Archiwa kategorii: SPOŁECZEŃSTWO

Bangladesz Europy

kod

 

Nie wiem nawet, od czego zacząć. Rozmiar upadku, patologii, degeneracji, bezinteresownej pogardy, zawiści i głupoty w kraju zwanym Polską przeraża. Im dłużej na to patrzę, tym jestem bardziej przerażony. Kocham ten kraj, nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej, ale to co dzieje się z Polską wpędza mnie w głębokie przygnębienie.

 

Kolejne rządy doprowadziły do wykształcenia się dzikiego kraju (Mirosławie Drzewiecki, dziękujemy!), w którym decyduje prawo dżungli, silniejsze łokcie, znajomości, łapówki i układy. Jako że kolejnym rządzącym nie starczało czasu na mało atrakcyjną, mozolną pracę na rzecz swojej ojczyzny, samoistnie wykształciło się państwo służące realizacji opresji wobec obywatela, jednocześnie nie broniące go w żadnym momencie przed niesprawiedliwością i przemocą. Prokuratura, sądy, policja, US i inne instytucje kontrolne zamiast ścigać złodziei, oszustów i kryminalistów, zwalczać patologie i zwyrodnienia na celownik wzięły tych, którzy nie potrafią się bronić, są za słabi lub za mało ustosunkowani by przeciwstawić się machinie władzy. Gospodarka jest w zupełności uzależniona od zachodu, tamtejsze firmy nie mogą się nacieszyć, że od 25 lat płacą głodowe pensje i jeszcze niższe podatki. Jeśli płacą w ogóle.

Kaczyński, Tusk, Miller, Pawlak i im podobni są winni w równym stopniu jak wszyscy ci, którzy przyglądali się temu tango mortale nie robiąc nic. Zdegenerowany aparat państwowy jest jedynie odbiciem narodu. Urzędnicy, sędziowie i prokuratorzy nie wylądowali tu w swoich kosmicznych spodkach. Chodzili do tych samych szkół co my, grali z nami w piłkę, pili tą samą wódkę i jedli ta samą kiełbasę z grilla. Tylko że jedni trafili na kasę do Biedronki a inni w ministry czy urzędy. I wykorzystują władzę ile można. Bo można. Bo folwark, zabory, wojna i komunizm uczyniły nas niezdolnymi do życia w normalnych warunkach, my wciąż musimy szukać wroga, jednocześnie użalając się nad swoim losem. Bo przez setki lat interes własny i interes państwa stały ze sobą w sprzeczności, i w naszej podświadomości wciąż panuje przeświadczenie, że  robiąc coś dla państwa jednocześnie szkodzimy samym sobie. Pozbycie się tego patologicznego idiomu z naszego narodowego DNA zajmie pokolenia. Dziś nawet jeśli widzimy, że Polska zmierza w złym kierunku, co najwyżej przyglądamy się temu wszystkiemu i klniemy, tylko po cichu, bo jeszcze mandat można dostać. Bo co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz. Imposybilizm pełną gębą.

 

Od 27 lat oczekujemy cudu. Wypatrujemy Mesjasza, który przyjdzie i zbawi nas od biedy i złych ludzi. Jedni wierzyli w Kwaśniewskiego, inni w Leppera, Kaczyńskiego czy Tuska. Teraz przyszedł czas na pana Ryszarda. W całym kraju odbywają się marsze poparcia dla Ryszarda Petru. Tyle tylko, że Petru już był – należał do Unii Wolności, rządził z Balcerowiczem w latach 90. i doprowadził do dzisiejszego stanu rzeczy. Czego można oczekiwać od byłego współpracownika Banku Światowego i zachodnich banków?

Spoglądam na profil Mateusza Kijowskiego i czytam:

Jestem oburzony zakusami polityków zmierzającymi do zawłaszczenia bądź podporządkowania sobie energii społecznej, jaką wyzwolił KOD. Nie zgadzam się na takie działania z ich strony i będę bronił KOD przed podporządkowaniem jakiejkolwiek partii, chociażby tylko w deklaracjach czy wyobrażeniach nielicznych. Liczę, że politycy zrozumieją, że ta energia, ten zapał i zaangażowanie nie są na sprzedaż, a gdyby zostały zawłaszczone, stracą swoją moc.

 

A potem spoglądam na demonstracje na warszawskich ulicach i w pierwszym rzędzie widzę Petru, Neumanna, Szejnfelda, Siemoniaka, Kidawę-Błonską, Kosiniaka-Kamysza, Kalisza czy Nowacką, w dodatku poprzebieranych za zwykłych obywateli.

Czytam dalej :

Jeżeli chcemy żyć znowu w demokratycznym państwie prawa, pod rządami Konstytucji, ze sprawnym Trybunałem Konstytucyjnym, z wolnymi mediami, z korpusem służby cywilnej, z szanującymi wolność oraz prawa człowieka i obywatela służbami porządkowymi, ze skuteczną i rzetelną ochroną środowiska naturalnego, z szacunkiem dla mniejszości i z odpowiedzialnością większości…

 

Znowu? Tzn kiedy ostatni raz pan Mateusz żył w państwie prawa z wolnymi mediami i szanującymi wolność oraz prawa człowieka i obywatela służbami porządkowymi? Pamięć szanownego pana sięga roku 39? Bo chyba nie mówi pan o ostatnich latach, kiedy to degeneracja i pogarda wobec obywatela ze strony aparatu państwa sięgała zenitu? Kiedy władze nad sumieniami sprawowali Michnik, Lis i Olejnik? Kiedy państwo zamiatało pod dywan sprawę Amber Gold i setki innych jak długo się dało, za to policja zwykłym obywatelom hurtowo wystawiała mandaty za jakieś niedorzeczności bo tak nakazywała (i dalej nakazuje) tzw, wykrywalność? To chyba panie Mateuszu żyliśmy w dwóch różnych Polskach.

Przeciw czemu dokładnie protestują ci domagający się demokracji i wolności koderzy? Czym niby różni się obecna opresja od poprzedniej, do której zdaje się chętnie chcą powrócić? Możemy mówić o zmianie formy, ale na pewno nie treści. Za każdym razem sprowadza się to do ordynarnego skoku na władzę i pieniądze. Inaczej może to wyglądać co najwyżej w medialnym obrazku. Otóż PiS zwołuje dawnych kumpli spod celi, wyważa kopniakiem drzwi, rozbija, tłucze i niszczy wszystko co napotka po drodze i lży wszystkich, którzy stają im na drodze. Tymczasem Platforma zakradała się od tyłu, wytrychem otwierała drzwi, ładowała po cichu do worka wszystkie kosztowności, a przyłapana na gorącym uczynku tłumaczyła się pokrętnie  że to w sumie nic takiego, w ogóle to tylko pożycza a przecież w zeszłym tygodniu wrzuciła 10 zł do puszki WOŚP. W obu przypadkach straty w naszym domu wyglądają jednak podobnie.

 

Na początku lat 90. Wpadliśmy po kolana w bagno. Teraz tkwimy w nim po pas, może nawet głębiej. Szamotanie się nic tu nie pomoże. Pomocy musimy szukać gdzie indziej. Spójrzmy na naszych sąsiadów, którym się powiodło i zastanówmy się jak do tego doszli. Otóż głównie dzięki dwóm cechom, niestety wrodzonym: etosowi pracy i przyzwoitości. Te z kolei możemy osiągnąć dzięki edukacji i kulturze. Sęk w tym, że ani o jednej ani o drugiej w ubożuchnej polskiej debacie publicznej ani widu ani słychu. Być może szansę na konieczne reformy dawałyby partie takie jak Razem czy Demokracja Obywatelska. Ale musiałyby zejść z chmur i zamiast mówić CO należy zrobić zastanowiły się JAK to zrobić. Głównym think tankiem można by uczynić Instytut Spraw Obywatelskich/Obywatele Decydują Rafała Górskiego, a doradcami  choćby Międzywojewódzki Komitet Strajkowy Małych Firm czy ruch społeczny Niepokonani 2012.

 

Niestety, to tylko gdybania. Bo media, ostatni element układanki są reformowaniem Polski zupełnie niezainteresowane, ani w interesie TVN-u ani TV Trwam edukacja ani rozsądna debata nie leży, bo trzeba by zarzucić dotychczasową politykę walenia się maczugami po głowach, a to przecież takie łatwe, przyjemne i można tak ciągnąć w nieskończoność. W dodatku sprowokowani do myślenia widzowie i słuchacze mogliby odkryć pustkę przekazu owych mediów i mocno się zezłościć. Jeśli coś nie będzie trąbione w radio i telewizji na okrągło to do większości po prostu nie dotrze. I tak będziemy w kółko maszerować i protestować jedni przeciw drugim to tu to tam, pozostając w teorii państwem europejskim, a w praktyce Bangladeszem Europy.

karl

Śmierć i dziewczyna

lewicka

 

Huragan Jarek/Tadeusz (niepotrzebne skreślić) przetacza się nad terytorium Polski od miesiąca dokonując kolejnych zniszczeń. Kilka dni temu na jego drodze znalazła się Karolina Lewicka i niczym w „Czarnoksiężniku z Krainy Oz” została nagle wyrzucona poza bezpieczne granice świata, który zna. Prawica od razu rzuciła się na żer, w końcu kto jak kto, ale oni mają prawo pierwsi rzucać kamieniami. Padły w zasadzie wszelkie możliwe epitety i oblegi, przez ostatnie dni Karolina Lewicka była na celowniku wszystkich w zasadzie wyznawców Jarka/Tadeusza. Kiedy jednak przyjrzymy się jej wywiadom z premierem Glińskim, niegdyś przemawiającym z tableta, czy Korwinem Mikke, zasadne pytanie brzmi: czy można z nimi rozmawiać inaczej?

Pierwszy w ogóle nie miał zamiaru odpowiadać na żadne pytania, wyciągnął kartkę i zamierzał przemawiać przez cały czas trwania programu, inny z dumą wypowiadał się o podboju Afryki przez białą rasę. Poważnie można rozmawiać z poważnymi gośćmi, tymczasem obaj panowie wykazali daleko idącą niezdolność do poruszania się w granicach poważnej publicystyki, o przyzwoitości i zdrowym rozsądku nie wspominając. Lewicka nie jest z mojej parafii, to dziennikarstwo na usługach, gatunek Kuźniara czy Olejnik, w tych jednak dwu przypadkach wykazała się odwagą, której dziennikarzom często brakuje i potraktowała obu interlokutorów dokładnie tak, jak sobie zasłużyli. Jeden z panów chce zamykać niepełnosprawnych w domach, wszystkim wręczać broń, kobiety są dla niego mniej inteligentne, drugi zaś posługując się prawem lub nie, zamierza likwidować wszystko, co nie odpowiada wytycznym Ojca Dyrektora. Takie postaci nie powinny mieć dostępu do przestrzeni publicznej, co najwyżej występować w obwoźnym cyrku dziwadeł razem psem o dwóch głowach i kobietą z brodą.  W walce o normalność przydałoby się za to więcej Lewickich.

