać.

 

Sztuka

Dawno nie było nic o sztukach wizualnych, dziś potrójna radość.

 

Thomas Lamadieu i jego dzikie wizje nieba

Amit Shimoni i jego hipsterska międynarodówka

David Flanagan i jego portrety futbolu

 

Sport

Gortat może jako pierwszy Polak zagrać w All Star Game. W poprzednich latach nie miał większych szans, ale w tym roku to już prawdziwa gwiazda. Głosować można:

TUTAJ   TUTAJ    TUTAJ

 

karl