 

karl

Stąd do wieczności 46/2015

paris-attacks-aftermath

 

A więc Wojna. Z wielkiej litery, bo też sprawa wielkiej wagi. Słowo, o którym chcielibyśmy zapomnieć, najchętniej wymazać ze słownika, znów niczym widmo krąży nad Europą. Po 70 latach Europa wraca do punktu wyjścia. Oto w kilka miesięcy projekt Unii Europejskiej legł w gruzach, okazał się idee fixe dawnych, nomen omen, ekstremistów pokolenia ’68. Jej twórcom nigdy nie przyszedł głowy scenariusz, który rozgrywa się na naszych oczach. Granice Europy okazały się jednocześnie granicami wyobraźni.
Unia przypomina dziś łupinkę na rozszalałym oceanie radykalizmów. Lata przymykania oczu na relane problemy w połączeniu z polityką światowego żandarma w wykonaniu amerykańskich jatrzębi, ich skarajnie nieudolna wojna z terrorem ostatnich 14 lat odbija się właśnie echem na wyspie Lampedusa, Lesbos, na budapesztańskich dworcach, a ostatnio na ulicach, w redakcjach i klubach Paryża. Najnowsza fala uchodźców nie ma tu już większego znaczenia. Na terenie Unii żyje dziś kilka milionów radykalnych muzułmanów, którzy nie ustaną w walce, dopóki zielona flaga Islamu nie załopoce nad światem. W każdym większym mieście zachodniej Europy znajdziemy dzielnice, gdzie przestało obowiązywać prawo brytyjskie, francuskie czy niemieckie. Jego miejsce zajęło prawo szariatu, degradujące kobietę do roli niewolnika, dopuszczające za przewinienia nieznane europejskim kodeksom karę śmierci, w tym ukamienowanie.
Należy jednak rozdzielić dwie racje. Te same siły, które stoją za zamachami sprzed kilku dni stanowią również zagrożenie dla rodzin z Syrii, Iraku i krajów ościennych. Ich mieszkańcy każdego dnia doświadczają nieporównywalnie większego terroru niż państwa europejskie, żyją pod ciągłym zagrożeniem ze strony swoich współbraci. Oni nie chcą wojny. Oni przed wojną uciekają. Uciekają przed piekłem, tak jak przed piekłem na Zachód uciekali Polacy. Państwa zachodnie przez całe dekady bez problemu rozróżniały uciekających przed komunizmem od komunistycznych aparatczyków, choć i jedni, i drudzy byli Polakami. Dziś sami musimy rozróżnić oprawców od ofiar. Z tymi pierwszymi musimy bezwzględnie walczyć, tym drugim winni jesteśmy pomoc.
Szkoda że tak krótką pamięć ma minister Szymański który ogłasza, że wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu Polska nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców, czy inny minister Waszczykowski, który na pytanie, czy Polska powinna pomóc uciekającym przez wojną obywatelom Syrii odpowiada: „Powinni pozostać tam, gdzie są, choć warunki nie są na poziomie Hiltona czy Sheratona. Nie jesteśmy odpowiedzialni za zapewnienie im luksusowego życia”. Ale skoro ich szef powtarzając retorykę hitlerowską stwierdził niedawno, że uchodźcy przynoszą pasożyty i choroby…
Czemu podobne słowa nie dobiegają z Czech, Słowacji czy nawet Węgier, choć w przeciwieństwie do nas to właśnie te państwa odrzuciły unijną dyrektywę w sprawie kwot imigrantów?
Rację ma Andrew Stroehlein, dyrektor ds. mediów Humans Right Watch, który zwraca się na twitterze : „Niech ktoś powie Polakom, że uchodźcy uciekają do Europy właśnie przed tym rodzajem przemocy, jaki wiedzieliśmy w Paryżu”. W podobnym tonie wypowiadają się inni działacze i żurnaliści z całego świata. W zaledwie dwa tygodnie Polska stała się w Europie i na świecie wrogiem publicznym numer jeden, choć katastrofalne wypowiedzi polskich oficjeli niczego nie pozwoliły nam „ugrać”. Walczymy z niewidzialnym smokiem, z zagrożeniem które w Polsce jest niemożliwe do powtórzenia. Wystarczy że przyjmiemy twardą liczbę osób – kilkanaście, ba, nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wystarczy że przy pomocy służb polskich i europejskich zatrzymamy i odeślemy z powrotem wszystkich tych, którzy mogą stanowić choćby potencjalne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Wystarczy, że rozdzielmy ich tak, że w każdej gminie będzie ich nie więcej niż kilkanaścioro. Rozpoczną obowiązkową naukę języka, dzieci będą uczyć się w polskich szkołach. Scenariusz z Paryża, Londynu, Bostonu czy Madrytu będzie zwyczajnie nie do powtórzenia, Syryjczycy czy Irakijczycy mieszkający w Polsce będą tak doskonale widoczni, że o jakimkolwiek działalności terrorystycznej nie może być mowy. Spłacimy dług zaciągnięty przez lata komunizmu zamiast na własne życzenie tworzyć z Polski zaścianek Europy. W praktyce zapewne trudno byłoby liczyć na więcej niż tysiąc uchodźców chętnych do osiedlenia się u nas. Z jednego prozaicznego powodu – u nas po prostu nie ma zasiłków. I długo nie będzie. Celem ich wędrówki są Monachium i Londyn. Dlatego Polska w kwestii islamskiej inwazji jeszcze przez wiele lat może czuć się bezpieczna. Ale nie znaczy to że nie mamy się czego obawiać.
Mułłowie spod znaku Świętego Rydzyka wprowadzają nad Wisłą swój szariat, a patrząc na ich wyznawców śmieszno się robi i straszno zarazem. Oto Najprawdziwsi z Prawdziwych Polscy Patrioci zapraszają do Sejmu przedstawicieli faszystowskiej partii Forza Nouva założonej przez wnuczkę Mussoliniego, a na symbol Marszu Niepodległości wybierają replikę faszystowskiej grafiki z lat 30. Żeby dopełnić całości, najpierw maszerują z transparentem „Wolimy kotleta od Mahometa”, po czym śmiało wbijają do arabskich barów na kebaba halal. Kiedy ci sami organizatorzy Marszu umieszczają na swoim profilu informację o pobiciu w Poznaniu Syryjczyka (wyznania jezusowego), pod spodem cała masa komentarzy wyrażających z tego powodu ogromną radość. Już w czasie marszu do reporterki Polsatu doskakuje dwóch wyrostków wykrzykujących „Cześć i chwała bohaterom!”, żeby płynnie przejść do „Jebać, jebać TVN!”. Tacy oto młodzieńcy stanowią dziś główny nurt polskiej polityki. Dokładnie jego zbrojne ramię. Ale i ich starsi koledzy i koleżanki nie dają za wygraną. Jeden z biskupów zwraca się oficjalnie do parlamentarzystów, żeby prawo stanowione nie stało w sprzeczności z prawem Bożym, Kaja Godek z mównicy sejmowej domaga się bezwzględnego zakazu aborcji. Kiedy przyjrzeć się bliżej, widać pękające szwy w kostiumach służących tej maskaradzie, Imam nie różnie się wiele od Biskupa, religia jest tylko przykrywką, sprytnym trickiem mającym przykryć rzeczywiste intencje. Władza i pieniądze, co kto woli. Prawo i Sprawiedliwość unieważnia świeżo wybranych członków Trybunału Konstytucyjnego, a następnie likwiduje sejmową komisję ds. służb specjalnych, ostatnią instytucję zdolną prowadzić jakikolwiek nadzór nad poczynaniami Kamińskiego, Ziobry czy Macierewicza. Ten ostatni na swojej konferencji zapowiada unieważnienie raportu Millera, nowa premier Beata Szydło mówi, że priorytetowym zadaniem nowego rządu będzie wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Wisienką na torcie możemy nazwać nowo wybranego prezydenta, który najpierw jako urzędnik kancelarii Lecha Kaczyńskiego wbrew zaleceniom prokuratury załatwiał uniewinnienie Adama S. skazanego za wyłudzenia z PFRON, wkrótce wspólnika Marcina Dubienieckiego, zięcia Kaczyńskiego. Ciąży też nad nim zarzut zatrudniania fikcyjnych współpracowników w swoim biurze w Parlamencie Europejskim, a także wyłudzania pieniędzy z kancelarii Sejmu na rzekome podróże poselskie.
Ci, którzy chcą nas bronić przez islamem niczym się nie różnią od islamskich ekstremistów. Nie wysadzają w powietrze pociągów ani do nikogo (jeszcze) nie strzelają, ale w zamian za uwolnienie nas od islamu zamierzają wprowadzić dziesiątki innych opresji, ściśle związanych z nauczaniem innych religijnych przywódców. Każda religia niesie ze sobą opresję, choć różnie wyrażaną.

Być może jedyną odpowiedzią na atak, jaką zobaczymy w najbliższej przyszłości jest deklaracja alterglobalistycznej organizacji Anonymus. Zapowiadają tropienie wszelkiej aktywności Państwa Islamskiego w internecie, w szczególności strony prowadzące rekrutację nowych członków. Być może okażą się skuteczniejsze niż władze Francji, które kilkukrotnie zatrzymywały zamachowców, nigdy nie stawiając im zarzutów. Informacje na temat samobójcy z Bataclan przesyłały im służby tureckie. Bez odzewu.

 

Na koniec jeszcze jedna refleksja. W dobie samotności w sieci, rozdrobnienia świata na atomy wszystko nagle okazuje się mieć ze soba więcej wspólnego niż przypuszczaliśmy. Oto pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego dwa elementy okażą się częścią wspólnej opowieści, znajdzie się dla niech wspólny mianownik,znajdziemy między nimi związek nie tylko pozorny. Niczym fraktal, świat okazuje się jednym wielkim organizmem, jednym wielkim powtórzeniem, a poszczególne obrazy różnią się co najwyżej skalą. Toruń znajduje się nagle bliżej Mekki, niż moglibyśmy przypuszczać, Olsztyn się zbliża się do Paryża.
Ledwie zaprzysiężeni zostali nowi posłowie wybrani pod czułym okiem Świętego Rydzyka (co ciekawe, w obawie przed pogańskim piątkiem 13. uroczystość odbyła się dzień wcześniej), i wysłannicy toruńskiego radiokomitetu rozpoczęli głoszenie słowa świętego, a już chwilę później przybysze z Półwyspu Arabskiego zakrzyknęli Allahu Akbar! wystrzeliwując w kierunku fanów Eagles of Death Metal zabójcze pociski. Skojarzenie z Polską może być jeszcze co najmniej jedno, nazwa powstała w momencie kiedy niejaki Lou przedstawiał Joshowi Homme klasyki death metalu. Kiedy z głośników poleciał olsztyński Vader, Homme miał użyć sformułowania anioły death metalu, co okazało się przyczynkiem dla nazwania nowej formacji. Świat nigdy nie był tak mały jak dziś. Polacy i Francuzi okazali się wobec tragedii równie bezbronni. Dziennikarz Pulsu Biznesu, Marcin Dobrowolski przebywający w czasie zamachów w Paryżu zwrócił się z prośbą do ambasady polskiej o udzielenie czasowego schronienie do czasu wyjaśnienia sytuacji. Przez telefon informował, że znajduje się kilka minut drogi od ambasady i chciałby przeczekać najbliższe godziny na jej terenie. Dowiedział się jednak, że ambasada jest zamknięta i żaden Polak nie zostanie wpuszczony do środka.

Dostaliśmy już chyba wystarczająco dużo znaków ostrzegawczych. Kolejnych może nie być.

 

karl

Stąd do wieczności 21/2015

#21

 

Wygrała Polska. W krytycznym momencie Polacy przypomnieli sobie o tradycyjnych wartościach i na czele kraju znów stanie człowiek, który zadziwił Europę. Kiedy w Irlandii, jedynym obok Polski liczącym się kraju katolickim w Europie zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, wyborcy Andrzeja Dudy wiedzieli co robić. Więzienie za in-vitro, jointa, aborcję i obrazę krzyża! Nie damy sie unijnej propagandzie! Prawda nas wyzwoli!

Ale też powiedzmy sobie szczerze, jaki mieliśmy wybór? Lepszy jest samochód bez silnika czy bez kół? Już w pierwszej turze wiało nudą, druga przypominała Pakt Ribbentrop – Mołotow. Bronek okazał się najbardziej aktywny tuż po wyborach, dwa tygodnie temu dokonał coming-outu i przyznał, że w skrytości ducha zawsze chciał być Pawłem Kukizem, teraz pokazał wszystkim: takiego wała! i wycofał projekt w sprawie emerytury po 40 latach pracy. Nie głosowaliśta na mnie, to wypierdalać! Tak oto kończy się krótkie, dwutygodniowe udawanie troski o los obywateli.

 

Polska pozostaje w okopach. Naiwniacy, którzy wczoraj sądzili, że dokonują wyborów, dziś sądzą, że dzięki Andrzejowi budząc się codziennie rano w portfelach będą znajdować nową stówę. Jedynymi prawdziwymi beneficjentami będą pisowscy baronowie. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że najważniejsze stanowiska ( ok. 40%) w Kancelarii Prezydenckiej wyznaczać będzie Jarosław Kaczyński, 20% swoich żołnierzy wpycha Brudziński, podobnie jak Sasin. Samemu Dudzie pozwolono wybrać 20% nic nie znaczących mrówek. Przez następne 5 lat za plecami Dudy stać będą min. Szydło, Mastalerek, Kaczyńska, Kurski czy Gliński.

Maleją wpływy dotychczasowych medialnych propagandzistów – Kraśki, Lisa, Michnika czy Paradowskiej, za to Pospieszalski, Gmyz, Karnowscy czy Terlikowski na swoich twitterowych kontach zawyli z rozkoszy i zabrzmiało to jak odgłos stada wilków. Będzie lepiej. Szkoda, że znów dla nielicznych.

 

Wybory wyborami, ale świat nie stoi w miejscu, ludzie odpowiedzialni trwają w pogotowiu. Na przykład minister Szczurek, odpowiedzilany za finanse. Już po niespodziewanym wystąpieniu byłego prezydenta dwa tygodnie temu Szczurek stwierdził, że prezydent może sobie mówić co chce, ale rozpatrywanie wątpliwości na korzyć podatnika nie przejdzie. Nie z nami takie numery. Tydzień temu przypominaliśmy jego poglądy na podatki i sprawy społeczne, teraz uchylił rąbek nowej Ordynacji Podatkowej. Dwa podstawowe założenia to „zmiana społecznego przekonania, że <<organy podatkowe są złe>>” i „większa efektywność realizacji zobowiązań podatkowych”. Przekładając to na język polski: więcej kosimy i propaganda, propaganda! „Pycha kroczy przed upadkiem” to powiedzenie które po wyborach zdaje się niezwykle aktualne. Szczurek zdaje się być niewzruszony, ale śruba którą nieustannie nam przykręca, może odbić w drugą stronę.

 

Co jeszcze w kraju? Wszystko po staremu, ruja, porubstwo i transfer z państwowego do kieszeni urzędników idzie na pełnych obrotach. Zastanówmy się, co oznaczałaby zmiana jednego niedoszłego koalicjanta z POPIS na drugiego? Drenaż szedłby dokładnie tak samo, zmieniłyby się tylko nazwiska. Wygłodniała zwierzyna za plecami Kaczyńskiego już przebiera kopytkami i raciczkami w oczekiwaniu na przyszłe synekury. A więc, co jeszcze w kraju?

 

Jedna z bardziej atrakcyjnych synekur, prezes TVP jest do wzięcia, nic więc dziwnego, że wokół pałacu Gargamela przy Woronicza już kręci się całe stado hien. Wszystkie z bogatym doświadczeniem w zakresie usług na rzecz PO, SLD a nawet PZPR. Kiedy po pierwszej turze odpadło kilka nazwisk, w Wyborczej podniósł się wrzask: naszych biją! Otóż rzeczywiście z listy spadło kilka nazwisk pełniących z ramienia władzy służbę na odcinku kultury.

TVP skupia w sobie wszystkie patologie ostatnich 25 lat. Podobnie jak Polska, przypomina samotną kobietą bezbronną wobec armii wygłodniałych samców, nieustannie gwałcona i bita. To w rzeczywistości pralnia brudnych pieniędzy i kasa zapomogowa w jednym. Kolesie zatrudniają kolesi, wystawiając im prawdziwe faktury za fikcyjne zlecenia. Masz chwilowe problemy z kasą? Zapraszamy do TVP, frajerzy płacący abonament cię zasponsorują! Z drugiej strony to dwa najchętniej oglądane programy w tym kraju. I dostarczają rozrywki jarmarcznej, na poziomie obrażającym inteligencję przeciętnego oglądacza. Drenuje mózgi, czyniąc z nich bezmyślne zombie – konsumentów. Dziś słynna misja na inne cele: żeby wepchać swoich kolesi i trochę ich wypromować.

 

Kolesiostwo jest naszym oficjalnym ustrojem, i szybko się to nie zmieni, kolejne pokolenia okazują się być zarażone wirusem. Oto władza uderzyła do głowy dwóm szychom z Politechniki Lubelskiej. Tak spodobało im się zasiadanie w Radzie Wydziału, że utajnili miejsce, datę i w ogóle sam fakt wyborów do Rady, tak by nikt nie przeszkodził im w ponownym wyborze. W gronie kilku znajomych zorganizowali tajne wybory i sami siebie wybrali na kolejną kadencję. Jakieś pytania o przyszłość tego kraju?

 

Świat

 

Od czasów Rewolucji Francuskiej ojczyzna Verne’a i Zidane’a podejmuje rozumne decyzje, pewnie dlatego że rozumna władza ma na celu dobro rozumnych obywateli. Tym razem wprowadziła zakaz niszczenia niesprzedanej żywności przez markety i przekazywanie jej organizacjom charytatywnym. Oczywiście nie możemy oczekiwać że przepis będzie dotyczyć też polskich oddziałów Carrefoura czy Auchan, my, trzeci świat musimy swoje odcierpieć. Vive la France, chciałby się zakrzyknąć.

 

24 maja w wypadku samochodowym zginął John Nash. To nazwisko, które niewiele mówi, ale Nash był jednym z najważniejszych matematyków XX wieku, co zaowocowało Nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii, a tydzień temu odebrał w Norwegii Nagrodę Abela, jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w matematyce. Informacja nie pojawiła by się jednak na tych łamach, podobnie jak w mediach na całym świecie gdyby nie film z 2001 roku, „Piękny umysł”. Dzięki niemu Nash zyskał wieczną sławę, a wielu widzów doceniło udział nielubianej matematyki w swoim życiu. Wracając do misji, na tym właśnie polega rola kultury i kina, takich filmów jak „Kinsey”, „Gra Tajemnic” czy „Teoria Wszystkiego”. Warto wiedzieć, dzięki komu nasz świat wygląda tak a nie inaczej.

 

karl

Dlaczego nie będzie lepiej?

bieda

 

Homo sovieticus

 

4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce  komunizm, wygłosiła uśmiechnięta Joanna Szczepkowska i dziś musi się tego bardzo wstydzić. Niczego tak nie wówczas nie pragnęliśmy jak wolności, która miała rymować się z „Solidarnością”. Po 26 latach właściwszym rymem wydaje się być normalność, za sprawą ogromnego rozczarowania, ale też przychodzącej z wiekiem świadomości pożądana o wiele mocniej. Polacy do rządu żywią podobne uczucia, jak w czasach Gomułki czy Jaruzelskiego, bez względu na to, jak głośno Żebrowski, Kondrat, Passent czy Lis powtarzają propagandę okrągłostołowej Bandy Czworga o mlekiem i miodem płynącej krainie nad Wisłą, fantastycznych szansach i nieograniczonej wolności. Coraz mniej przekonują dizajnerskie wystawy modnych sklepów i najnowsze smartfony w kieszeniach właścicieli modnych SUV-ów: jeśli przyjrzeć się bliżej, wciąż więcej tu starego niż nowego. Komuna niezbyt upadła, raczej się umalowała i założyła modne cichy. Komunistyczna mentalność, którą nasiąkaliśmy przez dekady rozkwitła w pełni dopiero po jej rzekomym upadku. Projekt III Rzeczypospolitej nie za bardzo się udał, ale też niewielu na tym zależało. Na początku lat 90. dzięki właściwym koneksjom fortuny rosły z dnia na dzień. Nowo wybudowane pałace szybko ogrodzono murem, reszta kraju stała się zagłębiem taniej siły roboczej, innowacje nie były mile widziane, dla zachodu byliśmy niepotrzebną konkurencją. Wysłannicy czuwali na miejscu, na kluczowych stanowiskach ministrów finansów i spraw zagranicznych mieliśmy jeszcze niedawno obywateli Wielkiej Brytanii. Powstała Komisja Majątkowa, która wg raportów CBA, ABW, Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatela wyłudziła kilka mld złotych. Od jej decyzji nie było odwołania, członków (min. słynnego Zbigniewa Derdziuka) nie można ścigać za korupcję, bo nie byli członkami administracji publicznej, jednocześnie przez 22 lata pobierali pensje zdecydowanie ponad średnią krajową. Dzięki Balcerowiczowi, Michnikowi, Bieleckiemu, Tuskowi et consortes w fotelach władzy rozsiadły się chamy. Polska chamem stoi, Od Sejmu, przez wszystkie urzędy, po tzw. menadżerów w polskich przedsiębiorstwach. Z tymi jest najgorzej, mają bezpośredni wpływ na nasze życie, ich chamstwem obrywamy prosto w twarz. Cham ma większą siłę przebicia, cham zrobi wszystko, żeby zdobyć władzę i tak rządzą nami chamy. Armia chamów decyduje o kształcie Polski, o jej przyszłości. Choć z tym decydowaniem nie ma co przesadzać, wszyscy pracują w trybie „dziś”, szybki zarobek, łatwy zysk, bałaganem niech martwi się ten, co przyjdzie za chwilę. Za chwilę przychodzi następny cham, ogłasza wspaniały program reform z którego nic nie wychodzi i przekazuje pałeczkę następnemu chamowi. Wszyscy to widzą, wszyscy to wiedzą, karnawał chamów trwa.

Zawiodła też „Solidarność”, bo zawieść musiała – tradycyjne związki walczyły z wyzyskiem kapitalistów, „Solidarność” tego kapitalizmu się domagała. Domagaliśmy się wolności, ale zabrakło bezpieczeństwa. Podobny paradoks dotknął artystów i inteligencję, walczyli o system, w którym stracili głos, podobnie robotnicy Stoczni Gdańskiej, którzy wkrótce stracili pracę.

Wybiliśmy się na wolność trafiając wprost na karuzelę neoliberalizmu – cudownego dziecka demokracji. Kiedy w końcu po latach wojen i zaborów Balcerowicz ogłaszał tymczasowy program gospodarczy który okazał się trwałym ustrojem, państwa zachodu wciąż zachwycone były neoliberalizmem, swobodnym przepływem kapitału i ludzi. Swój kapitał zbudowały jednak na skrajnym protekcjonizmie i licznych koloniach. My do wyścigu przystąpiliśmy goli i weseli, bez kapitału i ze zdegradowaną gospodarką. Uwolniliśmy się z łap rosyjskiego niedźwiedzia, żeby stać się kolejnym srebrnym dolarem w kieszeni Miltona Friedmana. Subtelnie tracimy suwerenność, jedną ręką wstrzymując innowacje, drugą zapraszając zachodni biznes przywilejami podatkowymi do korzystania z taniej siły roboczej. Dla wielu wciąż pozostaje to wiedzą tajemną, choć konsekwencje mogą się nam zwalić na głowę całkiem niedługo – po 2020 zgasną ostatnie silniki naszego rozwoju, za to dług publiczny i dziura w kasie ZUS przybiorą rozmiary monstrualne. Postkolonialna gospodarka oznacza fatalną pozycję międzynarodową. Świat liczy się z tymi, których gospodarka ma wpływ na jego interes. Dla Ameryki jesteśmy błotem na butach, na forum europejskim nasz głos jest nieobecny. Byłoby inaczej, gdyby np. dawna polska branża elektroniczna – Tonsil, Eltra, Diora, Fonica czy Unimor zamiast być zlikwidowana, otrzymała centra badawcze i dziś produkowała nie tylko nowoczesny sprzęt audio, ale też laptopy czy smartfony. Dziś urządzenia uzbrojone w polskie podzespoły biorą udział w misjach NASA, polska drukarka 3D została uznana za najlepszą na świecie. Moglibyśmy z sukcesem konkurować z Samsungiem, LG czy nawet Sony. Niewielkie Szwecja czy Finlandia były w stanie stworzyć Ericssona czy Nokię. Można by przynajmniej podjąć próbę stworzenia konkurencji dla Google, Microsoftu, fejsbuka czy twittera. Nie tyle nie potrafimy budować narodowych marek, co nikt na to nie pozwoli, jesteśmy kolonią, która ma dostarczać taniej siły roboczej. Kilka lat temu Donald Tusk zapewniał, że zalejemy Europę tanim gazem łupkowym a polski grafen podbije świat. Tymczasem wycofują się ostatni chętni do poszukiwań gazu, a polska nauka pozbyła się Krzysztofa Kozioła, który bez najmniejszych problemów założył firmę w Wielkiej Brytanii i dziś jest liderem w produkcji grafenu na świecie. W jednym tylko roku Korea Południowa zgłosiła 4 tys. patentów z wykorzystaniem grafenu, Stany 3,5, Japonia 1,5 tysięcy. W 2014 roku Chiny miały 2 tys patentów. Polska do tej pory zgłosiła 10. Słownie dziesięć. Polak ma za pensję minimalną wkręcać śrubki we włoskiej pralce i basta. Neokolonialne państewko gdzieś na wschodzie, Bangladesz Europy.

 

Państwo istnieje teoretycznie

 

Stan państwa oddaje 36. Specpułk, do niedawna odpowiedzialny za przewożenie najważniejszych osób w państwie. Okazało się że panowało tam bezhołowie na granicy anrachii, nagminne ingorowanie przepisów, mobbing, ciągła rotacja personelu, dorabianie „na lewo”, w końcu fałszowanie najważniejszych dokumentów. Dość powiedzieć, że z powodu braku odpowiedniego personelu służyli tam oficerowie z wyrokami karnymi, a feralny lot obługiwali piloci i nawigator, którzy nie mieli nawet odpowiednich licencji. Kilka miesięcy temu grupa emerytów okazała się niezdolna do przeprowadzenia wyborów, system informatyczny bez przetargu sklecili ich koledzy. 70% dróg budowanych przez GDDKiA nie nadaje się do użytku, nie prowadzono nadzoru nad ich powstawaniem, drogi wymagały remontu już po kilku miesiącach. Pani Katrzyna nie zostanie prezesem ZUS, choć popełniła tylko dwa błędy: zapomniała zabrać ze sobą politycznej legitymacji i wymsknęło się jej coś o trupach w szafie i rewolucji. Już była w ogródku, niestety została wyproszona. „Bez zaporoszeń nie wpuszczamy!”. Tymczasem senator przywłaszcza 80 mln, posłanka kradnie 10 mln, wyprowadzając swoją spółkę za granicę. Afera podsłuchowa rozeszła się po kościach, prokuratorzy oskarżeni o niedopełnienie obowiązków w sprawie Amber Gold uniewinnieni, podobnie jak 15 posłów w sprawie kilometrówek. To samo państwo domaga się od baru mlecznego miliona złotych, ponieważ oprócz soli dodał też inne przyprawy a Jakub Gajewski, jeden z liderów Wolnych Konopi zostaje zatrzymany za posiadanie 900 gram oleju służącego do leczenia ciężko chorych rodziców, grozi mu 15 lat więzienia.

Szybkie spojrzenie, gdzie moglibyśmy zgłaszać pretensje. Na czele rządu stoi lekarka z Szydłowca, ministrem zdrowia jest zwycięzca reality show, sprawy zagraniczne reprezentuje prezes klubu sportowego, ministerstwem spraw wewnętrznych zarządza katechetka, minister sprawiedliwości załatwia na lewo pozwolenia. Najnowszy rząd wsławił się jak dotąd desantem psiapsiółek, które opanowały kluczowe resorty. W terenie zasiadają ich mniej udane kopie, choć trudno sobie wyobrazić, że to w ogóle możliwe. Nie można odmówić Platformie jednego -  wprowadza do publicznej przestrzeni niezapomniane bon moty. „To dziki kraj” Drzewieckiego, „Polska istnieje teoretycznie” i „Chuj, dupa i kamieni kupa” Sienkiewicza wyczerpują temat myśli krytycznej o dzisiejszej Polsce. A jeśli to nam nie wystarcza, zawsze jest jeszcze Elżbieta Bieńkowska i jej wiekopomne ”Taki mamy klimat, niestety”. Co jednak usłyszymy, gdy zapytamy co uczynili dla systemu podatkowego? Małych i średnich przedsiębiortw? Edukacji? Kultury? Podniesienia poziomu mediów? Rozwoju debaty publicznej? Chociaż bezpieczeństwa na drogach? Rozlegnie się złowroga cisza. Co można jeszcze zrobić, żeby skompromitować się w oczach wyborców? Kaczyński, Tusk, Pawlak czy Miller – okrągłostołowa koalicja skompromitowała się po stokroć, została przyłapana na gorącym uczynku, dowody trafiły na stół… W Polsce nie ma to żadnego znaczenia, bo nie ma czegoś takiego jak polityka, opinia publiczna, co najważniejsze – nie ma odpowiedzialności.

W normalnym kraju doprowadzenie państwa do takiego stanu oznaczałoby uliczne protesty. Oglądamy je na całym świecie, od Hongkongu przez Turcje, Grecję, Hiszpanię po Brazylię, gdzie oskarżony o korupcję został niemal cały rząd. U nas ludzie zobojętnieli, choć to podobno kraj katolików przestali wierzyć, że można coś z tym wszystkim zrobić. Większość nie ma najmniejszego pojęcia o otaczającym ich świecie, o istniejących możliwościach i grzechach władzy. Niektórzy może chcieliby zmiany ale wiecie, praca w Mordorze, kredyt na szyi…

 

Czemu nie będzie lepiej?

 

Cytat z forum gazeta.pl:

 

Jakim nieudacznikiem i miernotą trzeba być,  żeby mając tak komfortowe warunki do rządzenia, tak wielkie zaufanie społeczne i górę pieniędzy z UE doprowadzić kraj do takiego stanu a społeczeństwo do stanu wrzenia? Co to za ludzie, żeby dla byle wina i ośmiorniczek, dla przypodobania się klerowi i banksterom dla jakichś gó…. ch zegarków tak lekceważyć społeczeństwo. Cała ta PO z Bronkiem nie dorosła do rządzenia Państwem. Popatrzcie co narobiliście: zmuszacie normalnych i rozumnych ludzi do głosowania na obóz Kaczyńskiego z Maciarewiczem.

 

Bagaż kilkuset lat opresji nie daje się łatwo zdjąć z barków. Nieważne, czy mieszkasz w Koziej Wólce czy w miasteczku Wilanów, i tak jesteś chłopem, jesteśmy narodem w przeważającej większości chłopskim. Z tyłu głowy tkwią setki lat pańszczyzny, zaborów, wojen i komunizmu. Ponad tysiąc lat przeciętny Polak nie decydował o niczym, więc teoretyczne możliwości, jakie od 25 lat daje mu demokracja są dla niego równie abstrakcyjne, jak teatr Grotowskiego. Nie obchodzi go nic poza jego własnym podwórkiem. Nie rozumie, jak dzisiejszy protest może przynieść korzyść jutro. Nie dostrzega związku między wynikiem Kukiza a kilkoma latami bezskutecznych akcji zbierania podpisów w najróżniejszych kwestiach, które odbijały się od drzwi Sejmu, rządu i Pałacu Prezydenckiego. Większość obserwatorów pukała się w czoła i uważała to za stratę czasu. To właśnie one zaprocentowały w niedawnych wyborach, Pan Prezydent jest dziś największym zwolennikiem referendów w Polsce.

 

Powtarzając za Jackiem Santorskim, Polska to wciąż folwark, uczy jedynie słuchać, co należy robić. Czy z łopatą na budowie, czy pod krawatem w korporacji Polak gnie kark i posłusznie wykonuje nawet najgłupsze polecenia. Nasz tragiczny paradoks polega na tym, że pozbawieni suwerenności nigdy nie wahaliśmy się walczyć i ginąć, żyjąc w demokracji, jesteśmy bezradni. Demokracja to nie jest zabawa wymyślona dla nas, w demokracji nie czujemy się mocni. Nie nauczyliśmy się, że w demokracji sami decydujemy, jak ma wyglądać rzeczywistość, wciąż oczekujemy że Kajko i Kokosz do spółki z kapitanem Żbikiem sfruną z nieba, zrobią porządek i Polska nagle stanie się drugą Szwajcarią. Polacy czytają o aferach z udziałem rządzących, o nadużyciach sądów i prokuratury, skarbówki i komorników, po czym idą do wyborów i głosują na Bandę Czworga, albo nie głosują w ogóle, na jedno wychodzi. Możemy winić za patologiczne, oligarchiczne państwo policyjne garstkę cwaniaków i geszefciarzy od ćwierć wieku sprawujących władzę, wprowadzających coraz bardziej zawikłane i opresyjne prawo, bez najmniejszej refleksji dzielących obywateli na „swoich” i „resztę”. Ale jeśli miliony biernych obywateli klnąc pod nosem wciąż oddaje na nich swój głos to należy zadać pytanie: kto tu jest nienormalny? Od pokoleń dajemy się wodzić za nos, w sprawach dla państwa najważniejszych i całkiem drobnych. Na naszych oczach zdemoralizowana władza umarza kolejne postępowania we własnej sprawie, a my z niezrozumiałego powodu przyglądamy się temu z odrętwieniem i machamy ręką. Słowa o Polaku i szkodzie wciąż aktualne, choć Jan Kochanowski pisał prawie pięćset lat temu.

 

Co jeszcze oznacza folwark? W powszechnym odczuciu wciąż ten, który z brudem za paznokciami i zepsutymi zębami pokaże się w dudniącym disco nowym samochodzie odniósł większy sukces niż ten, który czyta książki, płaci podatki i działa w organizacjach pozarządowych, ale przyjechał dwudziestoletnia astrą. Wystarczy poczytać internetowe komentarze pod tekstami o zmniejszaniu nierówności czy koszmarze grodzonych osiedli. Każdy, kto zarabia mniej niż autor wpisu jest wszarzem, nierobem i pijakiem, który śmieje się w twarz ciężko pracującym mieszkańcom polskich metropolii. Niech trzyma się z dala i nie próbuje mówić o niesprawiedliwości, nie zasługuje na głos, bo jest wszarzem, nierobem i pijakiem. Wszyscy zaś, którzy mieszkają poza ogrodzeniem naszego osiedla to śmierdzący bezdomni, wandale i złodzieje. Wara im! Powszechna pogarda nie pozwala myśleć o powszechnym uczestniczeniu w wolontariacie, organizacjach pozarządowych czy wreszcie masowych protestach. A bez tego jako państwo nie będziemy się rozwijać.

 

Na drodze do zamożnego i normalnego społeczeństwa stoi kultura i edukacja. Tymczasem te dwie dziedziny traktuje się jak wyrodne dzieci. Rodzime media u ludzi o elementarnym poziomie wrażliwości i inteligencji wywołują odruch wymiotny. Są skierowane do tej części społeczeństwa, dla której wydarzeniem roku jest smażona kiełbasa na papierowym talerzyku podczas darmowego koncertu polskiego disco. Poziom nieustannie pikuje w dół, niestety na zderzenie z ziemią nie ma szans. Polskie standardy nie przewidują poziomu, poniżej którego należałoby wszczynać alarm. Pięć lat temu 96 osób dobitnie odczuło tego skutki.

Edukacja to może największa stajnia Augiasza, z jaką mamy do czynienia. I nawet nie chodzi o nieszczęsną religię czy fakt, że od roku 2008 zamknięto ponad 1000 szkół. W tych, które pozostały, nauczyciele konsekwentnie zniechęcają do marzeń, pomysłowości i chęci do zabawy. Utknęliśmy w XIX-wiecznym modelu edukacji, który przygotowywał uczniów do pracy w nowo powstających fabrykach. Tymczasem w weku XXI potrzebujemy nie posłusznych robotników, ale kreatywnych wynalazców. Zamiast odkrywać ich talenty i pomagać im poznawać świat, nauczyciele zajęci są wstawianiem im jedynek do dziennika i ciągłym wtłaczaniem do głów wiedzy, którą w kilka sekund mogą znaleźć w internecie. Zmuszanie przynosi efekty odwrotne do założonych, polska szkoła potrzebuje więcej swobody, a w programie takich przedmiotów jak retoryka, logika, ekonomia i filozofia. A do tego prawdziwych nauczycieli – zbyt często zdarzają się tacy, którzy zostają pedagogami, bo nie potrafią niczego innego.

 

Przemiał kontynuowany jest na tzw. studiach. Genialna zasada „pieniądz idzie za studentem” sprawia, że średnio zdolny szympans przeszedłby studia bez większego problemu, wyższe uczenie zamieniły się w biznes produkujący absolwentów o erudycji pana Władka spod budki z piwem, kursy z napisem „pierwsze kroki w korporacji”. Uniwersytet Białostocki likwiduje właśnie wydział filozofii. Przestał być trendy, ku przyszłości powiodą nas absolwenci marketingu i europeistyki. Tacy, którzy wśród największych krajów świata wymieniają Koreę Północną, Amerykę Południową i Anglię. Miłośnicy iksfaktora i miłośniczki mjakmiłość. Nieliczna powojenna inteligencja odchodzi, następców nie widać.

 

Podobnie traktowana jest kultura, spychana przez dysponentów budżetu coraz mocniej do kąta. Nic dziwnego – nie da się na niej zarobić, przynajmniej tak myślą włodarze państwa/województwa/miasta i z mapy Polski znikają kolejne biblioteki, galerie i kina studyjne, najważniejsze muzea i teatry w Polsce toczą niekończącą się wojnę z magistratem o byt. Co z tego, że „Ida” dostaje Oskara, „Body/Ciało” Szumowskiej nagrodę w Berlinie, a polscy artyści mają wystawy w najsłynniejszych galeriach Londynu i Nowego Jorku, jeśli dla urzędników z partyjnego/rodzinnego nadania to nazwiska zupełnie egzotyczne? Gdyby słynna Anna Wendzikowska została jakimś ważnym urzędnikiem w Polsce, nikt nie zauważyłby różnicy. Polak kultury nie potrzebuje, bo jak tu się nią pochwalić przed sąsiadem? Powiedzieć, że wczoraj było się w operze? Sąsiad co najwyżej popuka się w czoło. Co innego audica z rajchu, wycieczka do Egiptu czy najnowszy telewizor do oglądania „na wspólnej”. Kultura nie cierpi na nadmiar popytu, inżynier Mamoń lubi, te piosenki, które już zna. A minister nie będzie próbował tego zmieniać, nikt go z zaniedbań w kulturze nie rozliczy. Tymczasem inwestycja w kulturę jest kluczowym czynnikiem budowania społeczeństwa obywatelskiego, przyjaznego państwa, wymaga jednak pieniędzy, wieloletniej cierpliwości i konsekwencji zaczynając od najmłodszych (wracamy do problemu polskiej szkoły). Polska na mapie Europy staje się kulturalną pustynią. Dzięki cynicznemu państwu, które ponad długofalowe inwestycje stawia doraźne działania na pograniczu szarej strefy, nie musimy się już martwić o innowacyjność, budowanie silnej marki, zdrowe stosunki sprzedawcy z klientem, urzędnika z petentem, nauczyciela z uczniem, rodzica z dzieckiem. Folwark będzie trwał wiecznie, bo czujemy się w nim bezpiecznie i swojsko.

 

Efektem takiej polityki jest ogłupione, bierne społeczeństwo, które choć fatalnie ocenia obecną władzę, przestało myśleć o jakiejkolwiek rewolucji. Kiedy 35 lat temu strajkowała Stocznia, robotnicy mieli wsparcie ze strony polskiej inteligencji – byli tam min. Mazowiecki, Geremek, Kaczyński, Stelmachowski czy Taylor , wsparcie krajów zachodnich organizowała paryska Kultura z Giedroyciem na czele. Dziś podobny sojusz robotniczo-inteligencki trudny jest do wyobrażenia. Krytyka Polityczna, w której swego czasu pokładano spore nadzieje zamiast ruchu społecznego stało się wydawnictwem literackim, a sam Sławomir Sierakowski pochłonięty jest kolejnymi wyprawami do Nowego Jorku. Tuzy polskiej kultury każą nam głosować na Komorowskiego.

 

Dziś na protest stać jedynie tych, którzy mają stosunkowo najlepiej, dodatkowo mając za plecami związki dymem z opon i latającymi śrubami wymuszające w nierentownych przedsiębiorstwach pensje sporo powyżej średniej krajowej. Głównego polskiego związkowca, Piotra Dudę można najłatwiej spotkać tam, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze i kamery stacji telewizyjnych. Następca Leppera, Sławomir Izdebski też najchętniej pojawia się tam, gdzie zloty organizują właściciele maszyn za kilkaset tysięcy. Związkowcy najskuteczniejsi są w zdobywaniu przywilejów dla samych siebie. Piotr Szereda, działacz z Jastrzębia Zdroju za działalność związkową otrzymał w zeszłym roku ponad 120 tysięcy złotych z budżetu państwa. Ponad 10 tysięcy miesięcznie za blokowanie reform i wyzwiska pod adresem rządu – i jak tu nie mówić o przedsiębiorczości Polaków? Swoich praw domagają się silne związki nauczycielskie, mundurowi dawno temu swoje przywileje załatwili w zaciszach gabinetów. W jaki sposób mogą strajkować pracownicy najemni wykorzystywani przez rosnące jak grzyby po deszczu agencje pracy? Niewolnicy Amazona, Reala, Leclerca, Auchan czy Tesco? W ich przypadku choćby wzmianka o próbie strajku oznacza spotkanie z brukiem. Ci ludzie, zarabiający najmniej, dodatkowo utrzymujący górników, rolników czy posłów nie mają swoich reprezentantów. Nie jest nim z pewnością opresyjne państwo, które szuka kolejnych sposobów na drenowanie ich wątłych portfeli. Za to po drugiej, silniejszej stronie mamy choćby Business Centre Club, Lewiatan, Związek Banków Polskich czy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, łby tej samej hydry, która wydała ZUS, Urząd Skarbowy i Ministerstwo Finansów. Szary obywatel, któremu nie udało się trafić do jednego z uprzywilejowanych plemion nie ma prawa oczekiwać lepszej przyszłości, patrząc na tych, którzy próbują działać. Półtora miliona podpisów w sprawie sześciolatków i dwa miliony w sprawie wieku emerytalnego zostały zmielone. 750 tys, podpisów w sprawie JOW w 2007 to były „ćwiczenia skierowane do aktywistów partyjnych, żeby nie kisili się w domach, tylko wyszli na miasto i coś robili”. Od nowego roku rząd podniósł podatki paliwowe, dokładając tzw. opłatę zapasową, odrzucił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku i projekt ustawy pozwalającej rozstrzygać wątpliwości podatkowe na korzyść obywatela. Za to Ewa Kopacz przyznała pijawkom przyssanym do polskich kopalni przywileje większe, niż sama pierwotnie zakładała. Jan Krzysztof  Bielecki, do niedawna doradca premiera głośno zastanawiał się, czy przypadkiem pensje nie rosną w Polsce za szybko. Folwark wciąż istnieje i ma się dobrze, polski cham w krawacie udający pana to wciąż nasza wizytówka. Państwo skutecznie zniechęciło każdego, kto przejawia oznaki zdrowego rozsądku do udziału w działalności publicznej. Dwa i pół miliona ludzi, często z wyższym wykształceniem i rozpoczętą karierą wyjechało z kraju, kolejne pół usłyszało wyrok więzienia za posiadanie często znikomych ilości narkotyków. Pozostali boją się podnieść głos w obawie przed restrykcjami ze strony państwa. Jeśli już powstają jakieś oddolne grupy protestów, wywodzą się ze środowisk skrajnie prawicowych. Na uległość wobec Kościoła i opresyjność państwa zamierzają odpowiadać jeszcze większą uległością i jeszcze większą opresyjnością. Jedyna odpowiedź na ćwierćwiecze rządów Bandy Czworga ma dziś twarz Rydzyka i Kowalskiego.

 

Zachód kontra wschód

 

Od 25 lat gonimy zachód, nie podejrzewając, że zachodem nigdy nie będziemy. Nieustanne porównywanie naszych wskaźników i statystyk jest dowodem zupełnej ignorancji – wszystkie te imponujące liczby to skutek, tymczasem warto zastanowić się nad przyczynami, które biorą się z obyczaju. Kiedy zachód przeżywał oświecenie, rozwijał nowoczesny przemysł i budował szkoły, my mieszkaliśmy w chatach krytych strzechą i gapiąc się w niebo obserwowaliśmy kolejne pory roku. Kiedy tam kwitło współczesne mieszczaństwo, my tkwiliśmy po uszy w pańszczyźnie. Tam rewolucja przemysłowa, New Deal, neoliberalizm,w końcu Occupy, my wciąż postsowiecką bierność przełamujemy słowiańskim romantyzmem. Tam mieszczaństwo, tu chłopstwo, u nich książka i koncert, u nas serial w tv, tam wolontariat i organizacje pozarządowe, tu pustynia. Ustrój zachodniej cywilizacji oparty na protestanckim kulcie pracy nijak się ma do naszej wiary. W Boga, który zbawi Polskę, Chrystusa Narodów i wiary w polityka na białym koniu, nowego Piłsudskiego, który jednym cięciem szabli odmieni nasz los. Całkiem niedawno mieliśmy Tuska, największe oszustwo i rozczarowanie 3RP. Słowiański duch dyktuje pomysły zgoła inne, niż protestancki umiar. Słowiańskość jest tu i teraz, bawi się i korzysta z życia, z byle powodu chwyta za szablę, nie zastanawia się nad efektami swojej pracy, nie wybiega myślą w przyszłość. Biegniemy, ale nie posuwamy się do przodu.

 

Tu należymy, nasz narodowy temperament bliższy jest Rosji, Ukrainie czy Gruzji niż Norwegii czy Danii. Lubimy odczuwać wyższość nad pogrążoną w klanowych walkach Ukrainą rządzoną przez oligarchów, a już szczególnie nad Rosją, krajem zadziwiającym uległością i zacofaniem swoich obywateli. Warto przypomnieć Gogola: z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie! Czym to niby się różnimy? Tam mają takie same makdonaldy, smartfony i inne błyskotki dla dzikich plemion. I taką samą archaiczną gospodarkę, zastraszone społeczeństwo czy korupcję. Czym jeszcze mogą pochwalić się te trzy kraje na granicy Europy i Azji? Zabetonowaną sceną polityczną? Najemnymi sądami, prokuraturą i skarbówką? Pogardą dla obywateli? Kastą nietykalnych odgrodzonych wysokim murem od motłochu? Nie istnieje debata publiczna, partyjni klakierzy po obu stronach mikrofonu niczym zdarta płyta powtarzają wkoło te same zaklęcia. Najczęściej używane słowa dawno straciły znaczenie, od wycierania sobie nimi gęby przestały cokolwiek znaczyć. Prawo, sprawiedliwość, patriota, honor, niezależny, a nawet Polska zbyt wiele razy zostały wypowiedziane przez ludzi bez godności, którzy bez najmniejszego zażenowania prosto w oczy wypowiadają oczywiste nieprawdy. Andrzej Olechowski świadkiem.

 

Ktoś, kto zamierza robić w tym kraju rewolucję, musi brać pod uwagę specyfikę materiału ludzkiego. Kolejne zmiany polityków u władzy przyniosą dokładnie tyle pożytku, co poprzednie. Jeśli zaczniemy dziś uczyć nasze dzieci najważniejszych społecznych kompetencji, za jakieś 30 lat powinniśmy zobaczyć efekty. Czego państwu i sobie życzę.

.

karl

Stąd do wieczności 20/2015

#20

 

Polityka

Tych którzy wybierają się na drugą turę wyborów czeka Paragraf 22: uciekając od grabieży PO, wpadamy w objęcia PiS. Stawiając tamę szaleństwu PiS-u, jesteśmy skazani na PO. Pułapka niemożności. Upadłym polskim mediom zdaje się to jednak nie przeszkadzać, z poważnymi minami organizują debatę, podczas której udają, że zadają kandydatom pytania, a ci udają, że na nie odpowiadają. Przykry widok dwóch smutnych panów bez charyzmy, błyskotliwości i wizji wyciągało sobie nawzajem nieznaczące brudy, na prawdziwe tematy zabrakło już czasu. Jak skomentowały to inne zdegenerowane media? Języczkiem uwagi okazał się portal mamprawowiedzieć.pl, tak opisany przez jeden ze sztabów wyborczych, Gazetę Wyborczą: MamPrawoWiedziec.pl to strona prowadzona przez ekspertów Stowarzyszenia 61 – niezależnej, apartyjnej organizacji pozarządowej, która stawia sobie za cel dostarczanie obywatelom informacji o osobach pełniących wybieralne funkcje publiczne. Tymczasem…

 

W władzach stowarzyszenia zasiadają córki Bronisława Komorowskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego i ministra sportu, Andrzeja Biernata. Sponsorami stowarzyszenia są min. Bank Światowy,  Fundacja Batorego, w skład której wchodzą Aleksander Smolar, Marcin Król, Bogdan Borusewicz, Jan Krzysztof  Bielecki, Andrzej Olechowski czy Helena Łuczywo reprezentująca Agorę. Poza tym sponsorami były też instytucje państwowe, w tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pan Prezydent własnymi ustami postanowił zdekonspirować nepotyzm we własnej rodzinie i to tuż po tym jak w słynnej reklamie jego dzieci opowiadały „pewnie nas nie znacie, nie jesteśmy celebrytami” (opublikowanej przez Onet). Nie, nie jesteście, jest o wiele gorzej.

 

Muzyka

 

Na firmamencie coraz mniej gwiazd, sztuczne satelity nie zastąpią ich blasku, coraz ciemniejsza noc. Blues Boy i jego Lucille świecili przez wiele dekad tak silnym światłem, że nie sposób ich było nie zauważyć.

Jego biografia zaczyna się tam, gdzie narodził się sam, blues, na jednej z plantacji bawełny w stanie Mississippi. Kiedy po raz pierwszy usłyszał w kościele pastora grającego na elektrycznej gitarze, stwierdził, że czuje się jak w niebie. Następnym, który odmienił jego życie był wujek, bluesman Bukka White który przygarnąl w w swoim domu w Memphis, Tennessee. Tam przez jakiś czas był prezenterem w radiu, nie przestawał jendak myśleć o graniu bluesa. Na jego drodze stanął Sam Phillips, przyszły odkrywca Elvisa Presleya, który dostrzegł w nim talent i pod koniec lat 40. wyprodukował pierwszy album. Przez kolejne dekady był popularny w kręgach muzyki bluesowej i rhythm and bluesowej, na przełomie lat 60. i 70. występował z muzykami brytyjskimi, min. Claptonem i Rolling Stones, którzy przedstawiali go jako jednego ze swoich mistrzów. Zapytany w wywiadzie kiedy zrozumiał, że jest gwiazdą, wspominał moment, kiedy oglądając telewizję usłyszał jak John Lennon mówi, że chciałby grać, jak BB King. „Prawie spadłem z krzesła, to był największy zespół na świecie, a ten koleś mówi takie rzeczy?”

Największa popularność przyszła jednak w 1987 roku, kiedy razem z U2 nagrał „When Love Comes To Town”. Półtorej dekady później płyta nagrana razem Erikiem Claptonem pod koniec życia ugruntowała jego pozycję. Pytany o Claptona odpowiadał: To numer jeden. I gra bluesa lepiej, niż większość z nas. Ten umieścił w internecie emocjonalne wystąpienie, w którym żegna Kinga i określa go jako swojego przyjaciela. Żegnali go wszyscy, którzy przez ostatnie pól wieku słuchali go i szli jego śladem. Nie był wybitnym gitarzystą, ale zdaje się, że to osoba, która przemawiała przez dźwięki jego gitary sprawiała, że podziwiały go miliony. Jedyny i niepowtarzalny Riley „Blues Boy” King odszedł w wieku 89 lat.

 

Cytat tygodnia

 

System podatkowy jest bardzo ułomną metodą rozwiązywania problemów z dochodami. Od tego jest system pomocy społecznej.

 

Mateusz Szczurek, minister finansów

 

karl

JOWy, czyli realizm magiczny

protest

 

Paweł Kukiz w ciągu kilku tygodni stało się najpopularniejszym nazwiskiem w Polsce. 20%  prowokuje do myślenia, a nawet mówienia, że oto nadchodzą zmiany. Świadczy to tylko o tym, że w tym kraju jeszcze długo nie będzie dobrze. Magicznym hasłem, które nie schodzi z ust polityków i medialnych celebrytów, rzekomo rozwiązującym wszystkie problemy stało się JOW. Okręt tonie, a wszyscy zastanawiają się, jaką metodą będziemy wybierać metodę głosowania na nowego kapitana. Wyborcy Kukiza nie głosowali za, ich głos był skierowany przeciw. Krzyk: przeciw! jest jednak pusty, jeśli nie idzie za nim pomysł co w zamian. Zmiany są konieczne, tu i teraz, ale muszą być uzbrojone w program i ludzi. Tymczasem nie tylko w jego przypadku kampania była przerażająco pusta, żaden z kandydatów nie zająknął się na temat najważniejszych problemów, które uwierają nas każdego dnia. Obciążające gospodarkę podatki, antyspołeczne praktyki urzędów, sądów i prokuratorów, gargantuiczny przyrost urzędników. Blokowanie innowacyjności przy jednoczesnych szerokich preferencjach dla kapitału zachodniego. Fatalny poziom edukacji, nakładów na kulturę, szkodliwe media, upadła służba zdrowia. Nie wspominając o kwestii kluczowej – co po 2020 roku, kiedy skończy się kroplówka z Unii, pieniądze przesyłane przez imigrantów, a dziura w kasie ZUS i ciągle rosnący dług publiczny przyjmą kosmiczne rozmiary. To nie nowy problem, od 26 lat brakuje jakiejkolwiek debaty publicznej, media od lat są już tylko tabloidami dostarczającymi gawiedzi kłótni, tragedii, a na koniec zdjęcia kotków i piesków. Dziś kukiełki w studiu TVP Info przez kilka godzin wykrzykiwały na zmianę: Duda! Komorowski! relacjonując na zmianę spotkania w Krakowie i Warszawie. Dla niech to nic więcej niż walka Gołota kontra Saleta – kto komu podał rękę, jaki miał krawat, w którym kierunku zrobił pięć kroków, jaka pogoda, czy kawa dobra.

 

 

Brakuje nam umowy społecznej. Nikt w zasadzie nie nazwał projektu, którym ma być 3 RP. Jakie są nasze długofalowe cele, chcemy się na kimś wzorować czy mamy swój własny pomysł. Zmiany na stołkach niczego nie dadzą, bo to nie w politkach tkwi problem, ale w nas. Każdy ciągnie swój wózek, wymyślając wszystkim którzy mają inne zdanie. Odezwą się zaraz głosy że w Ameryce czy Francji rewolucje były początkiem nowego państwa. Każdy, kto przywołuje przykłady krajów zachodnich daje jedynie dowód swojej ignorancji. Narody wychowane w protestanckim duchu zbudowały swój dobrobyt i dorosłe demokracje ciężką PRACĄ. Tymczasem u nas wciąż pokutuje WIARA. W Boga, który zbawi Polskę i polityków, którzy odmienią nasz los. Polacy wyrzucają śmieci do lasu, pracują i zatrudniają na czarno, mają alergię na wolontariat i organizacje pozarządowe, jedocześnie oczekując, że świat zmieni się sam. Wciąz stoimy i z rozdziawionymi ustami przyglądamy się, oczekując że to ONI naprawią nam Polskę. Nie naprawią. W 89. roku oddaliśmy władzę politykom. Co mamy z tego dziś? Oto co powiedział Tomek Lipiński, muzyk Tiltu i Brygady Kryzys pytany o wyniki wyborów:

„Żaden wynik wyborów w Polsce nie jest i nie będzie dobry. Dlaczego? Ponieważ nie jesteśmy narodem, nie jesteśmy społeczeństwem, jesteśmy zbieraniną wrogich, nienawidzących się wzajemnie plemion. Każde z plemion kieruje się wyłącznie dobrem swojego plemienia; innym na pohybel! Ci, których taka sytuacja boli, są zbyt nieliczni. Znakomicie mobilizujemy się, gdy trzeba komuś zrobić na złość, dlatego do wyborów też idziemy na złość innym plemionom. Nie ma dialogu, nie ma poszukiwania wspólnego dobra, nie ma świadomości wspólnego interesu – dobre dla Polski jest tylko to, co dobre dla mnie i moich współplemieńców. Nienawiść zalewa nam mózgi, zaślepia, pozbawia rozsądku nawet tych, co zdawali się nie być tego rozsądku pozbawieni. Jesteśmy jak flotylla »Titaniców « na morzu nienawiści”.

Nie warto dodawać nic więcej.

 

karl

Stąd do wieczności 19/2015

åwieci sie filharmonia

Ale to był weekend! Przez dwa dni można było spokojnie włączyć telewizor i nie wyskakiwały ujadające oblicza Kempy, Czarneckiego, Bronka ani Janusza. Telewizja na chwilę stała się ciekawa, mądra i w ogóle jakaś taka radośniejsza. Piękny sen przerwany został w niedzielę wieczorem, kiedy na scenę wkroczył Kraśko.

 

Krasko 9

 

Tuż po 21 rozpoczęła się transmisja sprzed siedziby TVP, która zastępowała plac Świętego Piotra. Papież telewizji, Piotr Kraśko w towarzystwie księżniczki Beaty i delfina Michała dojrzał biały dym wydobywający się z PKW, po czym miastu i światu ogłosił: ja, Piotr Kraśko I mam wyniki. Proszę państwa, sensacja! Alleluja! Giacomo Battiato zatrudnił nie tego Piotra do roli Karola, który został papieżem. Nikt tak jak Kraśko nie czuł, tego co czuł ON, nie wiedział tego co ON, nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że byli niczym bracia bliźniacy, Bolek i Lolek, Lech, Czech i Jarosław. Kiedy Największy z Polaków umierał, według słynnej anegdoty oglądał program Piotra Kraśki. Złośliwi dodają, ze mogło to być bezpośrednią przyczyną śmierci, ale wiadomo, każdy geniusz musi liczyć się z nienawiścią plebsu (którym tak na marginesie Kraśko brzydzi się bardziej niż zakupami w Lidlu).

 

Krasko 8

 

Błąd naprawiono w tym roku, w filmie „Apartament” Kraśko zza kadru ze słynnym wzruszeniem, w którym się specjalizuje, opowiada o Papieżu. Gdyby Kraśko urodził się w renesansie, Michał Anioł nie marnowałby czasu na rzeźbienie Dawida, Mona Lisa miałaby twarz wiecie-kogo, a Szekspir odwiedzałby go co tydzień, żeby skonsultować szczegóły swojego dzieła życia, jedynej powieści „Kraśko -  Żywota Świętego”.

 

Kraśko 2

 

Jego portrety wiszą w gabinetach Teda Turnera i Ruperta Murdocha, którzy od lat bezskutecznie zabiegają o jego zatrudnienie. On podjął się trudu przekazywania nam codziennych sukcesów, jakie spływają na nas podczas rządów Platformy i Peezelu. Niedługo ma się odbyć referendum o uznanie miasteczka Wilanów jako terytorium niezależnego, którego jednogłośnie cesarzem ogłoszony będzie Kraśko. Obok powstanie krulestwo Korwin Mikkego.

 

Kraśko 1

 

„I have a dream!” zakrzyknął cztery miesiące temu Kraśko i nie bacząc na budżet rozpoczął projekt życia. Centrum dowodzenia lotów kosmicznych NASA ma przejść gruntowne zmiany, tak by upodobnić się do tego zaprojektowanego osobiście przez Kraśkę przez gmachem Telewizji Polskiej, perłą światowej architektury. Powstał największy na świecie ekran, tak by cały świat mógł podziwiać szlachetną twarz Kraśki. Nic to, że goście siedzieli w płaszczach i kurtkach, wiatr zwiewał wszystko ze stołów a rozmowy zagłuszał szum nagrzewnic –wizjonerstwo Kraśki nie pozostało niezauważone. To dopiero pierwszy krok, mamy 300 mld w budżecie, jest z czego czerpać. Jeśli Cezar mógł dla zabawy palić Rzym, Stalin zaprojektować jednym pociągnięciem ołówka kolej transsyberyjską kosztem kilkuset tysięcy więźniów Gułagu, to czymże są igrzyska Kraśki, niewinna wręcz przy tamtych igraszka?

 

Krasko 7

 

Funny fact – mamą Piotrka była przez jakiś czas sama Nina Terentiew, w ogóle w przez TVP przewinęło się 54 człónków jego rodziny, więc kariera była raczej oczywista. Ale też oddajmy cesarzowi co cesarskie – taki sukces nie bierze się z niczego. On wykuwał się w trakcie ciężkiej harówy, podczas cotygodniowych relacji z Watykanu, kiedy za każdym razem musiał znaleźć inne wiekopomne słowa, by opisać wielkość Naszego Papieża Polaka, Papieża Tysiąclecia, Człowieka Który Sam Obalił Komunizm, Człowieka, Który Jadł Kremówki Chodząc Po Tej Ziemi. Za sto lat nikt nie będzie pamiętał o Koperniku, Curie Skłodowskiej czy Paderewskim. Na centralnym placu każdego miasta Układu Słonecznego będą pomniki Kraśki na białym koniu górujące nad krajobrazem. Tylko pamiętaj Piotrek – na im wyższym cokole cie postawią, tym boleśniejszy będzie upadek.

A co do samych wyborów – musieli być przegrani, byli też wygrani. Najciekawiej było oczywiście w Lubinie, Kukiz wygłaszał płomienne przemowy, które chwalił sam Kraśko, w stylu który nie tylko dla polskiej polityki musi wydawać się ożywczy. Za jego plecami grały „Złe Psy” Andrzeja Nowaka, i choćby za to zyskał moje uznanie. Więcej o tym, co oznacza to dla nas wkrótce.

 

marta

 

Tymczasem realipolitik codziennie wre niżej, znaczeni niżej, w takim powiecie zwoleńskim i gminie Przyłęk też toczy się życie. A tu dzieją się rzeczy nie mniej ciekawe. Darek Klimczak potrafi się ustawić. Zapisał sie do peezelu, więc o przyszłość martwić się nie musiał. Starsi koledzy szybko namaścili go na wicemarszałka, miał pilnować interesu. Problem był z dziesięć lat młodszą kochanką, Martą Giermasińską. Nie będzie się przecież pokazywał na mieście z byle sekretarką z ciepłowni! Po miesiącu w nowej pracy dzięki poświęceniu i ciężkiej pracy (po godzinach, często w szkodliwych warunkach) Marta została wiceprezesem Energetyki Cieplnej w Skierniewicach. I tak dwoje wice- powoli wiło sobie gniazdko, niestety sprawa się rypła i sam prezes Piechociński musiał interweniować w sprawie prowincjonalnej spółki.  A jeszcze dzień wcześniej mówił: „Konkurencyjność i innowacyjność gospodarki zależy w dużej mierze od kwalifikacji kadr, ich wiedzy i doświadczenia. Potrzebujemy dobrze wykształconych kadr”. Kurtka ze skaju i torebusia w kwiatki ze słynnego zdjęcia zdradza spore pokłady kompetencji, żeby nie powiedzieć społecznikowskiego zacięcia. Panie Januszu, proszę się nie zrażać, elektrociepłowni ci u nas dostatek.

Darków Klimczaków jest jednak więcej i mają bardziej medialne nazwiska. Dziesięć lat temu Urząd Marszałkowski w Gdańsku sprzedał państwową spółkę Neptun Film za 23,5 mln złotych. Rok później była ona jednak warta już 80 mln. Za transakcję odpowiedzialni byli działacze Platformy – marszałek Jan Kozłowski, Marek Biernacki i Bogdan Borusewicz. Transakcję przeprowadziła, pobierając odpowiednio sowitą prowizję, kancelaria prawna należąca do syna Kozłowskiego. Ostatni akt dramatu rozegrał się w zeszłym tygodniu, kiedy nowy właściciel postanowił zlikwidować trzy kameralne kina będące wizytówką Gdańska i oddać lokale amerykańskiej sieci hoteli Hilton, choć działacze Platformy przez cały czas zapewniali, że zapewnią  „realizowanie nałożonych ustawowo zadań w zakresie upowszechniania kultury”. Jak widać, do czasu.

Z dedykacją dla Najjaśniejszej Władzy z okazji 26 lat szczęśliwego pożycia- piosenka:

 

 

Nie tylko komisje wyborcze pracowały cała parą, również komisje egzaminacyjne. Młodzież durna i chmurna przystąpiła do matur i od razu zderzyła się z murem. Choć z roku na rok zadania są coraz łatwiejsze, to zderzenia są coraz mocniejsze – klasyczna funkcja liniowa. Komisje walczą o to, żeby ktoś w ogóle mógł zdać, ale dzięki smartfonom z dostępem do internetu głupota w postaci modnych tweetów wylała się szerokim strumieniem:

Żegnajcie studia. Matura, zniszczyłaś mi życie! (pisownia oryginalna)

Według nowożytnej logiki, której swoją drogą brak w programie nauczania jest aż nadto widoczny, winien jest nie ten, który się nie nauczył ale ten który układał zadania.

Ale nie jest tak źle. W zasadzie ku lepszemu idzie. Powoli, bez rozgłosu, kolos na glinianych nogach zwany Polskim Folwarkiem chyli się ku upadkowi. Jeszcze chwilę, sto, dwieście lat i będzie po wszystkim.

Sporo dobrego dzieje się ostatnio w kwestii przestrzeni publicznej, czyli potwornej brzydoty kującej w oczy na każdym kroku. Nowa ustawa krajobrazowa nie została jeszcze uchwalona, a już kolejne miasta zapowiadają usuwanie reklam. Urząd Miasta w Gdańsku zapowiedział wprowadzenie opłat od wszystkich nośników, nawet na terenach prywatnych. Domyślnie reklamy mają w ogóle zniknąć z przestrzeni publicznej, wyjątkiem pozostaną tzw. citylighty na przystankach. W Warszawie konserwator zabytków wymusił zmianę projektu sklepu Biedronki otwieranego w budynku Dworca Centralnego. Zamiast tradycyjnych krzykliwych kolorów stonowane, czarno-białe logo:

 

bied

 

Krakowscy Pogromcy Bazgrołów zajmują się zamalowywaniem spontanicznej twórczości artystów, którym natura poskąpiła talentu. Oddolny ruch społeczny organizuje pikniki sąsiedzkie, podczas których wspólnie odnawiają elewacje swoich kamienic i bloków. Postulują też za zmianą prawa w zakresie ścigania i karania sprawców miejskiego wandalizmu. Można?

 

åwieci sie filharmonia

 

Wszystkich w zeszłym tygodniu przebił jednak Szczecin. Tamtejsza Filharmonia zdobyła nagrodę Miesa van der Rohe dla najlepszego europejskiego projektu w kategorii architektury współczesnej. Śnieżnobiały budynek z miejsca stał się jednym z symboli miasta. Czekamy na kolejne kroki.

 

karl

Na kogo w wyborach?

11160667_798085963619845_1825223855281804032_n

 

Projekt 3RP słabo nam się udał, i tylko Banda Czworga wciąż czerpie z niego korzyści. Każdy kto ma odrobinę rozumu w głowie zamierza głosować na nowe otwarcie. Tylko każdy rozumie je inaczej. I dobrze, tylko tym razem warto dwa razy się zastanowić. Czy brylujący dziś w mediach Kukiz i Korwin to rzeczywiście szansa na mądre rządy? Rządy, bo przecież nikt oprócz Komorowskiego nie staruje, żeby wygrać, to darmowy czas antenowy dla formacji, które wystartują na jesieni. I tak Paweł oprócz JOW-ów i rozwalania systemu nie przedstawił żadnego pomysłu zmian, nie ma też wokół siebie sztabu ludzi potrzebnych do pisania, a przede wszystkim realizacji programu politycznego, choć do współpracy zaprasza już Ruch Narodowy. Janusz? Zamierza ustanowić króla, zlikwidować wszystkie podatki (łącznie z VAT), zamknąć kobiety i niepełnosprawnych w domach, za polityczny wzór uznaje Putina, powtarzając, że dzięki niemu Rosjanom żyje się lepiej. Jeszcze nie odbyła się pierwsza runda wyborów, a obaj panowie już przejęli maniery Platformy, urządzając tajne spotkania się w drogich restauracjach, niczym Sienkiewicz i Sikorski.

Demokracja Bezpośrednia, a za nią Paweł Tanajno proponują odejście od modelu wybierania urzędników z klucza partyjnego, bez wiedzy i doświadczenia. W ministerstwach urzędach, agencjach i instytucjach powinni zasiadać ludzie z doświadczeniem w danej dziedzinie. Ale też nie oni sami podejmowali by decyzje.Wiele z nich zapadałoby na podstawie referendum, nie w sposób mechaniczny, głosowane wnioski poprzedzone byłoby publiczną debatą na ten temat, nie jak dziś, w środku nocy Sejm głosuje nad ustawami które sam, bez żadnej dyskusji, wprowadza. Polacy nie wiedzą czego chcą? Nie bardzo, ale też wnioski referendalne są zgłaszane przez max 20% obywateli, którzy mają świadomość  problemów i sposobów ich rozwiązania. Te 20% uświadamia pozostałej grupie zagrożenia, z których do tej pory nie zdawali sobie sprawy.

 

Abstrahując już od Tanajno, cieszyć może zainteresowanie polityką w ogóle, fakt, że tak wiele ludzi zabiera głos w sprawie przyszłości państwa, szukając wyjścia z tej beznadziei zafundowanej przez Bandę Czworga. Potrzebujemy nowej władzy, ale przede wszystkim nowego myślenia o państwie, patrzenia mu na ręce i podnoszenia głosu zawsze wtedy, kiedy dzieje się coś złego. Tak jak teraz. Po pierwsze – głosuj!

 

karl

Stąd do wieczności 17/2015

#17

 

Kraj

 

Przez cały tydzień toczyła się burza wokół śmigłowców Airbusa, słów szefa FBI w sprawie Holocaustu i zupełnie absurdalny serial pt. Nocne Wilki, wszystko to nagle straciło znaczenie wobec informacji o odejściu starszego, wciąż jednak żwawego pana.

 

Słowa oddające Jego wielkość pozwólmy wypowiadać tym, którzy na to zasługują, niech mi więc będzie dane wypowiedzieć jedynie taką oto oczywistość, że zmarły przed trzema dniami Władysław Bartoszewski był dla Polski postacią nieocenioną. Jeśli zmarły niedawno Tadeusz Konwicki był wielki swoją przemianą, tak Bartoszewski trwałością, wiernością sobie, jeszcze bardziej Prawdzie. Dlatego ani represje ze strony nazistowskich Niemiec ani sowieckiej Rosji nie były w stanie go złamać. Nigdy nie sądziłem, że będę współpracował z Niemcami, mówił w jednym z wywiadów. Kolejne majestatyczne drzewo ścięte przez czas, nasz krajobraz coraz bardziej przypomina pustynię. Odchodzą kolejni, którzy nie tyle mówili o Polsce, co byli Polską. Którzy na własnej skórze odczuwali polskie dramaty, ale też potrafili stawić im czoła w sposób najwłaściwszy. Pożegnanie dwukrotnego ministra spraw zagranicznych zbiega się to z premierą filmu o Janie Karskim, także zbliżającą się rocznicą uchwalenia  Konstytucji 3 Maja przez posłów Sejmu Czteroletniego. Wszystko to niezwykli Polacy, wiedzeni patriotycznym powołaniem stanowili, i wciąż stanowią o wielkości tego kraju. Kolejne niebosiężne drzewa upadają, czy mamy je kim zastąpić? Czy teraz już tylko chwasty? Następcą Bartoszewskiego na stanowisku ministra sprawa zagranicznych został Schetyna, miejsce Tadeusza Mazowieckiego zajęła Kopacz, a w głowie dudni pytanie: co się stało z tym krajem, tak dobrze się zapowiadał?  Karski nowego wieku, imieniem Karol, wsławił się pijackim rajdem na Cyprze podczas wycieczki za pieniądze podatników i próbą ukarania przed sądem Grzegorza Pietruczuka, który w 2008 roku wykazując oznaki zdrowego rozsądku nie zgodził się lądować prezydenckim samolotem w objętym działaniami wojennymi Tbilisi. Dariuszowi Jońskiemu Powstanie Warszawskie przeniosło się w czasie do roku 1988, a stan wojenny według rzecznika jednej z największych partii wybuchł rok później. Teraz zapytany dlaczego głosował za kuriozalnym przepisem łagodzącym kary dla pijanych kierowców z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie miał pojęcia nad jaką ustawą głosował.

Miejsce Mazowieckiego, Nowaka-Jeziorańskiego, Kuronia czy Stelmachowskiego zajęli Kempa, Pawłowicz, Hofman i agent Tomek. Zamiast Tomaszewskiego i Ambroziaka straszą nas Borek i Kołtoń, następcami Przybory i Wasowskiego zostali rolnicy szukający żony i ekipa z Warszawy. Polska rozwija się tak, że aż trudno opisać to słowami.

 

Świat

 

Trzęsienie ziemi, którego epicentrum znalazło się 80 km na wschód od miasta Pokhara w środkowym Nepalu pochłonęło ponad trzy i pół tysiąca ofiar. Odczuwalne było nawet w Indiach, Pakistanie i Chinach, wywołało również lawinę z Mount Everestu, która pochłonęła życie 18 osób. Zaledwie tydzień temu w stolicy Nepalu, Katmandu odbywała się konferencja poświęcona ewentualnej reakcji właśnie na tego rodzaju kataklizm. Nie spodziewaliśmy się, że stanie się to tak szybko, komentowali tragedię. Do Nepalu przybywają kolejne ekipy lekarzy i ratowników z różnych stron świata, wśród nich również specjalna ekipa Straży Pożarnej z Polski. Niesamowitym wyczuciem wykazał się natomiast jeden z polskich portali, który z relacji z tej tragedii uczynił pokaz slajdów, tak by móc więcej zarobić na kolejnych kliknięciach. Jakie to uczucie zarabiać na śmierci, na tragedii całego narodu, panie Adamie?

 

Kultura

 

Polska to kraj niezwykle kulturalny, o czym wiedzą wszyscy oprócz szefa FBI. To polskie plemię wydało Reymonta, Miłosza, Szymborską, a nawet, co może niektórych dziwić, Chopina. A że kultura się sama nie pisze, sama się nie maluje, nie reżyseruje i nie wychodzi na scenę żeby śpiewać, dlatego specjalnie dla ludzi, którzy sztukę składają nam w ofierze, często samemu składając niemałą ofiarę z własnego bezpieczeństwa i własnych emerytur, wymyślono nagrody. A jak nagrody to i Gale. Tylko w zeszłym tygodniu obejrzałem dwie, z czego jedną z przyjemnością.

 

W czwartek organizatorzy Fryderyków po raz kolejny kazali nam się zastanawiać, o co im chodzi. Kogo chcieli rzucić na kolana i jaką prawdę o polskiej muzyce chcieli nam objawić. Wyszedł jak zwykle romans kompromitacji z zażenowaniem, czego nie ukrywali nawet kolejni przemawiający ze sceny, za to doskonale odnajdowali się w nim prowadzący, którzy zdaje się trafili tam dla zwykłego żartu. Skierowałbym do organizatorów pytanie jaki diabeł podkusił ich do stawiania w jednym wyścigu Natalii Przybysz i Behemotha czy ogłoszenia światu nominacji w kosmicznej kategorii alternatywa/indie/elektronika, ale boję się odpowiedzi. Podobno w tej sprawie ma być powołana specjalna sejmowa komisja. Parę wytwórni muzycznych postanowiło w świetle kamer zrobić sobie reklamę, jak jednak widać było po widowni nikt poważny nie wziął tego na serio. Przybyli siłą przyciągnięci zwycięzcy, też zresztą nie wszyscy. Po dwudziestu latach wszyscy już mniej więcej wiedzą na co stać tą imprezę, więcej nabrać się nie dadzą. Muzyka w tym kraju ma fatalne publicity, od lat pozostaje nieobecna w mediach. A szkoda, współczesna polska muzyka z całą pewnością zasługuje na bycie usłyszaną przez większą widownię niż do tej pory. Fryderyki mogłyby odegrać w tym kluczową rolę, ale jak do tej pory traci resztki szacunku, popularności dobrej polskiej muzyce ie przynosząc. I tylko po co mieszać do tego biednego Chopina? Na szczęście jest  TVP Kultura.

 

Dziesięć lat temu zadebiutowała TVP Kultura i to jeden z nielicznych promyków nadziei, że ten kraj ma przed sobą jeszcze jakąś przyszłość. Oferuje oddech od codziennej polskości specjalnie dla ludzi wrażliwych, inteligentnych i niepozbawionych poczucia smaku. Z tej okazji w sobotę odbyła się druga gala, podczas której wręczano Gwarancje Kultury a także rozmawiano o tejże kultury stanie. W części muzycznej oglądaliśmy te same twarze, które dwa dni wcześniej gościły na fryderykowej gali, co z jednej strony świadczy o niejakim lenistwie muzycznego dziennikarstwa, ale co jest doskonałą wiadomością dla Good Life. Ale to na marginesie. Przyjemność z oglądania ludzi pięknych, dobrych i mądrych przerwała brutalnie obecność prezesa Brauna, który mylił TVP Kultura z całym molochem TVP, zaś za największy jej sukces uznał obecność w niej pewnego księdza, a na końcu zapytany o zwiększenie budżetu z gracją komunistycznego aparatczyka, stojąc tyłem do prowadzących odburknął: proszę nie wymuszać! Kuriozalna była też nieustanna obecność w kadrze Edyty Herbuś w czasie poświęconym teatrowi, bądź co bądź osoby, która jest kultury absolutną antytezą. Uroczystość zakończyły występy muzyczne solo, w duetach a nawet większych grupach. Galę należy uznac więc za udaną. Sto lat, Kulturo!

 

Sport

 

Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie zaskakująco łatwo awansowali do kolejnej rundy play-off.  Wygrali cztery mecze z rzędu z przeciwnikiem, z którym w trakcie sezonu zasadniczego notorycznie przegrywali. Awans przypieczętowali mocnym akcentem, pokonując Toronto Raptors 125:94. Druga część sezonu, kiedy to spadli z drugiego na piąte miejsce na wschodzie nie napawała optymizmem, ale w play-offs, który tak naprawdę weryfikuje potencjał zespołu, są jak nowo narodzeni. Randy Wittman w końcu podejmuje właściwe decyzje, weterani, zwłaszcza Paul Pierce rzucają w decydujących momentach, skutecznie grają rezerwowi, maszyna z Waszyngtonu pracuje na pełnych obrotach. W starciu z Atlanta Hawks, którzy choć wygrali konferencję są zespołem równie niedoświadczonym jak Raptors, Wizards nie stoją na przegranej pozycji. W 2009 roku Gortat jako gracz ławkowy dotarł do finału ligi, przegrywając z LA Lakers. Dziś jest jednym z liderów drużyny i to między innymi dzięki jego doświadczeniu zespół stać na wiele. Emocjonujące mecze przeciw Cavaliers są na wyciągnięcie ręki.

 

karl